Weekendownik zalatany i narzekliwy

15 godzin temu

Mła się cieszy kwitnieniem magnolek póki może, prognozy nie pozostawiają złudzeń - jeszcze troszkę a tepale magnolek będą miały mało interesujący coolor zaparzonej dwa dni temu herbaty. Ulubiona magnolka naszych kotów, ta od zalegania w słoneczne dni, wygląda w tym roku zjawiskowo. Mła chcąc się tym kwitnieniem nacieszyć jeszcze bardziej, nieco z magnolki uszczknęła i postawiła sobie doma, znaczy na stole w kuchni, z którego w tej chwili ulatują wonie bynajmniej niekuchenne, bo słodko a delikatnie pachnące magnolki to nie jedyne stołowe kwitnienie. Mła przyniosła z ogrodu sporo zielonego, postraszona tą zmianą pogody na zimową. Pan Dzidek pociesza mła iż może ci od prognoz się pomylą ale ponieważ mła ostatnio obrywa od losu, to cóś słabo wierząca w dobry obrót spraw.

Jestem potwornie zmęczona, za dużo tego wszystkiego na mła. Muszę odpocząć jak najszybciej, bo inaczej to się źle dla mła skończy. Nie wiem co gorsze, to iż mła psychika siada, czy iż fizycznie jakaś taka niewydolna. Stawiam na główkę, nie na ciałko. Głową u mła trza się zająć to ciałko się dostosuje. Mła ma wrażenie iż z główko będzie troszki ciężej dojść do ładu niż z samym ciałkiem, bo u mła się zalęgły wierzgnięte myśli, które tak naprawdę są strasznie gupie. Wicie rozumicie, przemyślenia typu - Dlaczego wszystko spada na mnie? Mła sobie zdawa sprawę z tego iż takie myślenie to kretynizm, ludziom przydarzają się o wiele gorsze historie niż te, które są udziałem mła. Szpagetka odeszła po długim, kocim życiu, kochana do granic bałwochwalstwa, Pasiak raczej wybrał nowy dom a nie zginął, ludzie którzy opuścili mła na zawsze żyli długo i przeważnie szczęśliwie, niesprawność Pana Dzidka jest z tych do wyćwiczenia, mła jest w miarę zdrowa. Obiektywnie to nie jest źle.

Obiektywnie tak, subiektywnie mła czuje iż jest dodupnie. Potyczki z systemem opieki zdrowotnej nie wpływają na mła optymistycznie, dla Pana Dzidka rehab poszpitalny na NFZ najwcześniej w czerwcu bądź lipcu i to po wykłóceniu się, trzeba myśleć o prywatnym rehabilitancie albo o prywatnym leczeniu szpitalnym na oddziale rehabilitacyjnym. Bo po tych miesiącach czekania na rehab, to nie będzie już czego rehabilitować, takie sprawy jak stawianie pacjenta na nogi robi się prędko. Szczerze pisząc to mła nie przyjmuje do wiadomości iż w systemie za mało kasy, za mało to jest lekarzy i dobrze wyszkolonego personelu średniego. Na temat jakości wykształcenia młodszego wiekiem personelu mła się nie będzie wypowiadać, bo sama by się mogła rychło stać pacjentką oddziału udarowego. No ale czego wymagać od ludzi, którzy krojenie sekcyjne człowieka oglądają na ekranach monitorów? Niestety mła jeszcze potyczki z tym naszym systemem zdrowotności powszechnej czekają. Ech...

Paskudnie iż pogoda zimowa wraca, mła znika wraz z nadejściem chłodów możliwość podładowania baterii w ogrodzie. Ogród działał na mła odstresowująco, mimo zaniedbań młowych względem niego, jakby wszystko jest w nim na swoim miejscu. Chałupa mła takowego odprężenia nie zapewnia, mła nie jest się w stanie odstresować w domu w takim stopniu w jakim jest w stanie zrobić to w ogrodzie. Liczenia na podładowanie baterii kotami raczej nie wchodzi w rachubę, koty jeszcze na mła obrażone, choć jesteśmy po pierwszych mizianiach. Mrutek ogólnie zdystansowany, Sztaflik całymi dniami poza domem i śpiąca nocami w szafie. Okularia wybyła niemal na całą dobę, za to Ryjek stale denerwująco i szkodliwie towarzyszący, najrzydziurny i upierdliwy do nieprzytomności. Ryjkowa nachalność nie dotyczy jedynie mła. Ostatnio przymilał się do roweru Pana Listowego, samego Pana Listowego olał ale o rower było ocieranie z tych namiętnych.

Marzę o wakacjach, o szybkim wyjeździe podczas którego jedynym zmartwieniem mła będzie to, co by chciała dzisiaj zwiedzać i co pochłonąć na obiadek. O ciepełku wiosennym, o pięknych widokach i jedzonku innym niż to codzienne. O morzu niebiewskim i niebie bezchmurnym, o egzotycznych zapachach, wąskich kanionach uliczek otoczonych wiekowymi budynkami. Widzę siebie w stanie ćwierćobnażonym pokonującą w klapkach drogę na rybny targ i tak całkiem przypadkiem przechodzącą w pobliżu lodziarni albo cukierni. Hym... zaraz mam wizję własnej osoby wyłażącej z tych przybytków z absolutnie nietuczącą za to bardzo solidną porcją lodów pistacjowych albo mrożonego kremu z limoncello. Krótko pisząc południa Europy mła trzeba dla szybkiego podreperowanie duszy. Zdjecia dziś ogrodowe a Muzycznik wysoce artystyczny - Pani Ewa z Panem Zbyszkiem. Za oknem właśnie pada śnieg.


Idź do oryginalnego materiału