Młodzieżowe Obserwatorium Astronomiczne w Niepołomicach już po raz piąty zorganizowało Ogólnopolski Konkurs Poetycki „Astronomiczna liryka”. Uczestnicy z całej Polski przesyłali utwory inspirowane kosmosem.
W konkursie wzięli udział poeci w czterech kategoriach wiekowych: 10+, 15+, 25+ i 65+. Spośród nadesłanych prac jury wyłoniło cztery najlepsze.
Laureatami V edycji zostali:
-
Tadeusz Charmuszko – „Nocny spacer”
-
Anna Kobylińska – „W ciszy”
-
Natalia Ruta – „Kosmiczne życzenie”
-
Krzysztof Barański – „Odyseja Obcego Wędrowca”
Gratulujemy zwycięzcom i dziękujemy wszystkim uczestnikom za udział. Poniżej prezentujemy nagrodzone utwory.
Tadeusz Charmuszko Nocny spacer
Późnym wieczorem wychodzę chętnie
na przechadzkę po Drodze Mlecznej,
kometom z pewnością nie wadzę,
ponieważ nie puszę się niczym Paw,
nie skaczę z planety na planetę jak Lisek,
Puchar czeka, ale sprawa nie jest prosta,
bo meteorytem można w ucho dostać,
trudno będzie chwalić się zdarzeniem,
będąc znienacka na Ołtarzu złożonym,
nie jestem Malarzem, ani Rzeźbiarzem,
lecz po niebie łażę, Cyrklem kroki mierzę,
chroni Tarcza przed Strzałą z rąk Strzelca,
Wielka Niedźwiedzica chyba nie zaryczy,
jakbym z jej garażu Wielki Wóz pożyczył,
zaprzągł Jednorożca, bo nie śmiem Pegaza,
z kolei, jak sądzę, Źrebię nie pociągnie,
Woźnica nad głową batem by świstał,
Małym Wozem z Panną także znakomicie
mógłbym toczyć się po wszechświecie,
do spaceru jednakże tego nie da się zaliczyć,
pokręcę się zatem ostrożnie na palcach
wokół Merkurego, Wenus, Marsa,
ponieważ Pluton reputację ma zepsutą,
plany mam ambitne, dotrzeć do Jowisza,
choć nagrzany jak Piec będę ciężko dyszał,
idę środkiem Drogi Mlecznej, jak zboczę,
zaraz na mnie warczą Psy Gończe,
Mały Pies z Wielkim Psem dołączają,
rany boskie, czuję się jak ścigany Zając,
nawet nie słychać, jak brzęczy Mucha,
zważać także na Węża muszę pilnie,
żeby z Pompą nie wpaść w czarną dziurę,
na Lutni zagram melodię rzewną,
zanim Baran z Bykiem się bodną,
popatrzę przez Lunetę na Łabędzia
lub jak Herkules targa brązowego karła,
gdy czerwony obok wkurzony jak Hydra,
Warkocz Bereniki na wietrze furkocze,
Lew na Wilka ryczy, Żuraw skulił ogon,
Skorpion z Rakiem się chandryczy,
mnie na spacerze po Drodze Mlecznej
gwiazd konstelacje wciskają w zachwyt,
pion trzymam przy pomocy Węgielnicy,
Kompas mam pod ręką, aby nie błądzić,
Zegar tyka, iż czas nieubłaganie płynie,
jak w kucki sobie siądę i podeprę brodę,
mogę noc całą przewędrować po niebie.
Anna Kobylińska W ciszy
przez uchylony balkon
płynie melodia zapachu jaśminu
wieczorna szarość rozlewa się po pokoju
gdy echa minionego dnia
błądzą wśród czterech ścian
na niebie sufitu
lub pod powiekami
błyskają galaktyki marzeń
eliptyczne i soczewkowate
spiralne i nieregularne
podczas onirycznej nocy
zamiast dodawać skaczące owce
wyliczam więc galaktyki : Andromeda I, II, III
Droga Mleczna, Panna A ,
Karzeł Wieloryba, Karzeł Tukana…
tymczasem piękne mgławice
wspomnień rozkwitają
pełne treści jak pierwiastków
po jakich to eksplozjach supernowych
– emocjach z przeszłości?
a oto gwiazdy neutronowe
nostalgicznie gęste
pulsary wirują jak niepokój
i chcą coś wyrazić impulsami silnego
promieniowania elektromagnetycznego
a kwazary pomysłów
zadziwiają aktywnością
w przestrzeni kosmicznej
wyobraźni swobodnie
unos i się poezja
myśli wędrują niczym komety
ciągnąc za sobą warkocze skojarzeń
byle tylko nie wpaść
do jakiejś czarnej dziury
zapomnienia
może coś z wszechświata marzeń
zostawi ślad zapisków
na stałym lądzie planety kartki
jak niepozorny
meteoryt
Natalia Ruta Kosmiczne życzenie
Noc już nadeszła – zerkam nad siebie,
Podziwiam księżyc w dostojnej pełni.
Cóż to? Meteor błysnął na niebie!
Czas na życzenie – może się spełni…
Gwiazdy mnie nęcą jak blask cekinów,
Tak bardzo pragnę podlecieć blisko…
Nie! One mają tyle kelwinów,
Że mnie zamienią w żywe ognisko!
W takim więc razie chcę być jak Łajka –
Polecieć w kosmos, merdać ogonem…
Nie – życie Łajki to żadna bajka,
Wszakże jej bilet był w jedną stronę!
Mam inny pomysł: moim życzeniem
Jest wszechświatowi wyjść na spotkanie.
Mam tylko prośbę, żeby na Ziemię
Wrócić w tym roku i w dobrym stanie.
Nie uwierzycie! Wiatr mnie unosi,
Dostrzegam wkoło rój ciał niebieskich.
Nareszcie mogę wszystkim ogłosić:
Jestem w kosmosie, jak Hermaszewski!
Jakże tu pięknie! Już mam ochotę
Zwiedzić najdalsze części wszechświata,
Lecz trudno chodzić tu na piechotę:
Na dobrą sprawę, łatwiej się lata.
Źle jednak fruwać w kosmicznym mrozie,
Gdy odczuwalne bezwzględne zero.
Próbuję jechać na Wielkim Wozie,
Lecz Niedźwiedzica ryczy: „Ty sknero!
Przejazd kosztuje, choćby w kosmosie!”.
Nie mam pieniędzy – jest jedna droga:
Słysząc wzburzenie w niedźwiedzim głosie,
Najsłuszniej było uciec w podskokach.
Czym się poruszać? Łabędź odpłynął,
Byk się gdzieś ukrył razem z Uranem,
W związku z powyższym opcją jedyną
Było pojechać dalej Baranem.
Baran, niestety, był zbyt uparty –
Raz biegł do przodu, znowu do góry.
Becząc, rozpędził się nie na żarty,
Zrzucił mnie z grzbietu do czarnej dziury…
Horyzont zdarzeń mignął jak strzała,
Zatem na zewnątrz wrócić nie mogę.
Wnętrze tej dziury to przyszłość cała…
Lecz cóż mnie właśnie łaskocze w nogę?
Powiekę gładzą poranne zorze,
Otwieram oczy… Ach, nie do wiary!
Wszechświat mnie znowu uśpił na dworze
I mnie pogryzły ziemskie komary.
Krzysztof Barański Odyseja Obcego Wędrowca
Z odległej galaktyki, pośród gwiazd,
Wyruszyłem w podróż, gdzie czas nie ma wad.
Planety, układy, czarne dziury w cień,
Wszystko to czekało, by poznał to dzień.
Słyszałem o Słońcu, o jego blasku,
Więc ruszyłem w stronę tej gwiazdy z maską.
Ogrzewa planety, daje życie, ciepło,
Bez niego nie byłoby nic, wszystko znikło.
Pierwszą planetą, którą spotkałem w ruchu,
Była Merkury, wznosząca się w duchu.
Gorąca jak piekło, w pustce błyszczy,
Księżycy brak, a na powierzchni cisza.
Potem Wenus, jak piękna i tajemnicza,
Mgły i chmury, w gęstej niczym tkanina,
Zatrzymują światło, cieplej niż w ogniu,
Ziemia jej bratem, ale jest w niej ogromny ból.
Ziemię ujrzałem, pełną życia i wód,
Góry, morza, lasy, stąd wzięły się trud.
Życie na niej krąży, a człowiek tak dąży,
By poznać, zrozumieć, swój los wciąż wiąże.
Mars, czerwona planeta, w wędrówce się skrywa,
Tajemnice w piasku, z pamięcią i siłą.
Dawno temu życie mogło się tam pojawić,
Ale dziś pustka, tylko wiatr go nawiedza.
Jowisz wielki, gigantyczny w swej mocy,
Z pierścieniami tańczy, nie zna granic mocy.
Jego księżyce, różne, pełne energii,
Orbitują w ciszy, pełne tajemnej więzi.
Saturn, piękny w pierścieniach swych złotych,
Chowa w sobie opowieści z czasów nieodległych.
Wśród lodu i gazów, cicho się snuje,
Niezwykła planeta, którą nic nie zmruży.
Uran w swojej zieleń spowity,
Na boku leży, jak sen zachwycony.
Zmienia się w mroku, w wirze chaosu,
Ukazuje ścieżkę przez galaktyki kosmosu.
Neptun, niebieski, chłodny, zimny i mroźny,
W jego głębinach tajemnice cudowne.
Wiatry silne tam wieją, z prędkością nie do pojęcia,
Życie gdzieś w ciemności, a on je nazywa „milczeniem”.
Pluton, mały, oddalony, niedługo wykluczony,
Dawno był planetą, teraz już zapomniany.
Choć z dala od Słońca, wciąż się kręci w swym biegu,
A ja zrozumiałem, iż granice są tylko w szeregu.
Poznałem te pojęcia, zgłębiłem ich sens,
Galaktyka cała, pełna jest wciąż zmian.
A czas, ten nieuchwytny, wciąż płynie jak rzeka,
I wiedza, którą niosę, wciąż nie w pełni jest lekka.
Ale każda planeta, każdy galaktyczny ślad,
Przypomina mi o tym, jak mały jest świat.
Wszystko to łączy się w jednym, tajemniczym kręgu,
I choć jestem obcy, to czuję się jak w domu w tym biegu.