To najpopularniejszy bocian czarny w Polsce. Jego historia zakończyła się tragicznie

3 godzin temu

Internauci z całej Polski śledzili losy tego ptaka. Kinderek został odrzucony przez matkę, stoczył walkę z krukiem i dostał szansę, by dorosnąć w Leśnym Ośrodku Edukacji i Rehabilitacji Zwierząt w Kole. Wyrósł na silnego i zdrowego bociana, a w kwietniu 2025 roku został wypuszczony na wolność. Ptak nie odlatywał daleko i powracał do Koła. Jednak w grudniu wystartował w podróż na zimowisko. Niestety za późno. Była to ostatnia podróż Kinderka. Przypomnijmy losy walecznego bociana.

Mały bocian walczył z krukiem

Kinderek to bocian czarny, który przyszedł na świat w czerwcu 2024 roku w Nadleśnictwie Wolsztyn. Według relacji na stronie BocianiMy malec wykluł się bardzo późno, a po gwałtownych burzach rodzice najprawdopodobniej zmienili miejsce żerowania. Kinderek zdobył szczególną popularność w Internecie po tym, jak członkowie projektu BocianiMy opublikowali film, na którym malec sam broni gniazda przed krukiem.

Kiedy stało się jasne, iż ptak nie otrzymywał wystarczającej ilości pokarmu, Komitet Ochrony Orłów, opiekujący się gniazdem, podjął kluczową decyzję o zabraniu go do ośrodka rehabilitacji w Kole. Kinderek ważył wtedy zaledwie 1500 gramów. W ośrodku bocian gwałtownie zaczął nadrabiać zaległości. Podstawą jego diety były ryby, a szczególnie płocie, z których wiele kilogramów zostało przekazanych przez darczyńców specjalnie dla niego. Pod czujnym okiem specjalistów z leśnego ośrodka, Kinderek wyrósł na silnego i zdrowego bociana.

Wielki dzień Kinderka

29 kwietnia 2025 roku drzwi woliery w Leśnym Ośrodku Rehabilitacji w Kole stanęły otworem. Kinderek wyleciał na wolność. Razem z nim wypuszczono także Walusia, drugiego bociana czarnego, który trafił do osady z Nadleśnictwa Wieluń. Jak się okazało, bociany były spokrewnione i zżyły się ze sobą.

– Bociany dopiero ok. 3. roku zaczynają budować gniazdo i przystępują do lęgu. To jest chłopak, ma jeszcze fiu-bździu w głowie, cieszy się życiem, w drugim roku zacznie się oglądać za pannami, a w trzecim, gdy będzie „love na całego” może przylecieć i faktycznie tutaj budować w pobliżu gniazdo – mówił Paweł Kowalski z Leśnego Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt w Kole. – Mamy sporo takich miejsc, więc zapraszamy i Kinderka i Walusia, ale już z wybrankami.

Oba bociany zostały wyposażone w specjalne nadajniki, dzięki którym specjaliści mogli monitorować ich trasy. Niestety, po dwóch miesiącach od uwolnienia Waluś zginął na słupie energetycznym pod Czarnocinem. Kinderek zaś nie odlatywał daleko, a zostawał na łące z mieszkającymi tam bocianami białymi.

– Pod koniec kwietnia 2025 roku KOO zamontował na plecach bociana czarnego specjalistyczny logger rejestrujący dokładnie lokalizację ptaka, który został wtedy wypuszczony. Kinderek był więc przez następne 7 miesięcy ptakiem WOLNYM i choćby wiele razy wypuszczał się na kilkudniowe wycieczki, ale wciąż wracał do ośrodka i do… stawu pełnego ryb – przekazuje projekt BocianiMy.

Specjaliści liczyli, iż jesienią Kinderek dołączy do dzikich bocianów. Tak się jednak nie stało.

Ostatnia podróż Kinderka

Kiedy w październiku Kinderek nie odleciał, specjaliści byli pewni, iż będzie zimował w okolicach ośrodka. Ku ich zaskoczeniu, bocian wystartował w swoją podróż 8 grudnia. Po przeleceniu około 80 km żerował na stawach w okolicach Włoszczowy, a następnie skierował się na południowy zachód, gdzie leciał bez postojów przez 4 dni.

– Samotnie pokonał zimowe Karpaty i góry Słowacji, by 13 grudnia wlecieć na niziny węgierskie – opisują specjaliści z BocianiMy.

W sobotę, 14 lutego uczestnicy projektu przekazali najgorsze wieści o Kinderku.

– Kinderek nie miał odpowiedniego doświadczenia i adekwatnie był bez szans na zdobycie łatwego pokarmu o tej porze roku. Po pokonaniu 520 km wieczorem bocian padł z głodu i wycieńczenia 20 km na północ od jeziora Balaton na Węgrzech – informuje projekt BocianiMy.

Specjaliści podejmują próby kontaktu z węgierskimi ornitologami, by odzyskać urządzenie i dać mu „nowe życie”.

– Niestety, nie udało się nam uratować tego bociana. Jak widać na tym przykładzie proces usamodzielniania się i zdziczania zwierząt zabranych w dobrej wierze z natury, jest bardzo trudny i obarczony dużym ryzykiem niepowodzenia. Ale, przynajmniej próbowaliśmy… - podsumowują uczestnicy projektu.

Idź do oryginalnego materiału