Szokujące znalezisko w Słupcy. Kto to zrobił?

1 godzina temu

Łeb dzika, skóry zwierzęcia i mnóstwo gumowych rękawiczek. Na takie znalezisko, podczas spaceru z psem w Słupcy, natrafił nasz Czytelnik.

Słupczanin w niedzielę wybrał się na spacer w rejonie ul. Kleczewskiej i Warszawskiej. Około 300 metrów od ul. Kleczewskiej (w kierunku centrum) natrafił na zatrważające znalezisko. Tuż za polem uprawnym, przy przepływającej tam rzeczce leżał łeb dzika, zwierzęce skóry, mnóstwo gumowych rękawiczek i innych śmieci. Słupczanin powiadomił o tym policję, ta z kolei sprawę przekazała powiatowemu inspektoratowi weterynarii. Tego samego dnia we wskazanym miejscu pojawił się przedstawiciel służb weterynaryjnych. Okazało się, iż leżały tam pozostałości po aż czterech dzikach. – Zostało to spakowane i przekazane do utylizacji – informuje Bartłomiej Szymański, zastępca powiatowego lekarza weterynarii. Zachowanie osoby, która skóry tam porzuciła ocenia jako karygodne. Podobnie sprawę komentują myśliwi.

Bardzo ubolewamy nad takimi sytuacjami, bo uderzają w nasze środowisko. Słysząc o takim znalezisku większości ludziom na myśl przychodzą myśliwi, a jestem przekonany, iż żaden prawdziwy myśliwy tego nie zrobił. Każdy z nas doskonale wie, iż skóry czy łeb dzika trzeba zutylizować. Szczególnie teraz, w dobie zagrożenia ASF. Zutylizować można albo przekazując specjalistycznej firmie, albo po prostu zakopując, z dodatkiem odpowiedniej substancji. Przy czym to drugie rozwiązanie dotyczy jedynie terenów wolnych od ASF, a za taki w tej chwili uznawany jest nasz powiatu – tłumaczy Krzysztof Siwiński, łowczy koła łowieckiego Szarak w Słupcy. Przy założeniu, iż dziki nie zostały pozyskane w legalny sposób, pozostają dwie możliwości. Albo ktoś je skłusował, albo pochodziły z kolizji drogowej. – Zdarza się tak, iż ktoś wchodzi w posiadanie dzika po kolizji drogowej z udziałem tego zwierzęcia. Ale mało prawdopodobne jest, żeby ktoś uderzył cztery dziki naraz. Dlatego bardziej prawdopodobne jest to, iż mamy tu do czynienia z kłusownictwem. Najprawdopodobniej ktoś po prostu wziął mięso, a skóry wyrzucił – ocenia łowczy i zwraca uwagę na niebezpieczeństwo jedzenia dziczyzny, która nie została zbadana. – Raczej nikt tego mięsa nie zbadał, bo przekazując próbki do badania musiałby wskazać, skąd je ma. A jedzenie niezbadanej dziczyzny wiąże się ze sporym ryzykiem dla zdrowia – tłumaczy Krzysztof Siwiński.

Pozostaje jeszcze kwestia sprawdzenia pod kątem ASF. Czy dziki, których skóry znaleziono w niedzielę miały wirusa, nie wiadomo. Ze skór nie dało się bowiem pobrać próbek do badania. Pozostałości po dzikach znalezione zostały na terenie miasta, a ten teren z zasady wyłączony jest z obwodów łowieckich. Fakturę za utylizację na kwotę 324 zł netto wystawiono zatem miastu. Oczywistym wydaje się, iż zapłacić powinien ten, który łeb i skóry dzików wyrzucił. Nie wiemy jednak, czyja to sprawka. I już się nie dowiemy. Policja nie wszczęła żadnego postępowania w tej sprawie. Rola komendy ograniczyła się do przyjęcia zgłoszenia i przekazania informacji lekarzowi weterynarii.

Idź do oryginalnego materiału