Mężczyzna zmuszony poświęcić swojego psa z powodu braku środków na jego uratowanie.

polregion.pl 2 godzin temu

Starszy mężczyzna zmuszony jest poświęcić swojego psa, bo nie stać go na leczenie.
Do gabinetu weterynarza przychodzi sędziwy pan, by uśpić swojego przyjaciela nie ma pieniędzy, by uratować czworonoga. Widząc łzy mężczyzny i smutek w oczach zwierzęcia, lekarz podejmuje jedyną słuszną decyzję

Mówią, iż szczęścia nie można kupić, ale czasem to właśnie pieniądze decydują o naszym losie. Starszy pan nie miał ani grosza oszczędności, gdy lekarz przedstawił mu koszt leczenia ukochanego psa.

W gabinecie panowała cisza. Weterynarz obserwował tę parę: kundelka leżącego na stole i jego pana, pochylonego nad nim, który machinalnie gładził go po uchu. Słychać było tylko ciężki oddech psa i stłumione łkania mężczyzny. Staruszek nie chciał się rozstać z przyjacielem i płakał.

Marcin Kowalski, młody weterynarz, nieraz widział podobne sceny podczas eutanazji zwierząt. To zrozumiałe ludzie całym sercem przywiązują się do swoich pupili. Ale tu wyczuwał, iż to szczególny przypadek.

Pamiętał ich pierwszą wizytę trzy dni wcześniej. Nieśmiały starszy pan przyprowadził wtedy swojego dziewięcioletniego psa, Burego, w pilnej sprawie. Zwierzę od dwóch dni nie mogło wstać, a jego opiekun był wyraźnie zaniepokojony. Jak wyznał, poza Burym nie miał już nikogo.

Marcin zbadał psa. Okazało się, iż cierpi na ciężką infekcję wymagającą natychmiastowego i kosztownego leczenia. Bez tego zwierzę umarłoby w męczarniach. jeżeli nie może pan go leczyć, to eutanazja będzie humanitarna powiedział wtedy chłodno. Teraz dopiero rozumiał, co wtedy czuł ten człowiek.

Po tych słowach starszy mężczyzna wysypał na stół drobne i pomięte banknoty zapłatę za wizytę. Wziął Burego na ręce i wyszedł. A dziś wrócił. Wybaczcie, doktorze, zebrałem tylko na uśpienie szepnął, spuszczając wzrok.

Gdy staruszek poprosił o pięć minut na pożegnanie, Marcin patrzył na nich i nie rozumiał, dlaczego świat jest tak niesprawiedliwy. Ci, którzy mają miliony, często traktują żywe istoty bez serca, a tu biedny staruszek i umierający kundelek przepełnieni byli taką miłością.

W gardle młodego weterynarza zacisnęła się gardła. Położył dłoń na ramieniu starszego mężczyzny. Wyleczę go powiedział drżącym głosem. Wyleczę pana Burego na mój koszt. Jeszcze nie jest tak stary. Będzie biegał. Pod jego dłonią ramiona staruszka zaczęły drżeć od cichego płaczu.

Tydzień później Bury już pewnie stał na łapach. Kroplówki i odpowiednia terapia zadziałały. Młody lekarz czuł się szczęśliwy. Może to był tylko mały gest dla zdesperowanego starca i zwykłego kundelka, ale w istocie akt wielkiej dobroci.

Na szczęście na świecie wciąż są wrażliwi i wielkoduszni ludzie!

Idź do oryginalnego materiału