„Jadę na urlop, nie zamierzam niańczyć nikogo!” Teściowa mnie wystawiła, więc odwdzięczyłam się pięknym za nadobne Każda polska rodzina ma swoje sekrety i problemy — u nas to właśnie teściowa ciągle wszystko komplikuje. Przez lata próbowałam się z nią dogadać, ale bez skutku. Mój mąż, typowy maminsynek, i jego mama zawsze mają przede mną jakieś tajemnice, a moim zdaniem teściowa nie przepada za naszym synem, swoim wnukiem. Kiedy moi rodzice nie mogli zająć się wnukiem na czas mojego urlopu — mama lekarz nie dostała wolnego, a tata jest schorowany — uzgodniłam z teściową, iż ona weźmie wnuka na wieś. Wszystko było dogadane na miesiąc wcześniej. Jednak na tydzień przed wyjazdem zadzwoniła i powiedziała: – Dostałam prezent — wycieczkę. Sama rozwiąż problem z dzieckiem! Okazało się, iż sama kupiła sobie wyjazd, wiedząc o naszych planach. Do tego poprosiła męża, aby podczas jej nieobecności doglądał szklarni, a wiadomo, iż tym zająć miałabym się ja. Odmówiłam — skoro mnie wystawiła, nie będę jej dogrywać! Odpoczywaj sobie, a twoje plony niech schną! Teraz gorączkowo szukam miejsca na kolonię dla syna. Czy dobrze zrobiłam, iż postawiłam się teściowej?

1 dzień temu

Na wakacje jadę i niańczyć nikogo nie zamierzam!. Teściowa mnie wystawiła ale ja się nie dałam.

Każda rodzina ma swoje małe grzeszki: ktoś się z bratem pokłóci o mieszkanie, u kogoś szwagier bąknie po pijaku, a ciotka przemilczy zdradę w zamian za słoik ogórków. Nasza rodzina powiem nieskromnie problemów wielkich nie ma. Przynajmniej dopóki nie odezwie się moja teściowa. Próbowałam być dla niej miła, ale moja cierpliwość ma jednak swoje granice.

Wiem, iż więzi rodzinne bywają silniejsze niż klej biurowy. Ale maminsynek po czterdziestce (no, dobra, trzydziestosiedmioletni) to już lekka przesada. Mój mąż i teściowa uwielbiają spiskować zawsze jakieś szepty przy kuchence, jakieś miny za moimi plecami. Do tego mam wrażenie, iż teściowa naszego synka, swojego wnuka, nie darzy gorącym uczuciem.

Wyobraźcie sobie taką sytuację: praktycznie przez całe lato nasz synek przesiaduje u moich rodziców na działce pod Łodzią, a teściowa jakoś nigdy nie może go zabrać choćby na tydzień. Nagle katastrofa. Przez pandemię moja mama, lekarka, nie dostaje urlopu. Tata, schorowany, nie da rady sam ogarnąć rozbrykanego wnuka. Ja o urlopie mogę zapomnieć. Naturalnie, ktoś pomyśli o babci od drugiej strony.

Umówiłam się z teściową jak cywilizowany człowiek miesiąc wcześniej. Ale tydzień przed terminem dzwoni do mnie i rzuca:
Dostałam wyjazd w prezencie, więc musisz sama rozwiązać, co zrobić z dzieckiem.

Słuchawkę prawie zjadłam ze złości. Ręce mi opadły, bo nie było opcji zapasowej. Teściowa pełen luz, szykuje walizki na Riwierę Bałtycką i nie przejmuje się niczym. Dopiero później sąsiadka szepnęła mi, iż wcale nie dostała żadnego wyjazdu, tylko sama wykupiła sobie wycieczkę, mimo iż wiedziała, iż mieliśmy umówione opiekowanie się wnukiem.

A potem jak gdyby nigdy nic prosi mojego męża, żeby w czasie jej urlopu doglądał pomidorów w szklarni i podlewał ogródek. Mój mąż, wiecznie zapracowany, przerzuca sprawę na mnie, jakby sprawa była oczywista. A ja mówię: O nie, kochana, mam swój rozum. Ja ci teraz nie pomogę. Jak postanowiłaś odpoczywać to ci plony wyschną nie mój problem.

Teściowa wściekła jak osa, ale walizki już spakowane. A ja teraz biegam po całej Warszawie i gorączkowo szukam jakiejś półkolonii albo obozu, bo dziecko gdzieś trzeba wsadzić.

I pytam sama siebie: dobrze zrobiłam?

Idź do oryginalnego materiału