Na wakacje jadę i niańczyć nikogo nie zamierzam!. Teściowa mnie wystawiła ale ja się nie dałam.
Każda rodzina ma swoje małe grzeszki: ktoś się z bratem pokłóci o mieszkanie, u kogoś szwagier bąknie po pijaku, a ciotka przemilczy zdradę w zamian za słoik ogórków. Nasza rodzina powiem nieskromnie problemów wielkich nie ma. Przynajmniej dopóki nie odezwie się moja teściowa. Próbowałam być dla niej miła, ale moja cierpliwość ma jednak swoje granice.
Wiem, iż więzi rodzinne bywają silniejsze niż klej biurowy. Ale maminsynek po czterdziestce (no, dobra, trzydziestosiedmioletni) to już lekka przesada. Mój mąż i teściowa uwielbiają spiskować zawsze jakieś szepty przy kuchence, jakieś miny za moimi plecami. Do tego mam wrażenie, iż teściowa naszego synka, swojego wnuka, nie darzy gorącym uczuciem.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: praktycznie przez całe lato nasz synek przesiaduje u moich rodziców na działce pod Łodzią, a teściowa jakoś nigdy nie może go zabrać choćby na tydzień. Nagle katastrofa. Przez pandemię moja mama, lekarka, nie dostaje urlopu. Tata, schorowany, nie da rady sam ogarnąć rozbrykanego wnuka. Ja o urlopie mogę zapomnieć. Naturalnie, ktoś pomyśli o babci od drugiej strony.
Umówiłam się z teściową jak cywilizowany człowiek miesiąc wcześniej. Ale tydzień przed terminem dzwoni do mnie i rzuca:
Dostałam wyjazd w prezencie, więc musisz sama rozwiązać, co zrobić z dzieckiem.
Słuchawkę prawie zjadłam ze złości. Ręce mi opadły, bo nie było opcji zapasowej. Teściowa pełen luz, szykuje walizki na Riwierę Bałtycką i nie przejmuje się niczym. Dopiero później sąsiadka szepnęła mi, iż wcale nie dostała żadnego wyjazdu, tylko sama wykupiła sobie wycieczkę, mimo iż wiedziała, iż mieliśmy umówione opiekowanie się wnukiem.
A potem jak gdyby nigdy nic prosi mojego męża, żeby w czasie jej urlopu doglądał pomidorów w szklarni i podlewał ogródek. Mój mąż, wiecznie zapracowany, przerzuca sprawę na mnie, jakby sprawa była oczywista. A ja mówię: O nie, kochana, mam swój rozum. Ja ci teraz nie pomogę. Jak postanowiłaś odpoczywać to ci plony wyschną nie mój problem.
Teściowa wściekła jak osa, ale walizki już spakowane. A ja teraz biegam po całej Warszawie i gorączkowo szukam jakiejś półkolonii albo obozu, bo dziecko gdzieś trzeba wsadzić.
I pytam sama siebie: dobrze zrobiłam?

1 dzień temu





