Kiedy wróciłem z pracy, mojego kota nie było.
Jestem Michał, zwykły chłopak, nigdy nie miałem nałogów. W dniu moich dwudziestych piątych urodzin rodzice pomogli mi spełnić marzenie o własnym mieszkaniu wsparli mnie finansowo, żebym mógł wpłacić pierwszą ratę kredytu hipotecznego. Dzięki temu zacząłem mieszkać sam w Warszawie. Pracuję jako programista, lubię ciszę i rzadko się z kimś spotykam.
Aby nie popaść w samotność, postanowiłem przygarnąć kotka ze schroniska. Kotek miał krzywe przednie łapki i poprzedni właściciele chcieli go uśpić. Serce mi się ścisnęło i zabrałem go do siebie. Dałem mu na imię Ryś. gwałtownie się zaprzyjaźniliśmy wracając z pracy, zawsze się spieszyłem, bo wiedziałem, iż Ryś czeka na mnie na wycieraczce przed drzwiami.
Po kilku miesiącach zacząłem spotykać się z dziewczyną ze swojego biura. Miała na imię Bogna, była energiczna i przebojowa. Bardzo gwałtownie zdobyła moje zaufanie i niespełna po miesiącu wprowadziła się do mnie. Niestety, praktycznie od początku nie polubiła Rysia. Prosiła mnie, żebym oddał kota, ale odmówiłem. Wytłumaczyłem, iż Ryś jest dla mnie kimś wyjątkowym.
Bogna jednak nie odpuszczała. Ciągle namawiała mnie, żebym się pozbył kota. Powiedziałem jej stanowczo, iż Ryś zostaje. Ona uważała, iż kot psuje nasz wizerunek tłumaczyła, iż goście podczas wizyt nie mogą patrzeć na jego łapki. Byłem rozdarty, bo kochałem ją, ale dla Rysia miałem ogromną słabość.
Moi rodzice nie akceptowali wyboru synowej. Uważali, iż Bogna jest zbyt zadziorna i brak jej kultury. Prosili, żebym nie podejmował pochopnych decyzji i lepiej się jej przyjrzał.
Kiedy rodzice Bogny przyjechali do nas w odwiedziny, zrozumiałem, iż nie chcę wiązać się z tą rodziną na zawsze. Ojciec Bogny, jak tylko przekroczył próg mieszkania i zobaczył Rysia, parsknął śmiechem. Nazwał go dziwakiem, wyśmiewał się z jego wyglądu. Wtedy zacząłem bronić mojego kota. Przez cały wieczór Bogna wraz z ojcem nie dawali spokoju, żartowali z biednego zwierzaka i wymyślali przeróżne sposoby, jak można go pozbyć się z domu. Matka Bogny śmiała się z nimi, nie zwracając uwagi na moje uczucia.
Następnego dnia wróciłem z pracy i Rysia nie było. Przestraszony spytałem Bognę o kota. Odpowiedziała chłodno, iż oddała go do Kliniki Weterynaryjnej na Ochocie i zostawiła tam.
Natychmiast ruszyłem na poszukiwania. Przez pięć godzin krążyłem po mieście, aż w końcu znalazłem mojego kota. Gdy mnie zobaczył, cicho zamruczał i wtulił się w moje ramiona.
Wracając do domu już wiedziałem, co muszę zrobić. Powiedziałem Bognie, żeby spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się jak najszybciej. Nie chciałem jej więcej widzieć. Stała mi się obca i odpychająca.
Rano spakowała się bez słowa i wyszła. Była urażona. Nigdy nie przypuszczała, iż kot będzie dla mnie ważniejszy niż ona. Zostałem z Rysiem i od tego czasu oboje cieszymy się swoim towarzystwem. Ryś zawsze na mnie czeka po pracy to najlepszy przyjaciel, jakiego mogłem sobie wymarzyć.

23 godzin temu





