Zdecydowaliśmy się z mężem przygarnąć psa ze schroniska. Mąż chciał kupić rasowego psa, twierdząc, iż rasa to szlachetność, mądrość i wierność.
Jednak ja poprosiłam go, by pojechał ze mną do jednego ze schronisk, na co niechętnie się zgodził. Przez wszystkie lata naszego wspólnego życia, a jesteśmy razem wiele lat, Wojciech nigdy mi się nie sprzeciwił. Dlaczego pies, zapytacie, a nie dziecko? Jesteśmy ludźmi samotnymi i w podeszłym wieku. Oboje rozumiemy odpowiedzialność za istotę, którą się oswaja.
Dziecko trzeba wychować, zapewnić mu edukację. To projekt na całe życie, a z psem będziemy razem do samego końca. Będzie naszym wspólnym dzieckiem z Wojtkiem.
W schronisku zobaczyliśmy przerażający obraz. W powietrzu unosił się obrzydliwy zapach, a do tego niekończące się szczekanie i wycie, które przewracały duszę na drugą stronę. Wszystkie psy, jak bezdomne dzieci, patrzyły na nas z nadzieją, jakby wyciągały ręce.
Razem z mężem szliśmy wzdłuż niekończących się ciasnych klatek, a setki oczu śledziły każdy nasz krok. Boże, dlaczego te zwierzęta tak cierpią?! Wydaje mi się, iż gdyby nie było bezdomnych zwierząt, to i porzuconych dzieci by nie było, a domy dziecka przestałyby istnieć.
Zwierzę, jak dziecko, wymaga cierpliwości, miłości, opieki, a do tego mówi w “obcym” języku, który rzadko próbujemy zrozumieć i często tłumaczymy na własną korzyść.
Nagle Wojciech zatrzymał się jak wryty przy jednej z klatek. Tam leżał pies, obojętny na wszystko z gasnącym spojrzeniem. Nie zareagował na nasze niespodziewane pojawienie się. Wydawało się, iż jest głuchy i ślepy. “Dlaczego ten włóczęga, weźcie lepiej tego, jakaś rasa,” – pospieszył do nas pracownik schroniska.
“To porzucony pies, wielokrotnie zdradzany i oddawany, wygląda na to, iż postanowił głodówką zakończyć swoją bezwartościową egzystencję” – stwierdziła z goryczą w głosie młoda wolontariuszka, opowiadając o smutnym losie tego nieszczęśnika. Wojciech próbował przemówić do psa, ale ten odwrócił się z pogardą, nie wierzył już ludziom.
“Wiecie, on jest naprawdę dobry, posłuszny, ale co z tego, iż kundel, skoro wierny, w przeciwieństwie do ‘panów świata'”, – w głosie dziewczyny pojawiły się nutki nadziei, a ona nieustannie podążała za nami, obserwując każdy nasz ruch. Wyciągnęłam rękę przez kraty, aby pogłaskać psa. Ten niespodziewanie odwrócił się w moją stronę, przeszył mnie palącym wzrokiem i wtulił nos w moją dłoń. Nos był lekko wilgotny, a gorący oddech łaskotał skórę.
Zaśmiałam się. Pies westchnął głęboko, podniósł się na łapach i zaczął machać ogonem. “Cud!” – wykrzyczała wolontariuszka, – “Jesteście pierwsi, na których zareagował”. “Weterynarz już przygotowywał go do uśpienia” – dodał kierownik schroniska, człowiek ogólnie dobry, ale obojętny wobec swojego zajęcia.
Dziewczyna zaczęła mówić szybko: “Wiecie, pies jakby wszystko rozumie i nocami cicho wyje, opłakując swój gorzki los, a z oczu ciekną mu łzy.” “Nie widzieliście, jak płaczą psy, a ja widziałam!” – nagle wykrzyknęła z goryczą i odwróciła wilgotne oczy.
Trzeba było widzieć mojego Wojtka w tym momencie. Tak bardzo przypominał tego psa, pobitego przez życie. Nigdy nie zapomnę jego oczu, tak psio błagających o łaskę. A obok oczy psa. Patrzyliśmy sobie długo w oczy. Tam, w głębi jego duszy, szalała burza emocji, on nie zapomniał o ludzkiej zdradzie, ale chciał rodziny! Nagle obudziła się w nim chęć życia!
Zawył, przeciągle i żałośnie, jakby wyrzucając całą ból. Do naszego kojca zbiegli się wszyscy pracownicy schroniska. Wielu płakało, nie kryjąc łez. Wojciech stał przed psem na kolanach, jakby błagał o wybaczenie za grzechy całego ludzkiego rodzaju.
“Nazywa się Wierny”, – powiedział jeden z pracowników, przekazując nam smycz. Żegnano nas całym schroniskiem. Ktoś bardzo pobożny ukradkiem nas przeżegnał. I ten znak krzyża na zawsze połączył naszą trójkę.
Mąż zupełnie zapomniał o zakupie rasowego psa. W końcu, “kupować psa” brzmi dość dziwnie, prawda? Czy można kupić przyjaciela, a czy wierność i miłość są na sprzedaż?
Pies szedł obok nas, Wojciech puścił go ze smyczy, aby mógł się nacieszyć wolnością. A ten jakby wiedział, iż będzie z nami do samego końca i nigdy więcej nie zapłacze.