Zabierz go gdzie chcesz, rób z nim co chcesz, ja już dłużej nie mogę!

polregion.pl 10 godzin temu

Pamiętam, jak dawno temu, kiedy jeszcze służyłem w nocnej zmianie w warszawskim zakładzie, przypadkowo podsłuchałem rozmowę telefoniczną kolegi. Z irytacją powtarzał:

Weźcie go gdzie chcecie, róbcie z nim, co chcecie, nie dam już rady!

Zainteresowałem się, o czym tak głośno mówi. Zapytany, kolega wyznał, iż oddaje psa owczarka niemieckiego.

Dlaczego? zapytałem.

Bo to kompletny bałagan odrzucił. W nocy wyje, z łańcucha się wyrywa, sierść ma jak kłoda, podwórko w kupie, a stróżować nie potrafi.

Poczułem żal do zwierzęcia. Zadzwoniłem do taty, Stanisława, i spytałem, czy nie potrzebuje psa do stróżowania naszego rodzinnego gospodarstwa pod Lublinem. Po chwili zadzwonił z powrotem i powiedział, iż chętnie przyjmie go do domu.

Nadszedł wyznaczony dzień. Załadowaliśmy auto, wzięliśmy bandaż na wszelki wypadek, gdyby trzeba było zakleić pysk tej dzikiej bestii. Gdy dotarliśmy na miejsce, przywitał nas Jerzy razem z psem porzuconym, wychudzonym, ze strzępniętą sierścią, krwawiącymi ranami na głowie i podartymi poduszkami łap. Oczy zwierzęcia były tak smutne, jakby zaraz miały rozpaść łzy.

Sam wskoczył do samochodu, spokojny, bez śladu agresji. Obok niego usiadł mąż mojej siostry, Jadwigi, i przez całą drogę pies leżał cicho. Po powrocie postanowiliśmy najpierw kupić mu obrożę i smycz, a potem go wykąpać. Mama, Helena, i Jadwiga, czujnie obserwowały nas zza rogu, myśląc, iż przywieźliśmy groźną bestię.

Podczas jazdy mama przygotowała kaszę z mięsem. Gdy jedzenie jeszcze cichoło, podaliśmy psu kromkę chleba. Najbardziej bolało patrzeć nie na jego rany, ale na to, jak z zapałem rzuca się na ten skromny kawałek.

Normalna waga owczarka wynosi około 35kilogramów, a on ważył ledwie dwadzieścia. Gdy postawiliśmy mu miskę, natychmiast ją opróżnił i położył się na wyznaczonym miejscu. Po chwili mama wzięła miskę do mycia, trzymając ją za plecami. Nagle poczuła, iż ktoś delikatnie wyciąga ją z rąk. To był Cezary tak nazwaliśmy go. Chwycił miskę zębami, odłożył na swoje miejsce i położył się obok, jakby mówił: To moje, sam się o to zatroskam.

Nie planowaliśmy trzymać dorosłego pięcioletniego krola w mieszkaniu obawialiśmy się sprzeciwu mamy. ale jej serce zmiękło i nikt nie mógł już oddać tak oddanego psa. Po kąpieli i szczotkowaniu Cezary przemienił się nie do poznania. Następnego dnia zawiózłem go do weterynarza, który wyjaśnił, jak leczyć rany. Kupiłem leki, po kilku tygodniach zrobiłem wszystkie szczepienia. Nie obwiniałem poprzednich właścicieli może naprawdę uciekał i tak nieszczęście go spotkało.

Gdy pies całkowicie wyzdrowiał, przeszliśmy kurs tresury. Lato spędzaliśmy z Cezarym na rodzinnej dacie pod Lublinem tam był prawdziwym stróżem: nikt nie odważył się podejść do ogrodzenia, a czterdzieści kilogramów silnej woli budziły respekt. Minęło już osiem lat. Cezary przeszedł dwie operacje najpierw przepuklinę pachową, potem komplikacje po niej. Boliły go stawy, rozwinął się artretyzm, ale leczyliśmy go, wspieraliśmy i otaczaliśmy troską. Dziś jest już staruszkiem. Tata, Stanisław, woła go czułym szynek, a mama rozpieszcza jak dziecko.

Nie rozumiem, jak można było nie kochać takiego psa i go odrzucić. W nim kryła się bezgraniczna lojalność i miękkość. Oczywiście opieka nad zwierzęciem wymaga sił, ale dziś nie wyobrażamy sobie domu bez niego. Gdy tata nie ma w domu albo któryś z nas wyjeżdża, Cezary smuci się, nie je, czeka.

Kilka lat po przyjęciu Cezarego zmarła nasza kotka, która przez ponad osiemnaście lat mieszkała w rodzinie. Los jednak potoczył się inaczej: w naszym klatce schodowej najemcy podarowali małego kotka. Sąsiedzi go dokarmiali, aż w końcu zrozumiałem, iż nie mogę zostawić go na listopadowy mróz. Teraz ta chytra i zarozumiała kociątko, o imieniu Ewa nazwa niezwykła w polskim folklorze mieszka z nami.

Ludzie, bądźcie łagodniejsi dla zwierząt. Czują wszystko ból i miłość. Wybierzcie po prostu miłość.

Idź do oryginalnego materiału