Z wizytą u opiekunki chorych jeży | WIDEO

2 godzin temu

Chore, słabe albo urodzone zbyt późno, by przetrwać zimową hibernację. Jeże, które bez pomocy człowieka skazane byłyby na śmierć, znajdują bezpieczne schronienie i profesjonalną opiekę u Ilony Buczek z Kończyc Małych. Zapraszamy do obejrzenia reportażu filmowego Beskidzkiej TV.

Dom Ilony Buczek wypełniony jest dużymi plastikowymi pojemnikami, które stanowią tymczasowe lokum dla niedomagających jeży. Każdy taki „domek” wyścielony jest gazetami i wyposażony w miseczki z wodą i karmą oraz kocyki, pod którymi jeże chętnie śpią. Codziennie rano Ilona Buczek czyści kolczastym podopiecznym ich małe „oddziały szpitalne”, wymienia kocyki i gazety. Wieczorem przychodzi natomiast pora karmienia. – Poza tym cały czas muszę je obserwować i ważyć. Sprawdzam, czy waga nie poszła w dół, bo to jest bardzo ważne – mówi. Z podopiecznymi jeździ też często do weterynarza.

Kiedy tylko natknie się na jakiegoś jeża w potrzebie albo ktoś ją o tym poinformuje, natychmiast reaguje. – o ile są to jeże po wypadkach, wtedy jak najszybciej transportuję takie zwierzę do weterynarza, a w dni świąteczne organizuję interwencję weterynaryjną. Natomiast o ile są to tak zwane jesienne sierotki, opieka wygląda inaczej. Takie młode mieszkają ze mną i każdego dnia się nimi opiekuję, przy wsparciu lekarza weterynarii.

Ilona Buczek jest opiekunką z pozwoleniem i certyfikatem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach. Jej przygoda z opieką nad kolczastymi ssakami zaczęła się ponad 20 lat temu. – Pierwszego jeża znalazł w składzie drewna mój brat – wspomina. – Ponieważ ja zawsze starałam się ratować wszystkie zwierzęta – choć do tej pory były to głównie psy i koty – zadzwonił do mnie, czy wezmę tego jeża, bo jest bardzo mały. Ja nie wiedziałam wtedy o jeżach kompletnie nic, ale wzięłam go i zaczęłam szukać jakichś informacji na ten temat. Znalazłam kontakt do pana Andrzeja Kuziomskiego, który był chyba pierwszym w Polsce, który ratował jeże. Zaczął uczyć mnie wszystkiego przez telefon i kierował leczeniem tego malucha na odległość. W efekcie Tuptusię udało się uratować, a moje życie zaczęło splatać się z jeżami.

Później Ilona Buczek jeździła do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Stanowicach i tam jako wolontariuszka zdobywała ostatnie szlify w tej dziedzinie. W grudniu ubiegłego roku założyła Fundację Zielone Dziedzictwo, aby móc pozyskiwać środki finansowe na opiekę nad jeżami.

Jeże coraz częściej potrzebują pomocy człowieka ze względu na zmiany klimatu i cieplejsze zimy. – Dawniej jesienią po prostu zapadały w pełną hibernację. Budziły się dopiero wiosną, kiedy było ciepło i kiedy było pożywienie. Teraz zimy są ciepłe i zwierzęta te kilkakrotnie wybudzają się z hibernacji, co jest ogromnym obciążeniem dla ich organizmów – wyjaśnia mieszkanka Kończyc Małych. – Poza tym, jest coraz więcej dróg, na które jeże wchodzą i na których giną. Mamy też coraz mniej nieużytków, czyli terenów, na których jeże lubią mieszkać, na których są krzaki i niewykoszona trawa. Z kolei w rolnictwie i ogrodach używa się coraz więcej chemii, a jak jest chemia, to nie ma jedzenia dla jeży.

Wśród podopiecznych Ilony Buczek jest też jeden albinos – samiczka Albinka. Zjawisko to jest dla zwierząt niekorzystne. – Bardzo jasne osobniki są bowiem widoczne dla drapieżników – tłumaczy Ilona Buczek. – Gdy wypuściliśmy kiedyś u mnie w ogrodzie dwa jeże albinosy z ośrodka ze Stanowic, wszystkie zwierzęta – i kozy, i psy – zwracały na nie uwagę. Dlatego takich jeży, kiedy wyzdrowieją, raczej się nie wypuszcza i zostają w niewoli.

Niesamowita jest historia Maliny – jeżycy, która została wyleczona i wypuszczona przez panią Ilonę na wolność, a po pewnym czasie przyprowadziła do niej gromadkę swoich dzieci. – Jesienią siedzieliśmy z mężem przy ognisku i najpierw Malina przeprowadziła jedno swoje młode – opowiada opiekunka jeży. – Miałam poważne rozterki, czy zabrać mamie jej dziecko. Zadzwoniłam do ośrodka w Stanowicach i podjęliśmy decyzję, iż zabiorę tego malucha, bo jest za późno i ona nie zdoła go wychować. Ale ją musiałam wypuścić, bo mogła mieć jeszcze miot. Tak też zrobiłam. Niedługo, około północy, pies zaczął strasznie ujadać. Wyszłam z domu i zobaczyłam przed drzwiami Malinę z piątką pozostałych dzieci. Wtedy zapakowałam już całą rodzinę do koca i umieściłam razem, z całą szóstką małych Maliniątek. Później Malina każdego dnia rano wychodziła, ale wieczorami wracała do swoich dzieci, aby je nakarmić. W ten sposób wychowała sobie tutaj swoje dzieci. Przyprowadziła je, żebym to ja się nimi zajęła.

Dom i ogród Ilony Buczek to przystań nie tylko dla jeży, ale także wielu innych zwierząt. – Mam jeszcze kozy, owce, kury, psy i koty. Są też ślimaki afrykańskie, które zostały wyrzucone na śmietnik, no i uratowany z przemytu żółw – opowiada.

Pani Ilona potrzebuje do opieki nad jeżami dużej ilości gazet, więc apeluje do wszystkich o przekazywanie jej niepotrzebnych periodyków. Swego czasu pomyślała też, iż bardzo przydałyby się jej drewniane budki na wybiegach zewnętrznych dla jeży, które mają wracać na wolność. Okazało się, iż tego typu budki wykonali właśnie osadzeni w cieszyńskim Zakładzie Karnym. Z własnej inicjatywy ozdobili je jeszcze imionami jeży, po czym Ilona Buczek odebrała domki z Zakładu.

Mieszkanka Kończyc Małych podkreśla, iż jeżom może ułatwiać życie każdy z nas. – Bardzo ważne jest już teraz, od wczesnej wiosny, abyśmy wystawiali miseczki z wodą. Miseczka musi być ciężka, aby jeż, gdy stanie na nią łapkami, nie wylał zawartości. Jeże po hibernacji są odwodnione i miska z wodą może uratować im życie – mówi. – Druga rzecz to korytarze migracyjne, aby zwierzęta te mogły swobodnie się poruszać. Zróbmy na dole naszego ogrodzenia czy płotu jakąś dziurę. Jeżowi wystarczy otwór o wielkości 10 na 15 centymetrów, wtedy bez problemu sobie przejdzie. Przy okazji zrobi w naszym ogrodzie porządek, bo jeże jedzą owady, które szkodzą roślinom. Jeż zje choćby oseski myszy czy szczurów, więc wpuśćmy go do naszego ogrodu. I co również bardzo ważne, zostawmy mu kawałek ogrodu, w którym nie wykosimy trawy i posadzimy jakieś krzaki, w których będzie mógł zamieszkać. Jeżowi nie trzeba dawać domku. Jemu wystarczy święty spokój, trochę roślin, bałaganu, gałęzi i liści.

Autorzy reportażu wideo:
Bartosz Augustyniak, Magdalena Nycz

Idź do oryginalnego materiału