Dziś zapisuję kilka słów o tym, co ostatnio wydarzyło się u mnie na wsi bo do dziś nie mogę przestać o tym myśleć.
Nasza wieś, leżąca na odludziu tuż przy ścianie lasu, od dawna nie widziała takiego gościa. Pewnego dnia pojawił się wilk samotnik, młody, silny, dziki, a jednak zamiast trzymać się z dala od ludzi, przychodził do wsi i kręcił się w pobliżu podwórek. Nie polował na kury, nie okazywał agresji, tylko siadywał w pobliżu i patrzył długo, wyczekująco, niemal po ludzku, jakby chciał być zrozumiany.
Najbardziej ciągnęło go do naszej Burki starej, szarej kundelki, z którą razem mieszkałam. Wszyscy w okolicy śmiali się ze mnie i wołali wilcza narzeczona, ale ja nie miałam do tego głowy ta sytuacja była zbyt dziwna i zbyt niepokojąca.
Pamiętam ten wczesny poranek chyba do końca życia. Szłam po wodę do studni i zobaczyłam wilka skulonego przy budzie Burki. W jego oczach była taka rozpacz, iż aż ścisnęło mi się serce. Nie widziałam tam ani dzikości, ani złości tylko jakieś głębokie osamotnienie.
Cóż go tu sprowadziło i czemu akurat mój dom wybierał na swoje wizyty?
Ludzie najpierw szeptali ze strachem o wilku, ale z czasem zaczęli przyzwyczajać się do jego obecności. Nie ruszał bydła, nie atakował ludzi, tylko obchodził zagrody, próbując podejść do psów. Samców unikał, za to do suczek garnął się wyraźnie, jakby szukał sobie partnerki. I tak zawędrował na nasze podwórko.
Burka nie była ostrożna przeciwnie, cieszyła się na jego widok i machała ogonem. Wilk natomiast uważnie patrzył to na nią, to na okno mojego domu, jakby czekał na pozwolenie. Śmiałam się czasem z sąsiadami, ale przeczuwałam pod skórą, iż w tym wszystkim jest coś więcej.
Któregoś ranka wilk wcale się nie spłoszył choćby hałasem wiader i to mi się wydało dziwne. Wtedy zauważyłam na jego szyi ciemny ślad. Czy to był pasek… albo obroża? Sama myśl, iż dzikie zwierzę mogło nosić taką rzecz, nie dawała mi spokoju. Parę dni później wilk zniknął, ale niepokój ze mną został.
Pod wieczór wyniosłam na próg kawałki mięsa. Wilk przyszedł i dopiero wtedy zrozumiałam wszystko: nie jadł, wylizywał tylko mięso i próbował bezskutecznie je gryźć. Szczęka praktycznie się nie otwierała. Strach gdzieś zniknął taki drapieżnik nie był niebezpieczny dla nikogo.
Każdego dnia kroiłam mięso coraz drobniej, by mógł je przełknąć. Podchodziłam coraz bliżej, szeptałam do niego łagodnie, jakby to było dziecko. I w końcu pewnego dnia pogłaskałam go po głowie.
Pod dłonią poczułam stary, już wrastający w skórę, parciany pasek. Ślad ludzkiego okrucieństwa, który zaciskał się mu na szyi niczym pętla. Zacisnęłam zęby, sięgnęłam po scyzoryk i przecięłam obrożę. Wilk szarpnął się gwałtownie, uciekł w ciemność lasu.
Rano zaniosłam kawałek tej obroży do sklepu wiejskiego. Chłopy poznali ją od razu parę lat temu z hodowli, gdzie szkolili psów na dziczyznę, uciekł młody wilk. To był właśnie ten. Rozmawiali, żartowali, ale ja myślałam tylko o jednym od dzisiaj wreszcie mógł oddychać pełną piersią.
I faktycznie wrócił. Jeść już umiał sam bez problemu, przybywało mu sił z każdym dniem. A pewnego popołudnia, najedzony, bez trwogi przyszedł bliżej i łagodnie wtulił łeb w moje kolana.
Lecz to, co nastąpiło potem, przeszło nasze oczekiwania. Burka okociła się. Cztery wilczki i jeden czarny szczeniak. Cała wieś była w szoku wilk samotnik nie próżnował!
Wilk regularnie odwiedzał dzieci, przynosił pożywienie, obwąchiwał je, czasem lizał z czułością. Patrzyłam przez okno, jakby myśląc: teraz i nasz dom stał się częścią jego watahy.
Pewnego dnia zjawił się u mnie gruby gospodarz właściciel tamtej stacji szkoleniowej. Żądał zwrotu wilka, próbował wykupić szczeniaki, a gdy usłyszał odmowę, groził mi. I wtedy wydarzyło się coś, o czym cała wieś długo jeszcze będzie mówić.
Wilk skoczył przez płot błyskawicznie, powalił intruza na ziemię i zasłonił mnie i szczeniaki własnym ciałem. Gospodarz w panice uciekł, a ja już nie miałam wątpliwości ten wilk uciekł kiedyś ludziom, ale zrozumiał, gdzie czeka na niego dobro.
Szarpane dzieciaki kiedyś poszły za ojcem w las. Potem myśliwi rozpowiadali po okolicy, iż widzieli czarne wilki na tych terenach. Ja tylko się uśmiechałam to przecież wnuki Burki.
Wilk jeszcze nieraz wracał pod mój próg. Ale to już zupełnie inna historia.
Często myślę, iż zaufanie pojawia się tam, gdzie nikt się go nie spodziewa między człowiekiem a dziką naturą. Nie przejmowałam się strachem, postanowiłam okazać litość a wilk odwdzięczył mi się tak, jak umiał najlepiej: lojalnością i ochroną.
Samotnik odnalazł swoją watahę, a ja historię, która dowodzi, iż dobro zawsze do człowieka wraca.
A wy jak sądzicie czy dzikie zwierzę potrafi pamiętać o dobru i się odwdzięczyć?

20 godzin temu







