Weronika Kuzminiszna bardzo kochała koty… A jak można ich nie kochać, skoro uważała siebie za jedn…

12 godzin temu

Jagoda Kozłowska kochała koty jak nikt inny. A jakżeby nie kochać, skoro uważała się za jedną z nich, choć w rzeczywistości była prawdziwym psem. Psem średniej wielkości, silnej budowy, z zębami, którym pozazdrościłby sam krokodyl. Nie żałowała, iż inni patrzą z zazdrością Jagoda zawsze była dobrą dziewczyną i nie przeszkadzała nikomu w zazdrości.

Miłość do kotów nie pojawiła się od razu. Rozkwitła dopiero po miesiącu i pół od jej przyjścia na świat. Wtedy jeszcze mała, bezimienna szczeniaczka o nieokreślonej rasie, leżała w kałuży, w której nie ona, ale wiosenny deszcz rozlał wodę. Jagoda, wtedy jeszcze nazywana Burek, krzyczała, ile sił mogła, a sił jej było niewiele, wzdychając nad własnym losem.

Jednak nie usłyszał jej cały świat usłyszał tylko kot Kozia. Podszedł, usiadł przy brzegu kałuży, podniósł łapki, owinął puszystym ogonem i przyjrzał się temu małemu, przerażonemu zjawisku. Nagle zwrócił uwagę na białą łapkę przy przedniej łapie. Spojrzał w dół taką samą miał i on!

Czy to moje? przeszło mu przez myśl. Skąd mogła się taka młoda suczka wziąć? Czy wędrowała z Myszką? Z Łucją? Czy siedziała z Martyną na straganie? Kto był jej matką i czemu zostawiła ją w kałuży?

Burek, chwilę milcząc, wyczuł w pobliżu ciepło i współczucie. Przestraszony, iż ktoś po prostu odejdzie, rzucił się w stronę kota, ale potknął się i znów wpadł do wody, piszcząc żałosnie. Kozia wydał z siebie pogardliwy chrap, ale kot już nie wahał się to była jego własna córka! Bo i on kiedyś potykał się o łapki.

Kozia wstał, ostrożnie wkroczył w kałużę, pochylił się nad szczeniakiem, westchnął ciężko i chwycił ją za kark. Ciężka była rola ojca, ale nie zamierzał uciekać od obowiązków. jeżeli matka zostawiła dziecko, on nie zostawi go. Czy jest ojcem? Czy nie?

W tej chwili Jagoda poczuła, iż jest pod ochroną. Uspokoiła się, rozluźniła i zasnęła. Kozia zaniósł ją do swojego domu. Gdy zauważył przybycie gości, właścicielka, Helena, zawołała:

Fryzku, przyjdź zobaczyć, nasz kot przyniósł psa! I to taką pulchną, grubą strażniczkę!

Fryderyk, właściciel Kozia, przyjął Burek z aprobatą, nie wiedząc jeszcze, iż Jagoda nie zamierza nikogo chronić. Była przecież prawdziwym kotem, córką Kozia co to za strażnik?

Wychowana przez kota, Jagoda dbała o czystość, polowała na myszy i ptaszki. Próbowała wspinać się na drzewa i płoty, ale ciężka pupka jej nie pozwalała. Po dwóch latach przewyższyła ojca kilkakrotnie, szukała bójek z obcymi kotami, ale Kozia przerywał jej:

Z obcymi radzę sobie sam, nie dam, aby piękna kotka popsuła futro!

Kozia nie przyznawał się, iż Jagoda jest psem, bo wtedy musiałby przyznać, iż nie jest jego córką a to byłoby dla niego nie do przyjęcia. Kto twierdził inaczej, karał go bezlitośnie.

Pewnej nocy Kozia nie wrócił do domu. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło! Jagoda czekała, czekała, próbowała wspiąć się na płot, wpychała nos w szczelinę, licząc na zapach ojca. Nie udało się pazury ślizgały się po gładkim drewnie, nos nie wyczuwał zapachu. Serce rannej suczki biło jak oszalałe.

Pies wpadł w panikę, zatrząsł się po podwórku, po czym usiadł i wył donośnie.

Puść ją! krzyknęła Helena. Nie pozwoli nikomu zasnąć, dopóki Kozia nie wróci. Znajdziemy go i wrócimy razem…

Jagoda, jak wypuszczona strzała, zerwała się za ogrodzenie. Zatrzymała się na chwilę, zasłoniła oczy i wsłuchała się w siebie. Wewnętrzny głos wskazał kierunek, a ona, szczekając z niecierpliwości, pobiegła tam, gdzie kiedyś ją znalazł kot.

Przeczucie nie zawiodło. Kozia leżał właśnie na wilgotnym podłożu, tam gdzie niedawno wyschła znajoma kałuża. Był poobijany, wyczerpany.

Tato wydał z ust piskliwy jęk. Delikatnie podszedł, błagając los, by kot przeżył. Nic nie ranił w jej zębach, choćby motyl nie ucierpiałby przy takiej delikatności.

Węchowo wyczuła dwa zapachy zapach ojca i zapach obcych psów. Zapamiętała je na zawsze, rozpozna je w milionie.

Kozia! krzyknęła.

Właściciele pochwycili kota, owinęli go kocem i ruszyli samochodem na najbliższą przychodnię w Krakowie, gdzie czekał najlepszy weterynarz w regionie. Jagoda biegła za nimi, aż auto zniknęło z oczu.

Tam upadła i czekała… Co myślała, co rozumiała? Bała się, iż Kozia już nigdy nie wróci. Jej lęk się potwierdził ludzie przyjechali bez niego. Jagoda nie mogła uwierzyć! Przeszukała auto, wąchała leki i płakała cicho, krzycząc w bezsilności.

Przez trzy dni nie jadła prawie nic, piła jedynie wodę, a nienawiść w jej sercu rosła. Dlaczego obcy psy rozdarli jej ojca? Własnych nie skrzywdziliby, a po zapachu własnego rozpoznałaby ich natychmiast.

Nienawiść paliła ją od środka, tak iż nie mogła znaleźć spokoju. Z trudem zaczęła jeść, ciągle spoglądając przez płot. Jagoda czekała. Czekała na szansę ucieczki.

Po dwóch tygodniach otwarto bramy, a właściciele odjechali w nieznane miejsce. Jagoda rzuciła się z podwórka i objechała całą wioskę. Zapach obcych był w powietrzu musieli gdzieś tam być. Na drodze znalazła dwa psy, które podjadły obcego gęsiaka.

Zatrzymała się, bo Kozia nauczył ją, iż w polowaniu liczy się cisza, cierpliwość, a potem gwałtowny atak. Jagoda podeszła cicho, ledwo powstrzymując ryczący w niej gniew. Nastąpił nagły skok, tak jak nauczył ją ojciec

Kości pękały, włosy rozwiewały się, skóra rozdzierała pod ostrymi zębami i pazurami Jagody. Walczyła niczym wściekły kot, nie jak pies, bo nikt nie uczył jej walczyć w ten sposób.

Psy wyłkały się, ale nie miały szans ani jednej. Jagoda triumfowała, rozrywając ich jednocześnie, aż nagły szarpnięcie za obrożę rzuciło ją w tył. Wtedy mocne ręce właścicielki objęły ją, a mąż odganiał poobijane psy.

Jagodo, uspokój się To oni ugryzły Kozia? Dobra robota! krzyczała Helena. Już prawie nas minęli, a Kozia już patrzy, żeby nam pomóc

Z głosem znanym od dwóch lat, Jagoda podbiegła do samochodu. Kozia, surowy, wycierał ślinę z jej radosnych łap, warcząc:

Zwariowałaś, iż sama z nimi walczyłaś? Nie mogłaś mnie poczekać?

A potem, dumnie dodał:

Nikt nie widział mojej matki A teraz wszyscy poznają, kim jest córka Kozia! Najlepszy kot na świecie!

Jagoda delikatnie powąchała szew na grzbiecie Kozia i żałowała, iż zatrzymano ją tak wcześnie. Kozia miał rację wciąż była kotem! A kot potrafi cierpliwie czekać

Z trącącymi od emocji jękami, Jagoda znów zaczęła lizać swojego ukochanego tatka.

Idź do oryginalnego materiału