Ważny i obiektywny głos wolontariusza ze Schroniska dla Zwierząt w Płocku. Mocny apel do Dody [FOTO]

2 godzin temu

I leje się fala hejtu i nienawiści. Już od kilku dni trwa zwyczajna nagonka na Schronisko dla Zwierząt w Płocku. Wśród setek komentarzy znaleźliśmy wpis Rafaela Dominika, który w swoim życiu dla zwierząt w schroniskach, nie tylko w Płocku, zrobił więcej dobrego niż komukolwiek może przyjść do głowy. Nie dość, iż był wolontariuszem, to adoptuje zwierzaki, choćby te niepełnosprawne. Daje im dom, czułość i ciepło. Dlatego jego głos w całej nagonce na płockie schronisko jest najbardziej obiektywny z kilku setek komentarzy, które przeczytaliśmy.

Wpis byłego wolontariusza z płockiego Schroniska dla Zwierząt w Płocku cytujemy w całości:

Tak, Schronisko dla Zwierząt Płock ma dużo do ukrycia i może dlatego organizuje akcję Dogadani Sparowani, Pieskoranki, Dni Otwarte, gdzie po schronisku chodzi masa ludzi. Może dlatego psy ze schroniska pojawiają się przy okazji różnych imprez organizowanych w mieście. Świetny sposób na kamuflaż. A tak bez ironii. Płockie schronisko nie jest idealne, znajdą się w Polsce lepsze, ale stawianie go w jednym rzędzie z Sobolewem, Wojtyszkami czy Radysami to bardzo duże nadużycie.

Przez kilka lat sam byłem wolontariuszem i chociaż ze względu na zbyt dużo obowiązków zawodowych musiałem zrezygnować z wolontariatu, przez cały czas jestem w schronisku częstym gościem, robię zdjęcia schroniskowym psom. Widzę jak wygląda ono od środka, chodzę adekwatnie po całym schronisku i nikt nie prowadzi mnie wyłącznie w miejsca pokazowe. Cała ta „gównoburza” to pokłosie konfliktu personalnego części wolontariuszy z dyrektorką schroniska i ostatecznie to właśnie zwierzęta będą najbardziej poszkodowane.

Marta Krasuska jest trudną osobą, o czym sam się przekonałem. Nie zawsze było nam po drodze, w pewnym momencie nasze stosunki były bardzo mocno napięte. Ale choćby w tym okresie jednego nie mógłbym jej zarzucić. Braku troski o zwierzęta. To akurat zawsze było jej priorytetem. Razem z nią byłem w grupie osób, które walczyły o ten wolontariat. Doskonale wiem, jak ta walka wyglądała. W przeciwieństwie do Marty ja mogę to powiedzieć – według mojej subiektywnej oceny – prezydent Andrzej Nowakowski wcale nie był taki chętny, aby ten wolontariat w schronisku się pojawił. Jednak w końcu nam się udało, co nie byłoby możliwe, gdyby nie determinacja kilku osób.

Patrząc na komentarze nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż te negatywne w przeważającej części piszą ludzie, którzy w płockim schronisku nigdy nie byli. Piszą, bo o schronisku zrobiło się głośno, a nie dlatego, iż mają jakąkolwiek wiedzę. A wystarczyłoby przyjść na Pieskoranek, na Dzień Otwarty i przekonać się na własne oczy, jak to rzeczywiście wygląda. Ale ruszenie czterech liter i przekonanie się na własne oczy wymaga więcej wysiłku, niż pisanie na klawiaturze w domowym zaciszu.

I tak na koniec. Dorota Rabczewska Doda odwiedź nasze schronisko, przekonaj się na własne oczy, jak naprawdę wygląda tutaj sytuacja i opieka nad zwierzętami, a później publicznie przeproś za sprowokowanie hejtu. Bo jeżeli tego nie zrobisz, pokażesz iż masz gdzieś dobro zwierząt, a zależy Ci tylko na tym, żeby zrobić sobie dobry pijar czyimś kosztem.

Rafel Dominik.

I jeszcze kilka zdjęć „tych zagłodzonych” czworonogów z płockiego schroniska, które przez cały czas oczekują na adopcję. Może komentujących i hejtujących zachęcimy do adopcji. One czekają na waszą miłość, w ciepłym domku, na ciepłej podusi i karmą z najwyższej półki…

Fot. Rafel Dominik

Idź do oryginalnego materiału