Test na człowieczeństwo

4 godzin temu
Zdjęcie: fot. Archiwum redakcji


Schronisko dla bezdomnych zwierząt. Postrach wrażliwych. I codzienność bezdomnych zwierząt. Ich nikt nie pyta, jak mogą i skąd biorą siłę. Nikt nie zapytał Ofki, jak może. Nikt nie zapytał o jej marzenia. Bo i po co?

Ofkę poznałam w schroniskowej kociarni w styczniu ubiegłego roku. Nieśmiała, trzymająca się z boku kotka od razu zwróciła moją uwagę. Czego potrzebowała? Czasu, żeby zaufać, i cierpliwości. I wszystko to ode mnie dostała. Żadnych gwałtowanych ruchów, napadania znienacka i osaczania. Przychodziły i mijały kolejne sobotnie wizyty w schroniskowej kociarni, a ja czekałam.

I stało się tak, jak zwykle się dzieje, Ofka dała mi szansę. Zrozumiała, iż moje odwiedziny w kociarni to czas zabawy, głaskania, no i czas gotowanego z marchewką kurczaka. Napisałam jej post adopcyjny i czekałyśmy – ona i ja. Na szczęśliwe zakończenie, na dom.

Mijały tygodnie, potem miesiące, domy znajdowały koty, które dołączyły do kociarnianego stada długo po niej, a ona czekała. I czekała. W kolejnych edycjach posta pisałam:

fot. Małgorzata Leśniak

„Czeka na dom tak długo, iż dni, tygodnie, miesiące i lata zmywają się w jeden ocean pustki. I tylko czasem w tej pustce widać smutne oczy Ofki wpatrzonej w dal, wypatrującej ratunku. jeżeli ktoś z was odwiedzi kiedyś schroniskową kociarnię, to zobaczy Ofkę siedzącą na najwyższej półce, wbijającą wzrok w okno. Wygląda wtedy jak zaczarowana. Dlaczego z takim uporem wpatruje się w okno? Czego szuka? Na co czeka? Czy Ofka wie, iż to tam, za oknem, jest świat, z którego może nadejść ratunek?”.

Szukałam dla niej domu. Najlepszego, bo na taki zasłużyła. Mijający czas, oprócz rozczarowania, iż trwa to tak długo, przyniósł też odkrycie, iż Ofka ma alergię. Zauważyłam, iż kurczakowe uczty jej nie służą. Że pojawiają się w futerku łyse placki, które kotka wylizuje do krwi.

I od tego odkrycia zaczęło się gotowanie na dwa garnki. W jednym co tydzień bulgotał kurczak z marchewką, w drugim, mniejszym, wołowina z marchewką dla Ofki. Łyse placki zarosły, a my czekałyśmy na dom. Ona i ja.

Czy jest ci dobrze…

Przyszedł listopad. Najpierw pojawiła się informacja, iż gmina Wągrowiec przenosi swoje zwierzęta do innego schroniska. Okej – pomyślałam – trzeba się spieszyć. Wiedziałam, iż jak Ofka wyjedzie, to stracę ją z oczu. Kolejne ogłoszenia na Facebooku, edycja poprzednich postów. Szukamy! Jeszcze jest czas, jeszcze może się udać – myślałam.

A potem wszystko się zepsuło. Podczas kolejnej wizyty w schronisku dowiedziałam się, iż Ofka nie jest już do adopcji. Została „zabezpieczona” przez gminę Wągrowiec. Gmina ma dla niej dom i odbierze ją ze schroniska. W głowie dudniło mi pytanie: co się stało?

fot. Małgorzata Leśniak

Dlaczego gmina, która ma od nowego roku przenieść swoje zwierzęta do innego schroniska, zabezpiecza akurat kota? Skąd nagle dom dla kotki? Dlaczego „dom” nie może sam przyjechać po kotkę? Dlaczego odbiera ją gmina? Dlaczego?

I wtedy przyszła informacja, iż schronisko, do którego gmina Wągrowiec przenosi swoje zwierzęta, nie przyjmuje kotów z innych gmin. Psy tak, kotów nie. Więc chodziło o zabezpieczenie kota przed akcją przewożenia zwierząt do innego schroniska. Zaczęłam dzwonić. Były rozmowy z Urzędem Gminy Wągrowiec. Prosiłam: dajcie mi trochę czasu. Wiedziałam, iż Ofka może zostać w schronisku, gdzie ją poznałam, do końca roku. Prosiłam. W odpowiedzi urzędniczka potwierdziła, iż gmina znalazła dla kotki dom. Były też zapewnienia, iż to jest dobry dom, doświadczony dom. Zaufałam.

Gmina odebrała Ofkę. Poprosiłam, żeby jej nowi opiekunowie skontaktowali się ze mną. Chciałam wiedzieć, jak się odnalazła w nowym miejscu. Informacja od gminy: nowa właścicielka Ofki nie zgadza się na wizytę poadopcyjną i nie życzy sobie kontaktu ze mną.

Głowa mówiła: ma do tego prawo, przecież jestem tylko wolontariuszką. A serce krzyczało: jestem wolontariuszką, która przez prawie rok odwiedzała Ofkę w schroniskowej kociarni. Jestem wolontariuszką, która uczyła ją, iż dotyk jest dobry. Robiłam jej zdjęcia, pisałam posty i szukałam domu. Gdzie jesteś, Ofciu, czy jest ci dobrze?

Wójt gminy Wągrowiec

Czwartego grudnia spotkałam się z wójt gminy Wągrowiec. Rozmawiałyśmy o sytuacji Ofki. Tłumaczyłam, iż dla mnie proces adopcyjny nie kończy się wraz z informacją, iż kot został adoptowany. Ostatnim etapem jest napisanie dla kota posta poadopcyjnego na Facebooku. To jest nie tylko obwieszczenie szczęśliwego zakończenia, to jest też podziękowanie dla społeczności faceboookowej za zaangażowanie w poszukiwanie domu dla kota.

Tłumaczyłam, iż w schronisku, w którym Ofka była dotychczas, nie było regulaminowego zakazu wyadoptowywania zwierząt na podwórko, a gmina znała zasady, więc nie widziała w tym problemu. Dlatego nie mam pewności, czy Ofka mieszka w domu, czy gania myszy w stodole.

fot. Małgorzata Leśniak

Wspomniałam, iż Ofka ma alergię na kurze białko Mówiłam, iż jeżeli szybkie zabezpieczenie Ofki wynikało z tego, iż nie mogą przewieźć kota do nowego schroniska, to wciąż jest czas i szansa na dom dla kotki. Powiedziałam, iż zgłosili się ludzie, którzy chcą ją adoptować. jeżeli ma dobry dom – dodałam – wystarczy mi rozmowa z właścicielką i zdjęcie Ofki na kanapie.

Wójt gminy Wągrowiec zadeklarowała, iż może poprosić o kontakt ze mną panią, u której jest Ofka. Bo to przecież żaden problem – dodała. Zaproponowała, iż może też sama sprawdzić, czy kotka ma dobry dom, i zapytała, na co powinna zwrócić uwagę podczas wizyty poadopcyjnej. Wytłumaczyłam, iż zapowiedziane kontrole wypadają wzorcowo. Bo są zapowiedziane. Trzeba umieć szukać znaków.

Jeśli kot jest czysty, ma ładną sierść, ma swoje wyleżane legowisko, jeżeli na kanapie widać sierść, jeżeli szuka kontaktu ze swoim człowiekiem, to są to znaki, iż jest dobrze. Na koniec rozmowy poprosiłam panią wójt, żeby skontaktowała się ze mną, jak będzie miała nowe informacje.

Trzy zdjęcia

Mijały dni. W tym czasie rozmawiałam z kierowniczką schroniska w Obornikach, do którego miały przejechać zwierzęta należące do gminy Wągrowiec. Potwierdziło się, iż schronisko w Obornikach przyjmuje koty tylko z gminy Oborniki. Z Wągrowca nie było żadnej informacji. Cisza.

A potem zaczął się ruch. 15 grudnia zadzwoniłam do pani wójt. Nie odebrała, odpisała, iż jest na sesji budżetowej i prosi o telefon następnego dnia. Przyszedł 16 grudnia. Najpierw dostałam esemesa z nieznanego numeru z informacją:

„Pozdrowienia od Ofelii. Ma się dobrze i jest szczęśliwa w nowym domu”.

Do wiadomości dołączone były trzy zdjęcia.

Chciałabym zobaczyć zdjęcia, na których widać Ofkę śpiącą na legowisku lub kanapie. Chciałabym widzieć, iż jest głaskana i przytulana. Chciałabym zobaczyć ją na kolanach człowieka, bo to by znaczyło, iż czuje się w domu bezpiecznie.

Czego nie chciałam? Nie chciałam patrzących na mnie ze zdjęć smutnych oczu Ofki. Nie chciałam widzieć jej taką, jaką ją pamiętam z pierwszych wizyt w schroniskowej kociarni, z czasu zanim mi zaufała. Nie chciałam patrzeć na wystraszoną Ofkę.

Que sera, sera…

Tego samego dnia po południu zadzwonił telefon. Ten sam numer, z którego dostałam rano esemesa. Urzędniczka z gminy powiedziała, iż akurat jest w urzędzie pani, u której jest Ofka, i mogę z nią porozmawiać. W trakcie rozmowy zapytałam panią, czy była z kotką u weterynarza. Odpowiedziała, iż nie. Dodała, iż kot przyjechał ze schroniska, jest zdrowy, więc pani nie widzi takiej potrzeby. Wyjaśniłam, iż Ofka ma prawdopodobnie alergię, na co pani powiedziała, iż ona też ma alergię. I roześmiała się.

fot. Małgorzata Leśniak

Każdy, kto miał kontakt ze zwierzętami schroniskowymi, wie, iż po adopcji konieczna jest wizyta u weterynarza. Schronisko to nie jest dom. Pracownicy nie mają czasu ani środków na dokładną diagnostykę i leczenie. Koty wymagają zbadania. Na pewno potrzebne jest odrobaczenie. Część kotów trafia do domu ze świerzbowcem, którego nie można zobaczyć gołym okiem. Potrzebny jest wymaz z ucha.

Na moją informację o świerzbowcu nowa właścicielka Ofki zapytała: „A jak to wygląda?”. Rzecz w tym, iż to nie wygląda. Świerzb to zaraźliwa choroba wywołana przez pasożyty, powodująca u kota bardzo duży dyskomfort. Także dlatego tak ważna jest wizyta u weterynarza. Co dalej? Pani kota nie odda. I już.

A ja pamiętam post, który napisałam dla Ofki.

„Ofki opowieść o czekaniu na dom. Que sera, sera…

„Kiedy byłam małą dziewczynką, pytałam mamę, jaka będę, kiedy dorosnę. Czy będę ładna, czy będę szczęśliwa? Mama przytulała mnie mocno i mruczała kołysankę, która prowadziła mnie do krainy snów. I w tych snach byłam szczęśliwa. Słonko świeciło, a jego promienie odbijały się od kropelek rosy zawieszonych na źdźbłach trawy. W moich snach biegałam po łące, goniąc kolorowe motyle, a kiedy zmęczyło mnie skakanie, szukałam schronienia pod największym drzewem na łące i odpoczywałam w cieniu.

A po nocy przychodził dzień i, tak jak w moich snach, byłam szczęśliwa. Mama patrzyła na mnie z dumą i mruczała, zapewniając, iż dziś jest piękny dzień i póki jest przy mnie, będę bezpieczna i mogę śnić kolorowe sny.

W tych snach nigdy nie było zimna i nie było deszczu, który moczy futerko. W moich snach nie było schroniska i pułapki, w której teraz tkwię. Nie było wiecznego ujadania psów, które jak ja utknęły w tym miejscu na granicy życia i nieżycia. W snach nie płakałam, w snach się nie bałam. W moich snach nie było samotności, która dziś towarzyszy mi w każdej minucie.

Próbuję liczyć dni, tygodnie, miesiące i lata, ale się gubię. Ile to już minęło? Jak długo cała uwaga skupia się na tym, żeby znaleźć w kociarni bezpieczny kąt, w który można się wcisnąć i doczekać do kolejnego wschodu słońca? Słońce, gdzie jest to ciepłe słońce, które pamiętam ze swoich snów? Gdzie jest to słońce, które ogrzewało mi brzuszek, kiedy mama mi śpiewała? Dziś to słońce jest zimne i za gwałtownie się chowa. Wtedy w kociarni zapada noc, a ze ścian wychodzą strachy. I kiedy noc jest najczarniejsza, a za oknem gwiżdże wiatr, przypominam sobie kołysankę, którą śpiewała mi mama.

Que sera, sera…

Dziś już wiem, dlaczego mama śpiewała tak cichutko, i wiem, dlaczego jej oczy były takie smutne. Tuliła mnie mocno, na nosek kapały mi jej łzy, a ona śpiewała: Que sera, sera… Co ma być, to będzie, nie możemy zobaczyć przyszłości. Co ma być, to będzie. Mama wiedziała, iż nie możemy odgadnąć, co szykuje dla nas los. Mama wiedziała. Czy czuła, iż kiedyś będę tak przerażona i tak samotna? Dziś nikt mi nie śpiewa. Dziś, w schroniskowej kociarni słychać tylko ujadanie psów i porykiwania wiatru. Widzę przez okno, jak wichura wygina i łamie gałęzie drzew, i czekam, kiedy i mnie złamie. To nie tak miało być, nie tak było w moich snach. Que sera, sera… Niech stanie się dobro. Niech znowu zaświeci ciepłe słońce.”

Test na człowieczeństwo

Gdzie jesteś, Ofciu? Czy jesteś bezpieczna? Czy jest ci ciepło? Czy masz swoją poduszkę? Czy ktoś cię przytula? Nie wiem.

Ostatnie tygodnie przyniosły burzę wokół schronisk dla bezdomnych zwierząt. Ludzie z niedowierzaniem przyglądają się kolejnym wstrząsającym relacjom pokazującym tragedie rozgrywające się za murami schronisk. Z kolei ci, którzy działają na rzecz zwierząt, są od lat świadkami dramatów. I jesteśmy bezsilni. Brakuje rozwiązań systemowych. Brakuje też empatii.

A wystarczy tak niewiele. Wystarczy umieć i chcieć zobaczyć w psie i kocie czującą istotę, która ma prawo do szacunku i dobrego życia. Wystarczy umieć i chcieć zrozumieć, iż zwierzę nie jest tylko numerem.

To jest kot. To jest Ofka. To jest test na człowieczeństwo.

Idź do oryginalnego materiału