Odszedł Albion. Przyjaciel na dobre i na złe

4 dni temu

W czwartek zakończył swój ziemski żywot Albion – kot rasy brytyjskiej krótkowłosej, umaszczenia liliowego, który przez 15 lat był wiernym towarzyszem Damiana Julkowskiego. W maju skończyłby 15 lat.

Od pewnego czasu Albion ciężko chorował. Nowotwór języka odbierał mu siły z dnia na dzień. Chudł dramatycznie – został niemal samymi kośćmi. Każdy kęs sprawiał ból. Nie mógł jeść, nie mógł pić, z czasem nie był już w stanie choćby się pielęgnować. Cierpienie było coraz większe. W końcu zapadła najtrudniejsza decyzja – o uśpieniu. Decyzja z miłości. By oszczędzić mu dalszego bólu.

Albion nie był zwykłym kotem

Jego historia zaczęła się wyjątkowo. Podczas pokazu kotów rasowych w 2011 roku, w ówczesnym Gimnazjum nr 3 w Gnieźnie hodowcy z podwarszawskiego Stanisławowa – Zbigniew i Krystyna Demczuk z hodowli „OF Lilia Wenda” – postanowili przekazać jedno z kociąt osobie z niepełnosprawnością z naszego regionu. Półroczny, ciemnoliliowy brytyjczyk trafił do Damiana jako dar serca. Hodowcy wierzyli, iż obecność kota może realnie pomóc osobie chorej – dać wsparcie, ciepło i poczucie bliskości.

Albion został przekazany przez hodowców na ręce ówczesnego zastępcy Prezydenta Miasta Gniezna, Czesława Kruczka, który z powodu posiadania w domu innego kota, nie mógł zabrać go do domu. Tak Albion trafił pod opiekę do naszej redakcji na tydzień, kiedy to zdecydowano – za naszą namową – komu go przekazać. Po konsultacji z mamą Damiana, zapadła decyzja. Wybór okazał się bardzo trafny.

Kolejną ciekawostką jest to, iż Albion urodził się dokładnie w dniu, w którym zmarł Damiana tata. Niby przypadkowa zbieżność, jednak nie wszystko dzieje się z przypadku.

Tak trafił do Damiana

Damian miał zaledwie 14 lat, gdy w styczniu 2011 roku w ciągu dwóch dni jego życie zmieniło się w dramat. Nagły paraliż, utrata czucia, zatrzymanie oddechu, śpiączka, respirator, miesiące walki w szpitalach w Gnieźnie i Poznaniu. Ostateczna diagnoza – udar rdzenia kręgowego, przypadek skrajnie rzadki. Od tamtej pory niemal całkowity paraliż stał się jego codziennością. Lata rehabilitacji, kolejne dramatyczne powikłania, walka o każdy oddech, o każdą minimalną poprawę.

W tej codzienności był Albion

Spędzali razem całe dnie. Można powiedzieć w przenośni, iż był „przykuty do łóżka” razem z Damianem. Gdy świat Damiana ograniczał się do ścian pokoju, Albion był jego łącznikiem z normalnością. Leżał obok. Czuwał. Reagował na każdy ruch, na każdy dźwięk. Był obecnością – stałą, wierną, spokojną.

Dla Damiana był jak najbliższy członek rodziny. Powiernik milczenia. Towarzysz długich godzin rehabilitacji, bólu, zwątpienia i nadziei. Część codziennego rytuału – karmienie, głaskanie, rozmowy. W świecie pełnym niepewności Albion był czymś pewnym.

A dla Albiona – Damian był całym światem

To nie była zwykła relacja człowieka i zwierzęcia. To była więź zbudowana przez wspólne trwanie w chorobie, w ograniczeniach, w ciszy, która dla innych bywa nie do zniesienia.

Dziś tej ciszy jest więcej.

Albion zostawił po sobie pustkę trudną do opisania. Ale zostawił też 15 lat bezwarunkowej miłości, ciepła i obecności. I świadomość, iż jego pojawienie się w życiu Damiana nie było przypadkiem.

Spokojnego snu, Albionie.

Idź do oryginalnego materiału