No, Rudek, chodź już mruknął Walerian, poprawiając prowizoryczną smycz zrobioną ze starego sznura.
Zapiął kurtkę pod samą szyję i zadrżał. Tegoroczny luty wyjątkowo daje się we znaki śnieg z deszczem, wiatr przeszywający do szpiku kości.
Rudek kundelek o wyblakłej rudobrązowej sierści, z jednym ślepym okiem pojawił się w jego życiu rok temu. Walerian wracał wtedy z nocnej zmiany w fabryce i znalazł go przy śmietnikach. Pies był pobity, głodny, a lewe oko zasnute bielmem.
Nagle z podwórka rozległ się głos, który aż przechodzą ciarki. Walerian rozpoznał go od razu to Sebastian Krzywy, lokalny “kozaczek” z bandą swoich nastoletnich chłopaków.
Spacerujemy rzucił Walerian krótko, bez podnoszenia wzroku.
A panie, płacisz pan podatki od wyprowadzania tego straszydła? zaśmiał się jeden z chłystków. Patrzcie jaki krzywy pysk!
Poleciał kamień, trafił Rudka w bok. Pies pisnął i przykleił się do nogi właściciela.
Odczepcie się powiedział cicho Walerian, ale w jego głosie zabrzmiała stal.
Ooo! Nasz dziadziuś konstruktor się odzywa! Sebastian zbliżył się o krok. Co, zapomniałeś, iż to mój rewir? Psy tu mogą się kręcić tylko za moją zgodą.
Walerian spiął się w sobie. W wojsku uczyli go rozwiązywać sprawy gwałtownie i skutecznie. Tyle iż to było trzydzieści lat temu. Teraz był tylko zmęczonym emerytem, ślusarzem, który nie szuka kłopotów.
Chodź, Rudek odwrócił się w stronę domu.
Taak? Następnym razem tego twojego kundla załatwię na dobre! wrzasnął Sebastian za nim.
W domu Walerian długo nie mógł zasnąć, w myślach przewijając tamtą scenę.
Nazajutrz zaczął sypać mokry śnieg. Walerian zwlekał z wyjściem, ale Rudek siedział przy drzwiach, patrzył tak ufnie, iż nie potrafił odmówić.
Dobra, tylko szybko.
Omijali dobrze znane zakamarki, gdzie zwykle gnieździła się banda Sebastiana. Nigdzie ich jednak nie było, chyba pochowali się przed ponurą pogodą.
Już miał nadzieję, iż obędzie się bez problemów, gdy Rudek nagle zatrzymał się przy zrujnowanej kotłowni. Nastawił jedyne ucho i zaczął węszyć.
Co tam, staruszku?
Pies zaczął nerwowo popiskiwać, ciągnąc za sznur w stronę rozwalin. Ze środka dobiegały stłumione dźwięki może płacz, może jęk.
Halo! Kto tam? zawołał Walerian.
Nie odpowiedział nikt, tylko wiatr śpiewał między ścianami ruin.
Rudek uparcie ciągnął naprzód, w jego jednym oku widać było niepokój.
No co tam się dzieje? schylił się Walerian do Rudka.
Wtedy wyraźnie usłyszał dziecięcy głos:
Proszę pomóc!
Serce mu zadrżało. Odpiął smycz i ruszył za psem wgłąb ruin.
Za zwałem gruzu, w zrujnowanym pomieszczeniu kotłowni, leżał chłopiec, może z dwanaście lat, cała twarz w zadrapaniach, rozcięta warga, porwane ubranie.
Boże święty! Walerian ukląkł przy nim. Co się stało?!
Panie Walerianie? chłopak ledwo uchylił oczy. To pan?
Walerian przypatrzył się i poznał Andrzejek Mazurek, syn sąsiadki z piątej klatki. Spokojny, nieśmiały chłopak.
Andrzejku! Co się wydarzyło?
Sebastian z bandą chcieli kasy od mamy. A ja powiedziałem, iż zadzwonię po policję. Dorwali mnie
Jak długo tu leżysz?
Od rana. Strasznie zimno…
Walerian ściągnął kurtkę i otulił nią chłopca. Rudek przysiadł blisko, grzał go swoim ciałem.
Andrzejku, możesz wstać?
Noga okropnie boli. Chyba złamana.
Walerian ostrożnie wymacał nogę. Zdecydowanie złamanie. Poza tym, kto wie, jakie jeszcze obrażenia.
Masz telefon?
Zabrali.
Walerian wyciągnął swoją starą Nokię i wezwał 112. Pogotowie obiecało być za pół godziny.
Wytrzymaj, chłopie. Zaraz będzie pomoc.
A jeżeli oni się dowiedzą, iż ja żyję? szeptał przerażony Andrzej. Przecież Sebastian groził, iż mnie dobije
Nie dobije odpowiedział twardo Walerian. Już cię nie tkną.
Chłopak spojrzał na niego z niedowierzaniem:
Panie Walerianie, a wczoraj pan sam uciekł przed nimi
To była inna sprawa. Wtedy chodziło tylko o mnie i Rudka. A teraz
Urwał. Co miał powiedzieć? Że trzydzieści lat temu ślubował chronić słabych? Że na misji nauczył się, iż prawdziwy mężczyzna nigdy nie zostawia dziecka samemu sobie?
Karetka dotarła szybciej niż mówili. Andrzejka zabrali do szpitala. Walerian został z Rudkiem pod ruinami zamyślony.
Wieczorem do jego drzwi zapukała matka Andrzejka pani Grażyna Mazurek. Kobieta płakała, dziękowała, obiecywała, iż nigdy nie zapomni.
Panie Walerianie mówiła przez łzy lekarze powiedzieli, iż jeszcze godzina na tym mrozie i uratował pan dziecku życie!
Nie ja Walerian pogłaskał Rudka. To piesek państwa synka znalazł.
Co teraz będzie? Grażyna spojrzała niepewnie na drzwi. Sebastian nie odpuści. Mówią na komisariacie, iż nie ma dowodów, zeznanie jednego dziecka nic nie znaczy
Wszystko się ułoży zapewnił Walerian, choć sam nie wiedział jak.
W nocy długo nie mógł zasnąć. W głowie kołatały się myśli jak chronić tego chłopaka? I ilu jeszcze dzieciaków na osiedlu cierpi przez tę bandę?
Ranek przyniósł mu gotowy plan.
Walerian wyjął z szafy starą wojskową galówkę z medalami. Ubrał się, spojrzał w lustro stary żołnierz jak się patrzy. Może i nie młody, ale swoje potrafi.
Chodź, Rudek. Czeka nas robota.
Ekipa Sebastiana, jak zwykle, “czatowała” pod sklepem. Na widok Waleriana zachichotali.
O, dziadek na defiladę idzie! zawył jeden z łobuzów. Patrzcie, cały medalowy!
Sebastian wstał z ławki, uśmiech pełen kpiny:
Spadaj, staruchu. Twoje czasy się skończyły.
Właśnie się zaczynają odparł spokojnie Walerian, podchodząc bliżej.
Po co ten teatrzyk?
Dla Ojczyzny służę. Bronię słabszych przed takimi, jak ty.
Sebastian wybuchnął śmiechem:
Jaka Ojczyzna, jacy słabsi, człowieku?
Andrzej Mazurek kojarzysz?
Uśmiech zszedł Sebastianowi z twarzy.
Po co miałbym pamiętać jakichś frajerów?
Masz obowiązek. Bo to ostatni dzieciak, który dostał od ciebie po łbie.
Grozisz mi, dziadku?
Ostrzegam.
Sebastian zrobił krok naprzód. W dłoni błysnęła sprężynowiec.
Zaraz pokażę, kto tu rządzi!
Walerian choćby nie drgnął. Refleks, jak na wojsku, został.
Rządzi prawo.
Jakie prawo? Sebastian macha nożem. Kto cię tu w ogóle ustawił?
Sumienie mnie ustawiło.
Wtedy stało się coś niespodziewanego.
Rudek, cały czas cichy obok, zjeżył się i warczał groźnie.
A ten twój kundel zaczął Sebastian.
Mój pies służył przerwał mu Walerian. Na misji w Afganistanie. Saper, wykrywacz min. Wyczuwa bandytów z daleka.
To nie była prawda Rudek był zwyczajnym kundelkiem. Ale Walerian mówił tak pewnie, iż wszyscy uwierzyli. choćby sam Rudek się wyprostował, szczękał groźnie zębami.
Złapał dwudziestu terrorystów. Każdego żywcem ciągnął Walerian. Myślisz, iż z jednym ćpunem sobie nie poradzi?
Sebastian instynktownie się cofnął. Jego chłopcy też się zawiesili.
Zapamiętaj Walerian podszedł jeszcze krok. Od dziś ten rewir jest bezpieczny. Codziennie będę tu patrolował. I pies ze mną. Złapiemy każdego rozrabiakę. I wtedy
Nie skończył. Wszyscy już zrozumieli.
Myślisz, iż mnie przestraszysz? Sebastian próbuje wrócić do tonu. Jeden telefon
Znajdź telefon przytaknął Walerian. Ale pamiętaj ja mam lepsze kontakty. Znam więcej ludzi, niż ty w życiu. Więcej mi wiszą niż twoi koledzy.
I to też była nieprawda. ale brzmiało jakby święta racja.
Walerian Afgańczyk tak mnie wołają dorzucił na koniec. Zapamiętaj. I dzieci zostaw w spokoju.
Odwrócił się i spokojnie odszedł. Rudek, dumnie merdając ogonem, kroczył przy nogach.
Za nimi zaległa cisza.
Minęły trzy dni. Sebastian z ferajną prawie w ogóle nie pokazywali się na osiedlu.
A Walerian rzeczywiście codziennie obchodzi podwórka. Rudek zawsze przy nim ważny, skupiony.
Andrzej wyszedł ze szpitala po tygodniu. Noga bolała, ale już chodził. Tego samego dnia przyszedł w odwiedziny.
Panie Walerianie spytał nieśmiało chłopiec mogę z panem chodzić po osiedlu? Patrolować?
Najpierw pogadaj z mamą odparł Walerian.
Grażyna nie miała nic przeciwko. Cieszyła się nawet, iż syn ma taki wzór do naśladowania.
I tak codziennie można spotkać dziwną trójkę starszego pana w mundurze, chłopca i starą rudą psinę.
Rudek polubiły wszystkie dzieci. choćby mamy pozwalały go głaskać, mimo iż to zwykły kundel. Ale miał w sobie coś wyjątkowego dumę i godność.
A Walerian opowiadał dzieciakom o wojsku, o przyjaźni i odwadze. Słuchali go z otwartymi ustami.
Pewnego wieczoru, podczas powrotu z patrolu, Andrzej zapytał:
Panie Walerianie, a pan kiedyś się bał?
Bałem się przyznał Walerian. Czasem przez cały czas się boję.
Czego?
Że nie zdążę pomóc. Że nie starczy sił.
Andrzej pogłaskał psa.
Ja urosnę i tez będę pomagał. I będę miał psa takiego mądrego samego.
Będziesz uśmiechnął się Walerian. Na pewno.
A Rudek tylko macha ogonem.
W całej okolicy każdy już go zna. Mówią: “To pies Waleriana Afgańczyka. Ten odróżnia bohaterów od łobuzów.”
I Rudek dzielnie pełni służbę, wiedząc nie jest już tylko zwykłym kundelkiem. Teraz jest obrońcą.

3 godzin temu




