Niewdzięczna synowa
– No i znowu zadołowałaś się! – mruknęła niezadowolona Barbara. – Zamiast podziękować, tylko krzywisz twarz!
Ania spojrzała na teściową, ledwo powstrzymując się od odpowiedzi. Jak jej już było dość, iż mama Piotra ciągle wtrąca się do ich życia ze swoimi “dobrymi uczynkami”.
Dziś przyniosła do domu kota, choć nikt o to nie prosił. Kilka dni temu zagnieździły się u nich karaluchy z mieszkania obok. Sąsiedzi się wprowadzili i robili porządki w zabałaganionym mieszkaniu, a niechciani goście przez przypadek trafili do Ani i Piotra. Mama dowiedziała się o tym przypadkiem. Ale po co kot?
– Karaluchy to nie myszy, po co nam kot? – pytała Ania.
– Jak to po co? Każdy wie, iż koty zjadają karaluchy! – odpowiedziała z przekonaniem teściowa.
– Przez całe życie mieszkałam z kotami i nigdy czegoś takiego nie widziałam! – kręciła głową Ania. – A poza tym, zapomnieliście, iż Piotr ma alergię na sierść!
– Trochę wytrzyma dla takiej sprawy!
– Nie, Barbaro. Odnieście kota tam, skąd go wzięliście. Jakbyśmy chcieli zwierzaka, to byśmy sami go sobie sprowadzili! – stanowczo ucięła Ania.
– To nie twoja decyzja! Piotr niedługo wróci, to on zdecyduje.
Po pół godzinie Piotr wrócił z pracy. Cały ten czas teściowa biegała z kotem po mieszkaniu, szukając karaluchów, chociaż Ania już wszystkie wytępiła i pułapki na wszelki wypadek porozkładała.
Nie znaleziono ani jednego owada, ale Barbara próbowała przekonać siebie i synową, iż się schowały i wyjdą w nocy. Wtedy przyda się Jacek, tak już nazwała kota…
Piotr nie od razu zauważył nowego lokatora. Zdjął kurtkę, poszedł do łazienki umyć ręce i wdepnął w coś mokrego.
– Aniu, rozlałaś coś w łazience? – zawołał, włączając wodę.
Żona przybiegła do łazienki. Widząc kałużę od razu wiedziała, kto to zrobił.
– Nie, to twoja mama się zmoczyła!
– Co? – zaśmiał się. – Przecież toaleta jest obok!
– To jej nowy sposób na zrujnowanie nam życia! – poskarżyła się Ania.
– Co tym razem?
– Ona ci sama opowie, poczekaj. A skarpetki zdejmij i spal!
– Spalić?
Piotr zdumiony spojrzał na żonę. Umywszy ręce, zdjął skarpetkę i powąchał. Zapach był znajomy, ale… Fuu!
Rzucił ścierkę na kałużę, jeszcze raz umył ręce i nogi mydłem, a potem poszedł do kuchni. Jego mama siedziała na krześle, głaskając szarego kota. Jego pyszczek wyrażał złość.
– Mamo?
– Synku, zaraz wszystko Ci wyjaśnię! Pamiętasz, jak mówiłeś o karaluchach? Jacek wszystkie je złapie! Gwarantuję!
Piotr słuchał mamy, mrugając oczyma, aż nagle głośno kichnął, a potem jeszcze raz i jeszcze.
– Tyle iż przez ten czas, kiedy Jacek będzie zjadał karaluchy, twój syn umrze z powodu alergii! – ironicznie zauważyła Ania. – Nie bez powodu nie mamy zwierząt!
– Nic, wytrzyma! – oburzyła się ponownie teściowa.
Piotr znów kichnął i nie wytrzymał.
– Mamo, zabierz kota stąd! Szybko!
– Ale co z karaluchami?
– Zabierz, mówię! Natychmiast!
Barbara niezadowolona poszła do drzwi wejściowych. Wyrzuciła kota na klatkę schodową i wróciła do kuchni.
– No, to potem się nie skarżcie, jak będzie więcej karaluchów niż kurzu!
– U nas nie ma kurzu! – zauważyła Ania.
– Ty lepiej milcz! Mojej pomocy w ogóle nie doceniasz! – obrażona stwierdziła teściowa.
– A gdzie tego kota wzięliście? Zgubi się przecież! Widać, iż domowy!
– Ach, siedział przy klatce schodowej! – odpowiedziała Barbara. – Po prostu go pożyczyłam…
Ania nie odpowiedziała, choć w środku aż kipiła ze złości. To typowe dla teściowej – złapać czyjegoś kota i przynieść go do domu syna. Kobieta ekscentryczna, żeby nie powiedzieć niezrównoważona.
– Mamo, może wystarczy już nam pomagać? – zapytał Piotr.
Ania nie raz już narzekała na teściową. Ta miała po prostu talent do irytowania ludzi. Niedawno wyjechali za miasto na weekend, a mama przyszła do ich mieszkania i postanowiła rozmrozić i umyć lodówkę. Jakby Ania nigdy tego nie robiła. Problem w tym, iż zapomniała, iż to lodówka typu no-frost.
Wyłączyła ją i poszła oglądać telewizję. Wszystkie szuflady wyciągnęła, żeby szybciej rozmrażało.
Oglądała telewizję, aż zasnęła. Obudził ją telefon męża, który poprosił o przygotowanie pierogów na kolację. Pomyślała, iż lodówka może poczekać. Wróci do domu, zrobiła mężowi pierogi, zmęczyła się i postanowiła, iż wróci następnego dnia.
Piotr i Ania wrócili kilka godzin wcześniej niż planowali. Jeszcze nie zdążyła dokończyć swojego dzieła. Rano zaczęła boleć ją głowa. Weszli do mieszkania, a tam okropny zapach. Jedzenie psuło się całą noc.
Najgorsze, iż niedawno wpadła w odwiedziny mama Ani i przywiozła dwa kilogramy czerwonego kawioru. Tyle od razu nie zjedzą, postanowili zamrozić. Lepiej, żeby się nie zmarnowało. Sama powiedziała, iż w zamrażarce nic się mu nie stanie. Tak przechowują u siebie.
Ania pochodziła z Pomorza, rodzice wciąż tam mieszkają, więc często przywożą różne smakołyki. Teraz przez Barbarę stracili dwa kilogramy kawioru, trzy wędzone karpie, a także sześć zamrożonych okoni. Szkoda tego wszystkiego!
Ania prawie się rozpłakała, kiedy zrozumiała, iż teściowa przynosi im tylko straty. Jej mama się starała, a tu takie coś!
Oczywiście Barbara znalazła sobie tysiąc i jedno usprawiedliwienie. choćby nie przeprosiła. Piotr, nie pytając, odebrał klucze do ich mieszkania, ale to nie powstrzymało teściowej przed dalszymi “dobrymi uczynkami”.
Teraz robiła wszystko jawnie. Kupiła śledzie na promocji w Biedronce. Piotr je bardzo lubił i zjadł prawie całą puszkę. Ania nie spojrzała od razu na datę ważności. Myśleli, iż zdążą zjeść, ale nie dali rady. Trafili z tym równo, aż musieli wezwać pogotowie.
Kilka tygodni temu teściowa poprosiła o skorzystanie z ich łazienki. Nie mieli gorącej wody, a chciała się wygodnie umyć. Piotr niedawno zamontował bojler. Jasne, iż ją wpuścili. Kto by się spodziewał, iż przyniesie swoje środki czystości.
Zamknęła się i zdecydowała wyczyścić wannę przed kąpielą. Nie zauważyła, iż coś poszło nie tak. Postanowiła się nie przyznawać. Ania od razu się domyśliła, kto uszkodził wanienkę.
– Po co to ruszałaś? – z oburzeniem zapytała synowa. – Przed twoim przyjściem ją umyłam!
– O, wiem ja, jak ty “myjesz”! Tylko smarujesz brud!
Piotr też był zdenerwowany, ale nie mógł zmusić matki do kupna nowej. Czekali na wypłatę, żeby kupić nową. Teraz mieli problem z karaluchami, a potem jeszcze z kotem. Ania miała tego wszystkiego dość.
– Barbaro, może przestaniesz nam pomagać? – zapytała poważnie. – Z Piotrem już nie jesteśmy dziećmi. Wiemy, co i jak robić!
– Mówię ci! Niewdzięczna synowa się trafiła! Powinnaś się za mnie modlić! A ty tylko krzywisz twarz!
– O co się modlić? O dwa kilogramy kawioru, które trzeba było wyrzucić do toalety? O wannę akrylową, którą zniszczyłaś? O śledzie, którymi zatrułaś swojego syna? I to choćby nie wszystko! Może wystarczy?
– Może w ogóle nie będę do was przychodzić? – obrażona stwierdziła teściowa.
– To niezły pomysł. Może lepiej my do was?
– Tak, mamo, to dobry pomysł!
– A ty tam też? – spojrzała na syna. – Synu! Tego się po tobie nie spodziewałam! Koniec, więcej nie będę po waszych progach stąpać!
Teściowa wstała z krzesła i poszłą do przedpokoju. W duchu miała nadzieję, iż ktoś ją zatrzyma, może przeprosi, ale nikt choćby nie wyszedł jej odprowadzić.
Kiedy drzwi za nią się zamknęły, małżeństwo odetchnęło z ulgą. Piotr kichał cały wieczór, znaleźli jeszcze jedną kałużę pod łóżkiem w sypialni, Ania musiała zrobić generalne sprzątanie, żeby pozbyć się całej sierści z mieszkania, ale teściowa obraziła się. Cóż, niech się obraża, byle tylko u siebie.