Zobacz, opowiem Ci historię, jaką miałam w głowie ostatnio aż mi się łezka w oku zakręciła. Słuchaj…
Julka wysiadła z autobusu, obładowana siatkami, szła powoli przez śnieg do swojego rodzinnego domu w podkrakowskiej wsi. Jestem w domu! zawołała, przekraczając próg. Julka, córeczko! wszyscy wpadli jej w ramiona. Mieliśmy przeczucie, iż dziś wrócisz!
Wieczorem, gdy siedzieli przy dużym stole, pachniało barszczem i makowcem, ktoś zastukał do drzwi. Pewnie sąsiedzi przyszli z życzeniami mama wzruszyła ramionami i poszła otworzyć. Wróciła jednak z gośćmi. Julka spojrzała na ludzi wchodzących do pokoju nie mogła uwierzyć własnym oczom.
***
A wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Julka siedziała cicho w autobusie, patrząc z żalem w okno i oglądając w oddali znajome pola i lasy. Na kolanach trzymała dużą torbę w kratę, mocno ją przyciskając do siebie. Spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba i tak była pełna na dodatek babcia na górę położyła sporą paczkę jeszcze ciepłych drożdżówek z jagodami, więc w autobusie unosił się apetyczny zapach ciasta.
Julka nie wytrzymała, rozsunęła zamek w torbie i wyciągnęła dwa rumiane słodkie drożdżówki.
Chcesz? zapytała chłopaka, który pewnie wysiadł wcześnie z jednej z okolicznych miejscowości. Ustąpił jej bez słowa miejsce przy oknie, czym zdobył jej sympatię.
Dzięki! odpowiedział z uśmiechem, od razu się ożywił.
Jestem Julka! przedstawiła się dziewczyna.
A ja Szymon! Jedziesz na studia?
Tak! W naszej gminie nie ma żadnego uniwersytetu czy technikum, szkolą tylko traktorzystów a ja raczej się na traktor nie nadaję!
Ja też na studia! westchnął Szymon. Ale i tak podoba mi się życie na wsi.
Do Krakowa jechali prawie cztery godziny. Po drodze zdążyli się lepiej poznać i zaprzyjaźnić. Gdy wysiadali na dworcu, wymienili się numerami telefonu, a potem każde z nich ruszyło w swoją stronę, do nowego życia.
***
Czas zleciał im na przygotowaniach do egzaminów wstępnych. Obojgu udało się dostać na wymarzone kierunki, euforia nie miała końca. Stres, obawy i nerwy były już za nimi; przed nimi wielkie plany i nadzieje.
Kiedyś, Szymon zadzwonił do Julki: Hej, Julka, co powiesz na świętowanie wstępu do studenckiego życia w jakiejś fajnej knajpce?
Ucieszyła się po pierwsze, lubiła Szymona, przy nim było naprawdę miło i swojsko. Prosty, sympatyczny, bez żadnego pozowania, nie to co niektórzy.
Spotkali się w centrum w ulubionej kawiarni o zabawnej nazwie Hipopotam. Siedzieli przy oknie, obserwując, jak na Wiśle pływają wycieczkowe łodzie, a megafony przewodników niosły się echem.
Ciekawe, dlaczego ta kawiarnia nazywa się Hipopotam? zapytała nagle Julka.
Szymon roześmiał się: Chyba dlatego, iż jak tu siedzisz i objadasz się słodkościami, to możesz wyjść stąd jak hipopotam!
Brzmi wiarygodnie! zaśmiała się Julka, wgryzając się w serniczek.
Potem często wracali do Hipopotama, i choćby zaczęli spotkania planować tak: spotkajmy się na naszym miejscu.
Właśnie tu, w tę magiczną noc, pierwszy raz się pocałowali. Julka zapamiętała ten pocałunek na zawsze delikatny, ale pełen namiętności.
Mijały tygodnie, uczucie rosło. Julka czuła, iż Szymon jest dla niej najbliższą osobą na świecie (oprócz rodziców, rzecz jasna).
Któregoś dnia, już na trzecim roku, Szymon powiedział jej: Julka, chodź zamieszkaj ze mną! A latem się pobierzemy!
Szymon, czy to właśnie tak się oświadcza po polsku? śmiała się Julka.
No chyba tak!
To muszę cię jeszcze zapytać, jak w tym filmie: Nie boisz się, iż będę ci się plątać przed oczami przez cały czas? żartowała dziewczyna.
Plątaj się, ile chcesz! śmiał się Szymon, obracając ją w ramionach na ulicy.
Wróciła do wynajmowanego mieszkania w świetnym humorze. Obok mieszkały jeszcze dwie koleżanki Weronika i Grażyna.
Co ty taka rozpromieniona dzisiaj! Promieniejesz szczęściem! Co się stało? zapytała Weronika.
Dziewczyny, prawdopodobnie niedługo się wyprowadzam do Szymona! świergotała Julka.
Zaprosisz nas na wesele? ucieszyła się Grażyna.
Wesele będzie latem, póki co chcemy tylko razem zamieszkać!
Julka, nie rób tego. Do lata jeszcze masa czasu, wszystko może się zmienić! Po co się tak spieszyć? wtrąciła Weronika.
Julka tylko się roześmiała: Weronika, nie bądź taka staroświecka! Teraz wszyscy tak żyją.
Nie jestem staroświecka! Po prostu nie akceptuję takich związków na próbę. Moja mama jest prawniczką znam historię, jak to się kończy obruszyła się Weronika.
Dobra, nie gniewaj się! Żartowałam przeprosiła Julka.
***
Julka myślała, iż to gadanie o życiu na próbę to bzdura, iż papier nie jest ważny, i iż ich miłość z Szymonem jest jedna na milion. Ale rozmowy z koleżankami zostawiły jej gdzieś w głowie cień niepewności, dlatego zwlekała z przeprowadzką.
Szymon po jakimś czasie już sam przestał o tym wspominać.
W środku grudnia Julka z dziewczynami chodziła po mieście. Śnieg skrzypiał, wypiętrzył się już na chodnikach, ozdoby świąteczne lśniły; nastrój był genialny, choć zimno dawało się we znaki. Właśnie przechodziły koło Hipopotama.
Chodźmy tam! Szymon i ja lubimy tu przesiadywać zaproponowała Julka.
No dobrze a czy to przypadkiem Szymon tam siedzi? powiedziała cicho Grażyna, wskazując na okno.
Julka spojrzała. Przy ich stole siedział rzeczywiście Szymon, a naprzeciw niego uśmiechnięta młoda dziewczyna, trochę młodsza od nich. Rozmawiali, żartował, a ona się śmiała.
Julka odwróciła się bez słowa.
Chyba pojadę do domu powiedziała cicho.
Idziemy z tobą! wykrzyknęły zgodnie Weronika i Grażyna.
W domu koleżanki przekonywały Julkę, iż Szymon pewnie tylko rozmawiał, żeby nie być dla wszystkich zaraz zazdrosną, iż to mogło być nieporozumienie Ale Julka pamiętała, jak czule Szymon patrzył na tamtą dziewczynę, w ich kawiarni, na ich miejscu.
To chyba zdrada powtarzała.
Przestała odbierać Szymonowi telefony, koleżanki miały mówić, iż jej nie ma, gdy przychodził.
W końcu, gdy dopadł Julkę przy uczelni, wziął ją za rękę i spytał: Julka, co się dzieje? Masz kogoś?
Spojrzała na niego ze zdziwieniem: I ty się jeszcze pytasz, czy ja mam kogoś? Umiesz zręcznie odwrócić kota ogonem! Puść mnie, spóźniam się na egzamin.
Wyrwała się, weszła do budynku, a Szymon, nie wiedząc co się dzieje, wrócił do siebie.
***
Julka, przeczuwając, iż dom to najlepsze lekarstwo na smutek, zdała sesję przed terminem i pojechała na święta do rodziców. Od razu poczuła, iż pod dachem rodzinnego domu łatwiej przetrawić rozczarowanie.
Od razu poprawił jej się humor, kiedy wysiadła z autobusu na przystanku pod domem, gdzie stare kasztany szumiały, a śnieg skrzypiał pod butami. Chłodne powietrze szczypało w policzki, a wiejska okolica błyszczała jak zaczarowana. Z kominów domów szedł lekki dymek. Julka uśmiechnęła się, chwyciła torbę z prezentami dla mamy, taty i babci i ruszyła do domu. Przechodząc przez furtkę, zauważyła, iż jej ukochana jodła przy płocie wygląda jakoś bardziej dorodnie mama ją przystroiła, jak za dawnych lat.
Wesołych Świąt! krzyknęła, wchodząc do domu.
Julka, córeczko! wszyscy rzucili się jej na szyję. Wiedzieliśmy, iż właśnie dziś wrócisz!
To był piękny dzień pełen wzruszeń. Szkoda tylko, iż zimą tak gwałtownie robi się ciemno.
Nic nie szkodzi, zapalimy lampki na choince pocieszył wszystkich tata.
Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy stole, ktoś zapukał do drzwi. Mama wzruszyła ramionami: Pewnie sąsiedzi z opłatkiem i poszła otworzyć.
Wróciła z Mikołajem i jego pomocnicą.
Szymon? zdziwiła się Julka, przyglądając się postaci Mikołaja i tej dziewczynie tej samej, którą widziała z nim w kawiarni. Jak mnie znalazłeś? I o co chodzi?
Szymon roześmiał się tym swoim donośnym, serdecznym śmiechem, dziewczyna również.
Twoje koleżanki powiedziały mi, gdzie szukać. Chcę cię też poznać z kimś ważnym: to moja młodsza siostra, Kinga!
Siostra? spytała Julka.
Tak, siostra! potwierdziła Kinga. Przecież jesteśmy podobni, jak się dobrze przypatrzysz!
Julce dosłownie kamień spadł z serca. Tyle czasu się zadręczałam, a wystarczyło zapytać pomyślała.
A Szymon ciągnął: W obecności twojej rodziny i mojej przedstawicielki mam do ciebie pytanie, Julka czy zostaniesz moją żoną? Wyjął z kieszeni małe pudełeczko z pierścionkiem.
Jasne, iż się zgadzam! rzuciła się mu na szyję Julka. To najpiękniejszy Sylwester w moim życiu!
Będzie ich jeszcze wiele obiecał Szymon. Bylebyśmy wszystkie nieporozumienia wyjaśniali od razu, otwarcie!
Zgoda! odetchnęła szczęśliwa Julka.

17 godzin temu





