Pilny apel schroniska w likwidacji. Jeszcze prawie sto psów czeka na swój dom

3 godzin temu

Około 90 psów z likwidowanego schroniska w Mąkosach Nowych wciąż pilnie szuka swojego domu. Przytulisko „Kocham psisko” zamyka działalność po ośmiu latach – a to ze względu na niewystarczającego środki finansowe do jego utrzymania.

W odpowiedzi na apel schroniska od kilku dni po psiaki zgłaszają się ludzie z całej Polski. Domy znalazło już ok. 180 czworonogów.

Jak mówi Robert Piątek, właściciel schroniska „Kocham psisko”, sytuacja jest dynamiczna.

Około 90 wyjechało do fundacji, a około 90 zostało adoptowanych do domów: Warszawa, Lublin, Kraków, Śląsk, praktycznie cała Polska – dodaje Piątek.

Aleksandra Pisarek, wolontariuszka schroniska, mówi, iż z pierwszymi problemami finansowymi schronisko borykało się już w zeszłym roku, wiosną.

Oni nie ukrywali tego, iż mieli trudną sytuację, nie ukrywali tego, iż potrzebowali karmy, iż potrzebowali domów tymczasowych. Apelowali pół roku o to. No, niestety. Część organizacji się zaangażowała, ale w pewnym momencie gdzieś te ludzkie możliwości po prostu się kończą. W okolicy mamy bardzo dużą bezdomność zwierząt. Tu nie ma kastracji, nie ma sterylizacji. Tu psy się rozmnażają. W okolicy Radomia jest bardzo duża bezdomność zwierząt – alarmuje wolontariuszka.

Adoptujmy i „patrzmy sercem”

Pani Judyta, wolontariuszka w schronisku „Kocham psisko”, apeluje do odwiedzających to miejsce i planujących adopcje, by nie działali pod wpływem emocji i nie podejmowali powierzchownych wyborów.

Akcja super, ale los piesków masakryczny. Przykre jest też to, iż ludzie, którzy przychodzą, po prostu mają wymagania. Piesek malutki, najlepiej suczka, piękny. A te pieski, które są może nieurodziwe? A są to naprawdę bardzo grzeczne pieski, które potrafią chodzić na smyczy idealnie. Więc ludzie niech otworzą serca i nie patrzą oczami, tylko sercem – apeluje wolontariuszka.

Jak z kolei podkreśla Aleksandra Pisarek, przytulisko szuka dla swoich podopiecznych tylko odpowiedzialnych domów.

Bardzo ważne, żeby to były przemyślane adopcje. Wczoraj tych adopcji było bardzo dużo – niestety jeden pies z takiej adopcji wrócił tego samego dnia. Dlatego to bardzo ważne, żeby nie robić tego pod wpływem emocji. Musimy pamiętać, iż to jest decyzja czasem na 5, 10, 15 lat – dodaje wolontariuszka.

Brak rąk do pracy

Jak mówi Katarzyna Włoskowicz, która swój wolny czas poświęca potrzebującym zwierzętom, w schronisku brakuje rąk do pracy przy psach.

Przede wszystkim obsługa psów tutaj – karmienie, sprzątanie po nich. No i też taka emocjonalna opieka, czyli zaopiekowanie się, wychodzenie z tymi psami, żeby one miały kontakt z człowiekiem – mówi Włoskowicz.

Warszawski „Paluch” z pomocą

Siedem psów z likwidowanego przytuliska „Kocham Psisko” trafiło do warszawskiego Schroniska Na Paluchu. Schronisko przejęło psy od Fundacji dla Szczeniąt Judyta.

Jak podkreślają pracownicy i opiekunowie „Palucha”, psy, które trafiają do warszawskiego przytuliska, objęte zostają opieką weterynaryjną i behawioralną, procesem socjalizacji oraz odpowiednim przygotowaniem do adopcji.

Obecnie w schronisku pracuje sześcioro wolontariuszy. Adoptować zwierzę powinni ci, którzy są na to gotowi, ale pomóc może każdy – pozostałym w schronisku podopiecznym potrzebna jest sucha i mokra karma dobrej jakości i w każdej ilości, a także osoby chętne do odśnieżania ich boksów.

Czytaj też:

Idź do oryginalnego materiału