To było wiele lat temu, gdy podróżowaliśmy z mężem samochodem przez Mazury, drogą wijącą się między gęstymi lasami sosnowymi. Szosa była wilgotna po niedawnym deszczu, a w powietrzu unosiła się cisza, którą przerywał jedynie szum opon po asfalcie. Rozmawialiśmy spokojnie, już myśląc o domu w Olsztynie, gdzie czekał na nas ciepły wieczór.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, tuż przed maską naszego auta na jezdnię wybiegł ogromny niedźwiedź brunatny. Mąż, Andrzej, ledwo zdążył gwałtownie zahamować. Samochód zatrząsł się, a moje serce zamarło ze strachu. Niedźwiedź stał może metr od maski i nagle uniósł się na tylne łapy, wyglądając jeszcze groźniej niż wcześniej.
Patrzył na nas przenikliwie, bez mrugnięcia oka. Potem, nie odrywając wzroku, zrobił powolny krok w naszą stronę. Jego pewność siebie mroziła mi krew w żyłach wydawało mi się, iż za chwilę rzuci się na nas, może z głodu. Zamknięte drzwi i szyby samochodu adekwatnie wcale nie dawały poczucia bezpieczeństwa.
Andrzej gwałtownie wrzucił wsteczny bieg i powolutku zaczął cofać, starając się nie drażnić drapieżnika żadnym gwałtownym ruchem. Obawiałam się, iż choćby nie zdążymy uciec, jeżeli niedźwiedź się rzuci. Strach sparaliżował mnie na dobre. Patrzyłam w szeroko otwarte, ciemne oczy zwierzęcia.
I właśnie wtedy, niespodzianie, wydarzyło się coś, co zapamiętam na zawsze.
Ogromna sosna, rosnąca przy samej krawędzi szosy, z trzaskiem runęła na ziemię. Ziemia zadrżała, a drzewo z hukiem padło tuż koło naszego samochodu może z metr bliżej i leżelibyśmy teraz pod nim. Uratowało nas prawdziwe szczęście
Niedźwiedź nagle podskoczył jak oparzony, odwrócił się w stronę lasu i w mgnieniu oka zniknął wśród zarośli. Las z powrotem pogrążył się w ciszy, jakby nic niesamowitego się nie wydarzyło.
Minęły dekady, odkąd to się stało, a ja wciąż często o tym myślę. Czy niedźwiedź chciał nas zaatakować? A może próbował nas ostrzec przed przewracającym się drzewem? Albo po prostu sam się przestraszył? Odpowiedzi nie znam. Ale jego spojrzenia, tej ciszy i napięcia w powietrzu nie zapomnę już nigdy.

7 godzin temu







