Pixar od lat udowadnia, iż potrafi opowiadać historie o każdym i wszystkim – od pozornie martwych przedmiotów, po emerytowanych superbohaterów, na samochodach z emocjami kończąc. A Hopnięci wpisują się w tę tradycję idealnie.
Choć film na pierwszy rzut oka może wydawać się jednym z bardziej przyziemnych pomysłów studia, w rzeczywistości porusza bardzo ważne kwestie i robi to w niezwykły sposób. W końcu nie codziennie oglądamy film o dziewczynie, która ratuje przyrodę… wcielając się w bobra.
Historia skupia się na Malwinie – studentce, która od dziecka czuje silną więź z naturą. Najważniejszym miejscem jej dzieciństwa było niewielkie jeziorko na obrzeżach miasteczka. To tam spędzała czas, obserwując zwierzęta i ucząc się, jak działa świat przyrody. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy lokalne władze postanawiają przeprowadzić przez ten teren nową drogę. Dla urzędników to tylko kolejna inwestycja, ale dla Malwiny – zniszczenie najważniejszego miejsca w jej życiu.
W pewnym momencie dziewczyna znajduje sposób, by powstrzymać nikczemnych inwestorów. Malwina odkrywa technologię zdolną przenieść ludzką świadomość do sztucznego ciała robota – ubranego w futerko i płaski bobrzy ogon. Z jej pomocą główna bohaterka wymyśla, jak sprzeciwić się ludziom zagrażającym jej domowi – i wykorzystuje do tego mieszkańców lasu.
Muszę przyznać, iż sam pomysł brzmi jak typowa, lekka animacja dla dzieci. Ale Hopnięci to coś więcej. Film znajduje miejsce między innymi na dużą dawkę humoru – od żartów sytuacyjnych po bardziej ironiczne, skierowane do starszego widza. Sporo zabawnych scen opiera się także na samym zagubieniu dziewczyny w pozornie obcym świecie. Próbuje ona odnaleźć się wśród zwierząt, gdzie jednak obowiązują całkiem inne zasady niż wśród ludzi.
fot. materiały promocyjneJednym z ciekawszych elementów filmu jest jednak nie humor, a sposób przedstawienia zwierząt. Przede wszystkim uwagę przykuwa nastawienie fauny do samej siebie – zwierzęta nie mają nic przeciwko temu, żeby silniejszy osobnik zabił słabszego i go zjadł. Choć dla nas wydaje się to absurdalne, to dla nich jest to całkiem normalne. Inną ciekawą kwestią jest też sposób przedstawienia ich z perspektywy człowieka. Kiedy obserwujemy świat z punktu widzenia zwierzaków, zachowują się one niemal jak ludzie – rozmawiają, gestykulują i okazują emocje. Gdy jednak pojawiają się w zasięgu ludzkiego wzroku, stają się zwykłymi zwierzętami. Uważam, iż to bardzo interesujący pomysł ze strony twórców. Dzięki temu zyskują oni plac zabaw, na którym mogą bawić się formą świata przedstawionego, podkreślając przy tym dystans między naturą a człowiekiem.
Równie dobrze wypada sama główna bohaterka – Malwina. To postać, z którą łatwo można się utożsamić. W pełni rozumiemy jej motywy i dlaczego zwykłe jezioro jest dla niej tak ważne. Dla inwestorów to kolejne miejsce na stworzenie czegoś dochodowego kosztem zwierząt, dla dziewczyny zaś to osobisty atak na jej drugi dom. Nie dziwi więc fakt, ile jest w stanie zrobić aby powstrzymać ludzi od zniszczenia tegoż miejsca.
Na wyróżnienie zasługuje także dubbing w polskiej wersji językowej. Alicja Bobruk wypada świetnie jako Malwina, podobnie zresztą jak Paweł Aigner wcielający się w króla Karola. Słychać, iż aktorzy włożyli w swoje role całe serducho, a to ogromny plus. Podobnie jak decyzja polskiego dystrybutora, aby przetłumaczyć imiona i nazwiska bohaterów. W mojej ocenie to bardzo dobry ruch – dla młodego widza, do którego kierowana jest produkcja, łatwiej przyswoić polskie imiona niż zastanawiać się co oznaczają ich angielskie odpowiedniki. Starszy odbiorca za to doceni starania i zabawę słowem, aby tłumaczenie brzmiało naturalnie i pasowało do świata Malwiny.
fot. kadr z filmuFilm niestety nie opiewa w same superlatywy. Jego największym grzechem jest scenariusz. Historia wydaje się interesująca i wciągająca, ale film nie zawsze potrafi dobrze ją przedstawić. Niektóre postacie pojawiają się tylko na chwilę i trudno się z nimi naprawdę zżyć. Podobnie wypada główny antagonista – burmistrz odpowiedzialny za budowę drogi. Z jednej strony jest on bardzo realistyczny, ale z drugiej – idealnie wpisuje się w ramy stereotypowego urzędnika i mało w nim pełnoprawnego człowieka. Dla jednych może to być ogromna zaleta, dla innych wręcz przeciwnie. Według mnie wybór takiej postaci był trafny i dobrze wpasowuje się to w świat Hopniętych.
Pod względem wizualnym Hopnięci wypadają genialnie. Animacja jest naprawdę ładna i dopracowana, a projekty zwierząt mają widoczny charakter. To, wraz z ważnym przesłaniem, jaki ten film za sobą niesie, sprawia, iż animacja jest bardzo przyjemna w odbiorze. Ma sporo energii, kilka naprawdę zabawnych scen i istotny przekaz o tym, iż człowiek nie stoi ponad naturą, ale jest jej integralną częścią.
fot. główna: materiały promocyjne

4 godzin temu






