Ford wisiał na gałęziach, kierowca zniknął. Było niebezpiecznie. Do działań przystąpiły służby

2 godzin temu

Kierowcy, którzy w sobotni poranek wybrali się na zakupy lub do pracy w Gostyniu, wjeżdżając do miasta z kierunku Starego Gostynia, mogli zauważyć samochód osobowy „wiszący” na skarpie nasypu kolejowego. Zdemolowane auto - najprawdopodobniej po uderzeniu w nasyp - znajdowało się po prawej stronie mostu, utknęło między drzewami. I prawdopodobnie tylko to sprawiło, iż nie zjechało z powrotem na drogę.

Wówczas byłoby zamieszanie: ustawiony w poprzek jezdni samochód mógłby zablokować przejazd, ktory i tak w tym miejscu jest zwężony. Poza tym mogłoby dojść do groźnego wypadku, gdyby samochód, bez kierowcy zderzył się z innym pojazdem, przejeżdżającym ul. Starogostyńską. Co więcej - ścieżka leśna, nad którą wisiał samochód, jest uczęszczana - zwłaszcza podczas weekendu - przez miszkańców amatorsko trenujących bieganie czy nordic walking. Oderwanie konaru czy złamanie drzewa, na którym zawisł samochód mogło doprowadzić do nieszczęścia również w tym przypadku.

Co z kierowcą? Przez kilka godzin był, jak Yeti - służby i mieszkańcy, przejeżdżający obok samochodu, o nim mówili, ale nikt go nie widział. Podobnie, jak tablic rejestracyjnych. Między drzewami pozostał samochód marki Ford, wewnątrz otwarte poduszki powietrzne.
Gostyńscy policjanci od rana otrzymywali sygnały od użytkowników drogi, którzy zauważyli pojazd na skarpie. Około godz. 9.00 do usunięcia auta z nasypu zaangażowano straż pożarną.

Idź do oryginalnego materiału