– Świat jest bardziej zglobalizowany.
Mamy szereg różnych obszarów, które będą świadczyły o tym, iż dany produkt nie jest polski. Chociaż będą etykietki wskazujące na to, iż jest polski albo będzie oznaczenie 590 w kodzie kreskowym, to wcale nie musi oznaczać, iż jest to produkt polski – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Paweł Cybulski, prezes Stowarzyszenia Certyfikowanych Audytorów i Kontrolerów Wewnętrznych.
Prefiks 590 oznacza Polskę
Niedawna kontrola Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) dotycząca mięsa wieprzowego wykazała przypadki oznaczania go jako produkt Polski, choć dokumentacja wskazywała na zagraniczne pochodzenie zwierząt. – Obecne certyfikaty i oznaczenia na produktach niezupełnie świadczą o tym, iż jest to produkt polski. Powiedziałbym nawet, iż bardzo często wprowadzają konsumenta w błąd – ocenia Paweł Cybulski. Jak podaje IJHARS, prefiks 590 oznacza Polskę. Nie jest to jednak tożsame z tym, iż krajem produkcji danego produktu była Polska, ani z tym, iż produkt został tu wytworzony. Jest to jedynie informacja, iż firma, pod której marką produkt jest sprzedawany, zarejestrowana jest w polskim oddziale GS1, czyli międzynarodowej organizacji zajmującej się zarządzaniem systemem znakowania produktów kodami kreskowymi.
Produkt oznaczony kodem kreskowym 590 może być produkowany za granicą lub kupowany w innym państwie, przepakowywany i sprzedawany w Polsce pod własną marką. choćby wtedy będzie na nim widniał kod oddziału polskiego. Zdarzają się przypadki, kiedy produkt ma kod zaczynający się od cyfr innych niż 590, mimo iż został wyprodukowany w Polsce. Dzieje się tak wtedy, gdy firma, pod której marką jest on sprzedawany, zarejestrowała się w zagranicznym oddziale GS1.
Nieprawidłowości wykryto w 13 z 89 sklepów i w 31 z 293 partii mięsa
– Musimy uporządkować w całości ten system, jeżeli chcemy mówić o patriotyzmie gospodarczym i promować produkt polski – ocenia Paweł Cybulski. – Musimy spojrzeć tutaj na kilka ważnych kwestii. Po pierwsze, jest to kwestia własności, czyli kto jest właścicielem produktu, kto go tworzy. Mamy globalizację, więc może nim być osoba zagraniczna, która będzie bazowała na produkcie polskim, wykorzystywała polskie materiały, ale tak naprawdę właściciel będzie zagraniczny. My też do końca nie wiemy, czy to jest właściciel obcy, czy może jest to Polak, ponieważ bardzo często się zdarza, iż mamy dość mocno rozbudowane łańcuchy właścicielskie. Ostatecznym beneficjentem może być Polak, który znajduje się w tzw. raju podatkowym.
Podczas niedawnej kontroli mięsa wieprzowego inspektorzy IJHARS stwierdzili przypadki podawania nieprawidłowych informacji o pochodzeniu mięsa. Nieprawidłowości wykryto w 13 z 89 sklepów i w 31 z 293 partii mięsa. Obejmowały one m.in. brak informacji i flag, a także błędny kraj pochodzenia. Zdarzało się, iż na wywieszkach wskazywano Polskę jako miejsce chowu i uboju, podczas gdy dokumentacja producenta potwierdzała pochodzenie mięsa z Belgii, Danii, Niemiec, Irlandii, Holandii czy Hiszpanii. Występowały także sytuacje odwrotne, np. gdy na wywieszce podawano Belgię lub Hiszpanię jako miejsce chowu i uboju, mimo iż zwierzęta faktycznie były chowane i poddane ubojowi w Polsce. Kontrole wykazały również przypadki nieuprawnionego oznaczania mięsa jako „Produkt Polski”, choć dokumentacja wskazywała na zagraniczne pochodzenie zwierząt.
Każdy produkt, który jest polski, niekoniecznie z kapitału czy właściciela, powinien służyć naszej wspólnocie narodowej
Eksperci wskazują, iż w takich przypadkach możemy mieć do czynienia ze zjawiskiem polishwashingu, czyli celowym budowaniem wrażenia, iż dany produkt, marka lub usługa są całkowicie polskiego pochodzenia, choć nie potwierdzają tego fakty dotyczące miejsca wytworzenia produktu lub pochodzenia jego składników. To zjawisko może wynikać stąd, iż wielu konsumentów szuka na półkach krajowych wyrobów. W 2025 r. 84,2 proc. Polaków deklarowało, iż mając możliwość wyboru, należy kupować produkty polskiego pochodzenia – wynika z raportu Fundacji „Teraz Polska” z 2026 r. Kraj pochodzenia znajduje się wśród trzech najważniejszych kryteriów codziennych zakupów dla 24,4 proc. badanych (obok ceny i jakości).
– Popatrzyłbym na to kryterium szerzej i nie unaradawiał produktu, tylko zadał pytania: na ile on służy Polsce, naszej wspólnocie, na ile ją wzmacnia, czy z tego powodu są dodatkowe wpływy podatkowe, czy ten produkt ma wpływ na lokalną społeczność, czy przedsiębiorca w jakiś sposób uczestniczy w życiu społecznym naszej wspólnoty, czy tylko opiera się na zyskach i transferuje je za granicę – wymienia Paweł Cybulski. – Konstytucja w art. 1 mówi, iż Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, a więc każdy produkt, który jest polski, niekoniecznie z kapitału czy właściciela, powinien służyć naszej wspólnocie narodowej.
Promocja polskich producentów praktycznie odbywa się w sposób szczątkowy, jeszcze nie za bardzo wyraźny
Możliwość stosowania oznakowania „Produkt Polski” istnieje w Polsce od 2017 r. W świetle tych przepisów produkty muszą być wyprodukowane z surowców wytworzonych na terenie Polski, z tym iż w produktach przetworzonych dopuszcza się użycie importowanych składników (np. przypraw, bakalii) w ilości do 25 proc. ich masy, o ile takie składniki nie są wytwarzane w kraju.
– Promocja polskich producentów praktycznie odbywa się w sposób szczątkowy, jeszcze nie za bardzo wyraźny. Mamy pełną świadomość tego, iż ona powinna być, ale nie odbywa się w sposób adekwatny. Natomiast mamy próby pokazywania, co jest dla nas bardzo istotne, m.in. rejestr dużych podmiotów, które płacą podatki w Polsce. Możemy powiedzieć, iż to są podmioty narodowe, chociaż mogą mieć kapitał zagraniczny – podkreśla ekspert.

5 godzin temu



