Dzień pełny telefonów i uśmiechów

1 tydzień temu

Dziś są jej urodziny. Od rana dzwoniły życzenia, utrudniając zbieranie się do pracy, choć cieszyło, iż pamiętali…

Córka Zosia przypomniała, iż po pracy ma wpaść do nich: ugotować obiad, pobawić się z wnukiem Kubą, pomóc w lekcjach…

Potem trzeba zajrzeć do teściów, zostawić zakupy kupione po drodze, wreszcie wrócić do domu i nakarmić męża.
Wieczorem może się wreszcie zrelaksować – przy telewizorze wypić z nim lampkę wina na toast. O ile stają siły. jeżeli nie – trudno. Przywykła…
Najważniejsze, by wszystkim dogodzić. Wszystkich nakarmić. Żeby byli zadowoleni. Czy potrzebuje innych prezentów? jeżeli oni szczęśliwi – to i ona…

Dwa koty – stary Mruczek i młody Puszek – śledzili gospodynię. Młody mruknął:
— Szczęściarze z nas. Kto by się tak nami opiekował?
Stary zmarszczył brew:
— A kto zaopiekuje się nią? Nie starucha przecież… Ledwo czterdzieści pięć. A w tych znoszonych łachach wygląda na sześćdziesiąt. I nikt choćby w urodziny nie odciąży jej od obowiązków.

— Dziwne myśli chodzą ci po głowie — zdziwił się Puszek.
— Podniosła mnie ślepego kociaka ze śmietnika — westchnął Mruczek. — Karmiła butelką. Widziałem, jak z radosnej dziewczyny zmienia się w zmęczoną przedwcześnie starzejącą się kobietę.
— Co ci do tego? Karma pełna, głaskanie. Śpimy, gdzie chcemy. Czego więcej?
— Trzeba spłacić dług — mruknął Mruczek. — Zrozumiesz kiedyś…

***
Następnego ranka Mruczek zniknął. Jakby przeleciał przez ścianę!
Alicja poszła do pracy przygnębiona. Po zmianie jak zwykle: obiad u Zosi, pomoc teściom, kolacja dla męża…
Na poszukiwania czasu brak. Wieczorem, biegnąc przez kałuże, usłyszała:
— Piękna pani, pomoże staruszkowi?

Starzec w czarnych okularach opierał się na lasce.
— Oczywiście — podała mu rękę.
— Gdzie tak pędzisz? — spytał, zmuszając ją do siadu.
Coś znajomego było w jego głosie.
— Trampki masz stare — przerwał.
— Skąd pan wie?
— Ślepy, nie głuchy. Słyszę, jak chlupią.
— Kurtkę mam nową — bąknęła.
— Córka oddała? — uśmiechnął się, dotykając materiału.
— Wszystko pan wie — obraziła się.
— Nie gniewaj się, córeczko — mruknął, a jego wąsy zadrgały jak kocie.

— Kiedy masz urodziny?
— Wczoraj… — głos się załamał. Nagle zaczęła kłamać: — Córka dała suknię od projektanta! Mąż przyniósł róże i perfumy za pół pensji! Teściowie urządzili przyjęcie z krakowskiej restauracji! Tańczyliśmy całą noc…

Starzec milczał.
— Nie wierzy pan?
— Znam cię od dawna — odparł. — Chodź, dam ci prezent.
— Nie mogę! Dom pełen obowiązków…
— Poczekają — warknął stanowczo.

***
Wrócili nocą. Alicja w sukni projektu Łukasza Jemioły, fryzurze z najlepszego salonu w Poznaniu. Kelnerzy z restauracji dostarczyli zakupy pod drzwi.
— Dziękuję — pocałowała staruszka. — Kim pan jest?
Pogładził jej twarz. Przypomniała sobie, jak Mruczek ocierał się o policzek…

W drzwiach stanęli: mąż Robert, teściowie, Zosia z rodziną.
— Gdzieś była?! Sprawdzaliśmy szpitale!
— Świętowałam z przyjacielem rodziców. O, proszę… — odwróciła się, ale starzec zniknął.

— Jaka pani olśniewająca! — zachwycił się zięć.
— Lata po knajpach z dziadami — warknęła teściowa. — Skąd na te szmatki?
— Pewnie! Wszystkie złotówki na was łożę — skinęła głosno. — Sobie nie wolno?
Teściowie trzasnęli drzwiami.
— Świetnie — uśmiechnęła się do męża. — Nie chcę ich więcej widzieć.

— Wpadnę do was… Może za miesiąc.
Gdy rodzina wyszła, skinęła:
— Zanieś zakupy. Zrób herbatę. Idę pod prysznic. Zmęczyłam się… Tańczyłam całą noc.
Robert długo stał z otwartymi ustami, w końcu… Ugotował obiad, ułożył produkty, choćby przyniósł czekoladki.

***
Mruczka znalazła w szafie. Uśmiechał się w ostatnim śnie…
Pochowała go pod dębem za blokiem. Wracając, przy śmietniku ujrzała znajomą postać.
Pobiegła, ale starzec zniknął. Został tylko malutki kotek.
— Chodź do domu — wzięła go na ręce.
— Wiem — zamruczał kociak. — Wiem…

Idź do oryginalnego materiału