– Nie ma wątpliwości, iż karmniki pozwalają nam lepiej poznać ptaki zimujące w naszym otoczeniu. Sikory różnych gatunków, dzięcioły, kowaliki, pełzacze, a także dzwońce, czyże, grubodzioby czy coraz częściej zimujące zięby stają się niemal domownikami. Obserwując je z bliska, możemy podziwiać detale upierzenia, wsłuchiwać się w głosy kontaktowe i śledzić złożone relacje społeczne – mówi prof. Piotr Tryjanowski z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Problemy i zależności
Jednak czy dokarmianie pomaga tym gatunkom, które rzeczywiście potrzebują wsparcia? Paradoksalnie to właśnie najczęstsi bywalcy karmników – sikory, kowaliki, pełzacze, kosy czy dzięcioły duże – należą do gatunków, których liczebność w wielu regionach Europy utrzymuje się na stabilnym poziomie, a choćby rośnie. Jednocześnie wiele ptaków wędrownych, podejmujących trud dalekich migracji do Afryki czy Azji, walczy z coraz większą konkurencją po powrocie na lęgowiska. Zajęte wcześniej dziuple i terytoria mogą oznaczać dla nich przegraną w walce o miejsce do rozrodu. Takie zależności konkurencyjne są dziś opisywane nie tylko w Europie, ale w całej strefie umiarkowanej.
To jednak nie jedyny problem. – Badania pokazują, iż w niektórych regionach pokarm dostarczany przez człowieka może stanowić choćby 75 procent dziennej diety ptaków. W Wielkiej Brytanii, gdzie średnio przypada około 100 karmników na kilometr kwadratowy, ptaki niemal nie muszą szukać naturalnego pożywienia. Angielscy badacze otwarcie pytają, czy w efekcie ptaki nie stają się mniej dzikie i bardziej uzależnione od człowieka – mówi poznański ornitolog.
Skala zjawiska
W Wielkiej Brytanii ptaki regularnie dokarmia około 17 milionów gospodarstw domowych. Rocznie przeznacza się na ten cel około 250 milionów funtów, kupując blisko 150 tysięcy ton paszy. Podobne trendy, choć oczywiście w innych proporcjach, widoczne są także w wielu innych krajach. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy tych środków nie można byłoby przeznaczyć na bardziej systemowe formy ochrony przyrody.
– Do listy wątpliwości dochodzą także kwestie sanitarne. Karmniki, zwłaszcza źle utrzymane, mogą stać się miejscami rozprzestrzeniania chorób, które łatwo przenoszą się między ptakami skupionymi w jednym miejscu. Nie oznacza to, iż obserwowanie ptaków przy karmniku jest czymś złym. Wręcz przeciwnie, to znakomite narzędzie edukacyjne, często pierwszy krok do zainteresowania się przyrodą. Problem pojawia się wtedy, gdy dokarmianie staje się masowe i bezrefleksyjne. Wówczas konsekwencje odczuwają nie tylko pojedyncze ptaki, ale całe populacje i ekosystemy – stwierdza prof. Tryjanowski.
Ptaki potrafią o siebie zadbać
Coraz częściej badacze podkreślają: dodatkowe jedzenie zimą nie zawsze jest potrzebne, a czasem może przynieść więcej szkody niż pożytku. jeżeli więc dokarmiamy zwierzęta, róbmy to z rozwagą, świadomi możliwych skutków. Warto też pamiętać, iż troska o przyrodę nie musi oznaczać karmnika za oknem. Dużo bardziej wartościowe i przynosi znacznie lepsze efekty jest pozostawienie dzikich fragmentów ogrodu, tworzenie rezerwatów, ochrona siedlisk czy po prostu ograniczenie ingerencji człowieka w środowisko.
I zamiast kolejnej garści słonecznika, może warto wybrać się na zimowy spacer po polach i lesie. To właśnie tam najłatwiej zobaczyć, iż ptaki, choćby w trudnych warunkach, potrafią radzić sobie same. Zmiana utartych schematów myślenia nie jest łatwa, ale warto raz jeszcze po prostu… przemyśleć dokarmianie. Z myślą o ptakach, ludziach i relacjach między nami a dziką przyrodą.
Źródło: Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, fot. PickPik/ CC0

16 godzin temu



