Zmarznięty kociak o nietypowym pyszczku pojawił się przy polskim sklepie i błagał o pomoc

4 godzin temu

Zmarznięte kociątko o niezbyt urodziwej mordce pojawiło się pewnego ranka przy osiedlowym spożywczaku w małym miasteczku niedaleko Lublina. Trudno stwierdzić, czy przyszło tam samo, czy ktoś je podrzucił. Ta maleńka, futrzasta koteczka kręciła się po parkingu, podkurczała łapki i trzęsła z zimna oraz wilgoci. Jej żałosne miauuu nie wzruszało jednak przechodniów cała pyszczyna pokryta strupkami, oczka zwężone, sierść na szyi i uszach mocno przerzedzona. Skąd się tam wzięła, nikt nie wiedział, ale wyglądała bardzo żałośnie.

Sprzedawczynie z lokalnego sklepu raz na jakiś czas wpuszczały biedulkę do środka, żeby się trochę ogrzała. choćby zaaplikowały jej krople przeciwko pasożytom, ale kilka to pomogło. Koteczka codziennie zjawiała się pod sklepem i niezmiennie prosiła o odrobinę ciepła i uwagi, jakby ustaliła sobie dyżur przy wejściu.

Zima zbliżała się wielkimi krokami, a mała, która już teraz szczękała zębami przy minus pięciu stopniach, na pewno nie przeżyłaby mroźnych nocy przy minus piętnastu czy dwudziestu. Jedna ze sprzedawczyń przypomniała sobie, iż latem przygarnęliśmy już kotka podrzuconego pod ten sam sklep, i ponownie zwróciła się do nas z prośbą o pomoc.

Kiedy tylko przyjechaliśmy po tę biedulkę, zaczęła wirować między naszymi nogami i wokół transportera, jakby czuła, iż to jej ostatnia szansa na wyście z ulicy. Stawała na tylnych łapkach, oplatała nas ogonkiem i całym swoim jestestwem próbowała się przypodobać.

Już po kilku zdjęciach widać było, iż kicia walczy ze świerzbem. Na szczęście choroba nie była w zaawansowanym stadium i dobrze reagowała na leczenie. Kropelki na kark takie jak polski Advocate czy Stronghold podziałały błyskawicznie.

Kiedy w końcu znalazła się w ciepłym domu tymczasowym, zaczęła mruczeć tak głośno, jakby była małym traktorkiem i tuliła się bez przerwy. Przez pierwsze dni tylko jadła i drzemała na zmianę, regenerując siły.

Imię nasunęło się samo Pyza. Ta dziewczynka naprawdę przypominała taką małą, nieforemną pyzę nierówną, trochę zabawną, ale absolutnie uroczą. Sierść na uszach i łapkach jeszcze odrastała, ale to był tylko kwestia czasu. Pyza była już umówiona na sterylizację i z dnia na dzień stawała się coraz zdrowsza, zadbana i śliczna prawdziwa polska koteczka z wielkim sercem.

Idź do oryginalnego materiału