Zięć dostaje więcej niż syn

3 godzin temu

– Jak to rozumieć? – Wojciech wymachiwał testamentem tuż przed nosem notariusza. – Mieszkanie dla zięcia, domek dla zięcia, samochód dla zięcia! A dla mnie co? Przecież jestem synem, rodzonym synem!

– Wojciechu Marianowiczu, proszę się uspokoić – notariusz poprawiła okulary i surowo spojrzała na rozgniewanego mężczyznę. – Pański ojciec miał pełne prawo rozporządzać swoim majątkiem według własnego uznania.

– Ale to niesprawiedliwe! – głos Wojciecha przeszedł w pisk. – Krzysiek ożenił się z moją siostrą ledwie pięć lat temu, a dostał więcej ode mnie! Gdzie sprawiedliwość?

Krzysztof siedział na krześle w kącie gabinetu, zaciskając pięści. Jego twarz była blada, a oczy czerwone od niewyspania. Nie odzywał się, ale po jego minie widać było, iż sytuacja sprawia mu taki sam ból jak Wojciechowi.

– Wojtek, przestań wrzeszczeć – cicho, ale stanowczo odezwała się Kinga, siostra Wojciecha i żona Krzysztofa. – Tato wiedział, co robi.

– Ty też się zamknij! – warknął brat. – Twój mężulek pewnie namówił ojca, żeby zmienił testament, gdy ten był chory.

Krzysztof gwałtownie wstał.

– Powtórz to jeszcze raz – w jego głosie zadźwięczało ostrzeżenie.

– Powtórzę! – Wojciech odwrócił się do zięcia. – Wykorzystałeś chorego staruszka, ot co zrobiłeś! Wkręciłeś się w łaski, udawałeś troskliwego, a tak naprawdę tylko czekałeś na spadek!

– Wojtek! – Kinga zerwała się z miejsca. – Jak śmiesz! Krzyś opiekował się tatą dzień i noc, gdy leżał w szpitalu. A gdzie byłeś ty? Gdzie był rodzony syn?

– Pracowałem! Mam swoją rodzinę, dzieci! Nie mogłem wszystkiego rzucić i lecieć do pielęgniarza!

– A Krzysiek mógł? – Kinga podeszła do brata. – On nie ma rodziny? Nie ma pracy? Brał urlopy, zwolnienia, nie spał po nocach!

Notariusz westchnęła i stuknęła długopisem w stół.

– Drodzy spadkobiercy, proszę wyjaśniać sprawy poza moim gabinetem. Testament został sporządzony zgodnie z prawem i należycie poświadczony. Marian Janowicz był w pełni władz umysłowych w chwili podpisywania dokumentu. Są na to stosowne zaświadczenia lekarskie.

Wojciech chwycił kopię testamentu i jeszcze raz przebiegł wzrokiem po tekście.

– Trzypokojowe mieszkanie na Wawelskiej – Krzysztofowi Aleksandrowi Kowalskiemu. Domek letniskowy w Konstancinie – Krzysztofowi Aleksandrowi Kowalskiemu. Samochód „Skoda” – Krzysztofowi Aleksandrowi Kowalskiemu. – Głos mu drżał z wściekłości. – A Wojciechowi Marianowiczowi Nowakowi – garaż i narzędzia ogrodowe. Narzędzia ogrodowe! Łopaty i grabie!

– I jeszcze pięćdziesiąt tysięcy złotych – dodała notariusz. – Niech pan tego nie pomija.

– Pięćdziesiąt tysięcy! – Wojciech zaśmiał się gorzko. – Za mieszkanie teraz płacą osiemset tysięcy, domek wart z trzysta, auto prawie nowe. A dla mnie pięćdziesiąt tysięcy! Jak jałmużnę!

Krzysztof nie wytrzymał i odezwał się:

– Wojtek, ja nie prosiłem Mariana Janowicza o nic. Wręcz przeciwnie, gdy mi powiedział, iż chce zmienić testament, odradzałem mu to. Mówiłem, iż wszystko powinno iść dzieciom.

– No tak, jasne, odradzałeś! – prychnął Wojciech. – Bardzo ci wierzę!

– A co odpowiedział tata? – spytała Kinga męża.

Krzysztof ciężko westchnął.

– Powiedział: „Krzyś, syn mam krwi, ale ty stałeś mi się bliższy. Wojtek pojawia się tylko, gdy potrzebuje pieniędzy. A ty przychodzisz bez powodu, pytasz, pomagasz”. To jego słowa, nie moje.

Wojciech zbladł.

– On tak nie mówił.

– Mówił – potwierdziła Kinga. – Sama słyszałam. Tata bardzo bolał, iż tak rzadko go odwiedzasz.

– Mam obowiązki! Pracę! Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na całodniowe siedzenie przy starcach!

– Nikt Krzysztofa nie zmuszał – Kinga wróciła na krzesło. – Robił to z własnej woli. Bo kochał tatę.

Zapadła cisza. Notariusz zbierała papiery, wyraźnie chcąc jak najszybciej zakończyć tę nieprzyjemną sytuację.

– Zaskarżę testament – w końcu oświadczył Wojciech. – Znajdę sposób, by udowodnić, iż tata nie był przy zdrowych zmysłach.

– Proszę bardzo – Krzysztof wzruszył ramionami. – To pańskie prawo.

– Wojtek, opamiętaj się – poprosiła siostra. – Po co psuć rodzinne relacje? Taty nie ma, ale my zostaliśmy. Naprawdę poróżnimy się przez pieniądze?

– Łatwo ci mówić! – wybuchnął brat. – Twój mąż wylądował w ciepłym gniazdku, a ja co? Całe życie liczyłem na spadek po ojcu! Chciałem sprzedać mieszkanie, kupić większe, opłacić dzieciom studia!

– A my nie mieliśmy planów? – Krzysztof podszedł do okna. – Myślisz, iż cieszę się z tej sytuacji? Że jest mi miło, iż między nami tak się popsuło?

– To zrzeknij się spadku – zaproponował Wojciech. – Skoro ci tak nie po drodze.

– Nie zrzeknę się – stanowczo odparł Krzysztof. – Bo to była ostatnia wola twego ojca. I ja ją szanuję.

Kinga wzięła męża za rękę.

– Krzyś ma rację. Tato był rozsądnym człowiekiem, wiedział, co robi.

– Oczywiście, iż wiedział! – Wojciech znów wybuchnął. – Wiedział, iż można skrzywdzić rodzonego syna, a obcego już nie! Wiedział, iż zniosę wszystko, bo jestem synem!

– A może wiedział coś jeszcze? – cicho spytała Kinga.

– Co masz na myśli?

Siostra zawahała się, po czym spojrzała bratu prosto w oczy.

– Może pamiętał, jak trzy lata temu pożyczyłeś od niego pieniądze na auto?

– No pożyczyłem, i co? Syn nie może poprosić ojca o pomoc?

– Może. Ale obiecałeś oddać za pół roku. Minęły trzy.

Wojciech zaczerwienił się.

– Zamierzałem zwrócić! Tylko okoliczności…

– A może pamiętał, jak obiecałeś mu remont łazienki, wziąłeś kasę na materiały i zniknąłeś na miesiąc?

– Przecież potem zrobiłem ten remont!

– Po pół roku! I tylko dlatego, iż tata zagroził sądem!

Krzysztof milczał, obserwując tęI Wojciech odszedł, zamykając za sobą drzwi, ale w jego sercu pozostał cień goryczy, podczas gdy Krzysztof z Kingą trzymali się za ręce, wiedząc, iż to, co otrzymali, było nie tylko majątkiem, ale dowodem miłości i zaufania, które trudno było przeliczyć na złotówki.

Idź do oryginalnego materiału