Zagubiony syn
Grażyna wychowuje syna sama. Po rozwodzie, który następuje od razu po porodzie, bo jej mąż okazuje się pijakiem, zostaje sama z dzieckiem. Pomaga jej ojciec nie tylko w opiece, ale i finansowo. Bez niego Grażyna nie wyobraża sobie, co by robiła.
Po rozwodzie pieniądze dramatycznie spadają, a były mąż nie płaci alimentów. Grażyna musi wrócić do pracy. Wtedy ojciec wzdycha i mówi:
No dobra, musisz iść do pracy. Ja zajmę się Łukaszem. Nie martw się.
Łukasz spędza więc cały czas z dziadkiem. Grażyna trochę im zazdrości, bo syn bardzo przywiązuje się do starca, a ona po godzinach w pracy nie ma czasu dla niego.
Pewnego poranka Grażyna szykuje się do wyjścia, gdy Łukasz wstaje wyjątkowo wcześnie i radośnie woła:
Dziś idziemy po grzyby z dziadkiem, prawda?
Grażyna odwraca się do ojca i pyta:
Dziadku, naprawdę? Gdzie zamierzacie iść?
Do Puszczy Bieszczadzkiej, słyszałem, iż tam rosną podgrzybki odpowiada Stanisław.
Stanisław od zawsze uwielbiał wędkarstwo i grzybobranie i od dziecka uczył Łukasza tych zajęć. Grażyna nie ma nic przeciwko, więc mówi:
Bądźmy tylko trochę, nie zostawajcie mnie po zmroku.
Kiedy już złapiemy parę wiader podgrzybków, wrócimy, prawda, Łukaszu? mruga dziadek.
Do miejsca docelowego dojeżdżają autobusem, a potem idą pieszo. Puszcza zaczyna się tuż za granicą miasta, więc choćby siedmioletni Łukasz nie ma problemu z dotarciem.
Gdy jeszcze nie weszli głęboko w las, zatrzymuje ich samochód.
Hej, Stasiu, po co znowu grzyby? woła znajomy kierowca, Anatol.
Stanisław rozpoznaje w nim starego kolegę i odpowiada:
Słyszałem, iż podgrzybki już wyczerpano w Bieszczadach. Lepiej pojechać w Puszczę Tucholską, tam jeszcze coś znajdziemy. Chcesz podwieźć?
Tak, podwieź jeżeli nie sprawi to kłopotu.
Anatol zdejmuje ze stacji Stanisława i Łukasza przy Puszczy Tucholskiej. Umawiają się, iż wrócą do Bieszczad, a jeżeli nie uda się wrócić, zadzwonią do Anatola, który ich podjedzie.
Łukasz wesoło rozmawia, podążając za dziadkiem. Dziadek zawsze tłumaczy mu wszystko i nie szczędzi odpowiedzi na milion pytań siedmioletniego chłopca. Dla Łukasza dziadek jest bohaterem, który zna świat na wskroś.
Grzybów jest naprawdę mnóstwo. Zagłębiając się w las, nagle staruszek, machając niezdarnie rękami, upada. Łukasz najpierw nie płacznie reaguje, podchodzi i pyta:
Dziadku, się potknąłeś?
Dziadek nie odpowiada i nie rusza się. Chłopiec zaczyna się bać. Z trudem odwraca go na plecy i potrząsa, ale Stanisław nie reaguje. Łukasz wykrzykuje:
Dziadku, wstawaj! Co się stało, podnieś się! Boję się, dziadku, wstawaj!
Wieczorem Grażyna wraca do domu i nie znajduje syna ani dziadka. Dzwoni natychmiast do ojca, ale telefon jest poza zasięgiem.
Co oni robią w lesie, nie wrócili jeszcze? myśli, zaczynając się niepokoić. Po godzinie niepokój przeradza się w panikę, a po dwóch godzinach jest już w komisariacie, walcząc słowami, by przyciągnąć uwagę dyżurnego. Ten, poruszony jej słowami Dziecko z dziadkiem! Las! Nie wrócili! natychmiast wzywa wolontariuszy.
Wolontariusze reagują szybko. Nie minęły dwie godziny, gdy pierwsza grupa, razem z Grażyną, odmawiającą czekać w domu, i kilkoma policjantami, rusza przeszukiwać las. I to właśnie Puszczę Bieszczadzką!
Na początku Łukasz płacze, patrząc na nieruchomego dziadka. Mówi do siebie:
Spokojnie, mój mały, co ci dziadek nauczył? Nie panikować w trudnych chwilach. Weź się w garść!
Chłopiec klepie się w policzek, co pomaga mu przestać płakać.
Muszę sprawdzić, czy dziadek oddycha mówi sobie dalej. Najbardziej go przeraża myśl, iż może nie oddycha…
Pokonując strach, kładzie głowę na klatce piersiowej dziadka. Klatka wciąż lekko się podnosi.
Oddycha, oddycha! cieszy się chłopiec. Wystarczy poczekać, aż wróci do siebie. Łukasz siada i czeka, próbując zadzwonić do mamy, ale nie ma zasięgu. Czeka dalej.
Zachodzi zmrok. Łukasz wspomina wszystkie opowieści dziadka o przetrwaniu w lesie.
Gdy nadejdzie noc, a dziadek nie odzyska przytomności, zamarznie na zimnej ziemi. Nie mogę tak zostawić! Muszę działać!
Wyciąga z plecaka zapalniczkę i, zgodnie z zasadami, zbiera cienkie gałązki, by roznieść ognisko. Nie od razu, ale w końcu płomień się zapala.
Teraz potrzebuję drewna, zanim zapadnie ciemność. Muszę zebrać tyle, by wystarczyło na całą noc.
Zaczyna łupać gałęzie z sosny. Przynosi je i kładzie pod dziadka.
Nie zmarzniesz, dziadku. Zdobędę jeszcze trochę i otulię cię. Tak, jak mówiłeś.
Nocą Łukasz jest przerażony. Dźwięki lasu wywołują u niego drżenie. Leży przy ciepleciku, przytulony do ciała dziadka, przykryty karczmem. Gdy ognisko zaczyna gasnąć, Łukasz heroicznie podnosi się i dorzuca kolejne kawałki drewna.
Pamiętam, dziadku, ognisko nie może zgasnąć. Pamiętam.
Rano Łukasz wypija trochę herbaty z termosu, a resztę podaje dziadkowi, podnosząc mu głowę.
Potrzebna woda, bez niej nie da się żyć myśli chłopiec. Niedaleko odkrywają źródlany strumień.
A co, jeżeli dotrę do źródła i nie znajdę drogi powrotnej? rozważa. Patrząc wkoła, zauważa krzak z czerwonymi jagodami.
Jagody wilcze, nie wolno ich jeść przypomina sobie słowa dziadka.
Nie zjem ich, przydadzą się inaczej. Łukasz napełnia termos dzikimi jagodami i rusza w stronę źródła, zostawiając po sobie szlak z czerwonych kuleczek.
Poszukiwania zaginionych w Puszczy Bieszczadzkiej realizowane są już trzeci dzień. Las jest przeszukiwany wielokrotnie. Z miasta przybywa kolejnych wolontariuszy, słysząc o tragedii.
Łukasz i dziadek zdają się zniknąć w lesie. Grażyna, prawie nie śpiąc od trzech dni, z czarnymi kręgami pod oczami biega między grupami, błagając, by nie przestawano szukać. Unika całego lasu, ale strach o syna daje jej siłę.
Czwartego dnia poszukiwawcy zaczynają odwracać uwagi od zrozpaczonej matki. Jeden z nich, nabierając odwagi, podchodzi i mówi:
Wiecie, statystyki mówią, iż po trzech dniach szukania szanse na odnalezienie żywych są niewielkie. Poza tym las już sprawdziliśmy. Za lasem jest bagno, może tam szukać?
Nie! krzyczy Grażyna. Dziadek znał teren, nigdy nie zaprowadziłby Łukasza do bagna! Są żywi, wiem to! Musimy dalej szukać!
Piątego dnia Grażyna wychodzi z lasu, chwiejna. Przejazdowy samochód nagle hamuje i cofa się. Z auta wysiada Anatol, dobrze znany znajomy ojca Grażyny.
Grażyno, co się tutaj dzieje? pyta, patrząc na tłum wolontariuszy.
Gdy słyszy o całej sytuacji, Anatol blaknie.
To dokładnie pięć dni temu dowoziłem ich do Puszczy Tucholskiej.
Tu, przyjdźcie wszyscy! woła Grażyna.
Po kilku godzinach młody student-wolontariusz przemierzał grupę w Puszczy Tucholskiej. Poczuł zapach dymu i skierował się w jego stronę. Przy ledwo tlącej się kuwecie leżały dwie postaci, przykryte karczmem.
Chłopak z cichym głosem zawołał:
Łukaszu!
Zdumienie wolontariusza, gdy jedna z postaci chłopiec poruszyła się.
Długo nas szukaliście. Dziadek co chwilę odzyskiwał przytomność, dawałem mu wodę i chleb. Jest żywy, tylko nieprzytomny powiedział słabo Łukasz.
Zraniony chłopiec trzymał w ramionach równie zranioną matkę, patrząc jak ambulans zabiera dziadka.
Dziadku, żyj, potrzebuję cię! Masz jeszcze tyle, czego mam się nauczyć szepnął Łukasz.




