W wyniku poważnego wypadku samochodowego Wiktor doznał ciężkich obrażeń obu nóg. I wszystko się skończyło
Świetna praca, gdzie czekało na niego stanowisko prezesa zarządu i wysoka pensja. Wyjazd z żoną na narty do Zakopanego. Spotkania z przyjaciółmi w weekendy. Wszystko
Nogi złożyli mu, jak puzzle, i wysłali do domu. Co jeszcze mogli zrobić? Pozostało tylko ufać Bogu i mieć nadzieję na łut szczęścia. I ufał. A nocami krzyczał z bólu. Tylko zastrzyki dwa razy dziennie, rano i wieczorem, dawały mu chwilę ulgi.
Przez kilka miesięcy nie był w stanie wstać z łóżka przydatna była basenowa kaczka. Niech Bóg da zdrowie jego żonie, Małgosi. Gdy w końcu podniósł się i zaczął próbować chodzić z balkonikiem, ból wrócił z dziesięciokrotną siłą.
Wiecie, co to znaczy zastrzyki w brzuch, by nie było zakrzepów i odleżyn, kiedy długimi tygodniami leżysz bez ruchu? Pozwólcie, iż powiem, szanowni państwo. To taki czas, kiedy choćby kichnąć, zakaszleć czy proszę wybaczyć załatwić się jak kiedyś, zwyczajnie się nie da. Potrzebne są wtedy nerwy ze stali.
Ale jakie tu nerwy, po Bożemu? Żadnych już nie zostało. I żadnych sił na znoszenie bólu.
Czas płynął. Z czasem nauczył się na nowo chodzić niezdarnie, potykając się, prawie upadając z każdym krokiem. Ale mimo to, to był postęp.
A przyjaciele zniknęli. Przestali dzwonić i pytać. W pracy na jego miejsce i stanowisko prezesa powołano kogoś innego. Kiedy skończą się jego zmagania i co będzie dalej? To był wielki znak zapytania.
Krótko mówiąc: nastrój pod psem, perspektywy marne. Na szczęście Małgosia przy nim wytrwała
Kiedy po raz pierwszy wyszedł na ulicę o kulach, pod opieką żony, słońce zabolało go w oczy tak bardzo, iż z trudem złapał oddech. Zaczął płakać. Niepotrzebny nikomu kaleka na kulach to wszystko, co z niego zostało.
Małgosia cofnęła się, by dać mu chwilę samotności. Próbował zrobić parę kroków, mrużąc oczy w słońcu i przyzwyczajając się do wiosennego powietrza.
Nagle coś zamiauczało u jego nóg. Spojrzał w dół obok lewej kuli siedział mały szary kotek.
Czego chcesz? spytał zaskoczony.
Nigdy nie zwracał uwagi na zwierzęta. Kotek spojrzał na niego i cicho poprosił o coś do jedzenia.
Małgosiu, przynieś proszę kotlecik poprosił żonę.
Gdy wróciła, ostrożnie pochylił się i podał kotkowi przysmak. Mrucząc, kot spojrzał prosto w jego oczy i zabrał się do jedzenia.
Następnego dnia, gdy znów wyszli, czekały już na niego trzy koty. Musiały siedzieć tam od dawna.
No proszę! uśmiechnął się Wiktor.
Przez chwilę ból odpuścił. Małgosia, choć z niezadowoleniem, przyniosła trzy kotlety, które porozdzielał między koty, z trudem pochylając się.
Kolejnego dnia przyszło pięć kotów i dwie małe kundelki. Żona zaczęła się oburzać, ale kazał jej pójść do sklepu po kilogram parówek, które sprawiedliwie podzielił między gości na czterech łapach.
Po uczcie zwierzaki biegały dookoła niego, jakby zapraszały do zabawy. Choć bolało i kpił z nich pod nosem, wykonał kilka kroków więcej. Dwie psiaki szczekały radośnie.
Następnego dnia padał wiosenny deszcz i Małgosia groziła, iż zabierze mu kule, ale Wiktor, pierwszy raz od miesięcy sam zszedł na dół.
Przecież czekają na mnie tłumaczył. Jak mogę nie przyjść? Muszę.
Przyszedł. Pięć kotów i dwie kundelki wirowały przy nim, a on się śmiał. W ciepłym deszczu gonił się z dwiema psami i za nimi biegały wszystkie koty.
W oddali, pod wejściem do klatki, Małgosia stała z parasolem. Patrzyła na męża bawiącego się z całą ferajną i uśmiechała się.
Czas mijał. Najpierw była jedna kula, potem żadna. Kule zaczęły przeszkadzać w zabawie ze zwierzakami. I dopiero wtedy zorientował się, iż nogi już dawno przestały boleć.
W pracy na niego nie czekali. Nie potrzebowali już kogoś, kto kuśtyka na obie nogi. Dostał sporą odprawę czterdzieści tysięcy złotych i sam odszedł. Miał teraz mnóstwo czasu, więc postanowił opisać wszystko, co przeżył.
Jakoś wyszła z tego sztuka teatralna, całkiem obszerna. Kiedy skończył pisać, zaczął jeździć po teatrach kilku w Krakowie ale
Odrzucali go wszyscy. Nikt choćby nie oddzwonił, nikt nie był zainteresowany. Tylko mały, amatorski teatrzyk działający w piwnicy jednego z domów odezwał się po tygodniu.
Zadzwonił reżyser, pan Franciszek:
Wystawimy. Ale trzeba trochę skrócić, przeredagować i zmienić.
Miesiąc siedzieli razem nad każdą stroną, kłócąc się o każde zdanie. A miesiąc później wyznaczono premierę.
W małej sali, przy kameralnej scenie, pojawiło się zaledwie piętnaście osób. choćby połowa miejsc była pusta, ale dla Wiktora to była najważniejsza piętnastka na świecie.
Drżał ze zdenerwowania i bał się spojrzeć na widownię. Ale gdy wybrzmiały ostatnie słowa i kurtyna opadła, zapadła głucha, przerażająca cisza. Poczuł, jak wszystko w nim gaśnie. Dusza, serce, nadzieja. Minęły sekundy choć wydawały się wiecznością i
Rozległy się owacje! Gorące, szczere brawa eksplodowały w sali. Uśmiechnięci aktorzy kłaniali się i wychodzili na bis, a Wiktora zalewała fala radości.
Następny spektakl obejrzano przy pełnym obłożeniu ludzie stali w przejściach i na korytarzach. Entuzjazm był tak wielki, iż prawie zawaliła się scena, a kurtyna ledwo się utrzymała.
Wkrótce przenieśli się do centrum miasta, gdzie przychodzili miłośnicy teatru, by omawiać kolejne sztuki nowej gwiazdy.
Wiktor kupił nowy, elegancki garnitur. Na ukłony po spektaklu zawsze wychodził z żoną. Jakżeby inaczej? Przecież ona była jego oparciem.
Możecie zapytać: a co ze zwierzakami z podwórka? Prosta sprawa.
Dwie kundelki i dwa koty zamieszkały z nimi. Trzy pozostałe przygarnęli ich wielbiciele.
O czym jest ta historia? Może o tym, iż kiedy u swoich stóp widzisz oczy pełne nadziei, już nie możesz się poddać. Musisz się podnieść i wygrać.

13 godzin temu







