Wyjaśniamy tajemnicę 16 piętra

wschodni24.pl 2 godzin temu

Dominik Bąk od lat mieszka i pracuje w Warszawie, ale z Chełmem wciąż czuje się silnie związany. Kiedy kilka lat temu otrzymał tytuł Ambasadora Chełma, potraktował go nie tylko jako wyróżnienie, ale także jako zobowiązanie wobec miasta, w którym się wychował. Dlatego tym razem postanowił zrobić coś więcej niż tylko przyjechać z wizytą do rodzinnych stron. Zadzwonił do swoich kolegów aktorów i poprosił ich, by znaleźli chwilę w napiętych kalendarzach i przyjechali do Chełma. Efektem są dwa spektakle komedii „Tajemnica 16. piętra”, które zostaną zagrane na scenie Chełmskiego Domu Kultury. Jak sam mówi, to jego sposób na podziękowanie za tytuł ambasadora i gest wobec miasta, do którego zawsze chętnie wraca. O dzieciństwie spędzonym na osiedlowym boisku, o życiu aktora, o kulturze, która potrzebuje ludzi, i o miejscu w lesie pod Chełmem, gdzie można złapać oddech od świata, z Dominikiem Bąkiem rozmawiamy tuż przed jego kolejnym powrotem na scenę w rodzinnym mieście.

Dominik Bąk:Najlepsza rola?

,,Wciąż przede mną”

Dominik Bąk nie należy do ludzi, którzy siedzą spokojnie i czekają, aż coś się wydarzy. Raczej sam sprawia, iż rzeczy zaczynają się dziać. Aktor, organizator spektakli, pomysłodawca wydarzeń teatralnych, człowiek z energią, którą trudno zatrzymać w jednym miejscu. Kiedy opowiada o swoim życiu, robi to z charakterystycznym dystansem i humorem. Raz wspomina dzieciństwo na osiedlowym boisku w Chełmie, innym razem mówi o nocach spędzonych pod gwiazdami na działce w lesie. A chwilę później opowiada o projekcie teatralnym w Warszawie, który przyciąga tysiące widzów. Rozmawiamy o tym, jak wygląda życie aktora, który nie lubi stać w miejscu. O Chełmie widzianym z dystansu trzydziestu lat, o kulturze, która potrzebuje ludzi, a nie tylko instytucji, i o teatrze, który latem potrafi zamienić park w scenę dla kilku tysięcy widzów.

„Biegam i śpiewam”

Podobno potrafisz trenować i śpiewać jednocześnie.

To prawda. Biegam i śpiewam. Wygląda to dość komicznie, ale działa. jeżeli kiedyś zobaczycie człowieka, który biegnie i śpiewa, to bardzo możliwe, iż będę to ja. To jest taka moja metoda na połączenie ruchu z czymś przyjemnym. Trochę sportu, trochę muzyki i od razu człowiek czuje, iż żyje.

„Bąku, idziesz?”

Zanim była scena, był Chełm. Jak wyglądało twoje dzieciństwo?

Osiedle 30-lecia i boisko.

Chodziliśmy do szkoły na jedenastą, ale już o siódmej rano zbierała się banda chłopaków. Chodziliśmy od okna do okna i wołaliśmy się nawzajem. „Bąku, idziesz?” No i szliśmy grać. Nie było internetu, telefonów, żadnych rozpraszaczy. Była piłka, asfaltowe boisko i całe dnie na świeżym powietrzu. Polska koszykówka straciła gwiazdę? – Trenowałem koszykówkę w Telektrimie. Byłem choćby na obozie sportowym, więc jakieś ambicje były. Ale powiedzmy sobie uczciwie – polska koszykówka raczej nie straciła wielkiej gwiazdy. Ja po prostu bardzo lubiłem sport. Pamiętam, iż po treningach potrafiłem wypić trzy butelki wody „Krystynka” na raz. Wtedy jeszcze w szklanych butelkach.

Cementownia czy scena

Kiedy powiedział w domu, iż chce zostać aktorem, reakcje były spokojne.

Nikt w naszej rodzinie nie miał nic wspólnego z artystycznym światem. Ojciec pracował w cementowni, mama była księgową, później dyrektorem oddziału KRUS w Chełmie. Z tego co mama mówiła, tata najchętniej widziałby mnie w cementowni. Stabilna praca, pewny zawód. Ja miałem jednak trochę inny plan na życie.

„Aktorstwo ” Zagrałeś w ponad 60 serialach i kilkunastu filmach ,masz poczucie, iż czasem jesteś zaszufladkowany jako aktor któremu się powierza mniejsze role ?

Nie , te role są coraz znaczniejsze”. Ja oczywiście chciałbym grać główne role. Każdy aktor tego chce. Ale prawda jest taka, iż ja nie wybieram z dziesiątek propozycji. Jak pojawia się rola, to ją biorę, bo z tego żyję.

Chełm widziany z dystansu

Dzisiaj Dominik patrzy na rodzinne miasto zupełnie inaczej niż kiedyś.

Wyprowadziłem się z Chełma w wieku osiemnastu lat. Nie ma mnie tu już ponad trzydzieści lat. Dłużej mnie tu nie było niż byłem. I kiedy wracam, zaczynam patrzeć na to miasto okiem turysty. To naprawdę interesujące miejsce. Ma swoje górki, widoki, klimat. Można tu przyjechać na weekend, pospacerować, odpocząć. Ludzie często mówią, iż w Chełmie nic się nie dzieje. – A to nieprawda. Dzieje się sporo rzeczy. Problem polega raczej na tym, iż ludzie o nich nie wiedzą albo nie chcą z nich korzystać. Kultura to wspólny stół Dominik mówi o tym bardzo obrazowo. – Mam wrażenie, iż w wielu miejscach kultura jest traktowana jak darmowy tort. Ludzie przychodzą, biorą kawałek i wychodzą. A kultura powinna działać trochę jak wspólny stół. Każdy przynosi coś od siebie. Wtedy zaczyna się tworzyć środowisko. jeżeli ludzie zaczynają chodzić na wydarzenia, rozmawiać o nich, spotykać się po koncertach czy spektaklach, wtedy kultura zaczyna naprawdę żyć.

„Szekpir w parku”

Jednym z projektów, który szczególnie pokazuje jego energię do działania, jest teatralne wydarzenie w Warszawie. – Robimy projekt „Szekspir w parku”. To już dziesięć lat. W letnie wieczory w warszawskich ogrodach pojawia się scena, a ludzie przychodzą z kocami, leżakami, czasem z całymi rodzinami. – Kiedy jest dobra pogoda, potrafi przyjść choćby dwa tysiące osób. I to dzień po dniu przez cały miesiąc. Publiczność siedzi na trawie, ogląda spektakl i świetnie się bawi. Najciekawsze jest jednak coś innego. – Wstęp na spektakle jest bezpłatny. Ludzie płacą tylko za wejście do ogrodów, a sam teatr jest otwarty dla wszystkich. Projekt utrzymuje się dzięki sponsorom i darowiznom od widzów. – Na końcu spektaklu przechodzimy z kapeluszem. I okazuje się, iż ludzie naprawdę chcą wspierać teatr.

Dom dalekoodszosy.com.pl

Drugim ważnym miejscem w życiu Dominika jest działka w lesie.

Moi rodzice kupili ją ponad dwadzieścia lat temu. Kiedy pierwszy raz tam pojechałem, poczułem ogromny spokój. Las, cisza i gwiazdy. – Latem widać tam miliardy gwiazd. Kiedyś patrzyłem długo w jeden punkt na niebie i nagle zobaczyłem coś niesamowitego. Kosmos przestał być płaski. Zobaczyłem, iż jedne gwiazdy są bliżej, inne dalej. Jakby nagle zrobiło się 3D. Aktor czy ogrodnik? Lubię pracować przy ziemi, robić coś przy domu, przy ogrodzie. Jestem trochę wieśniakiem w tym sensie. Dobrze się czuję w naturze. Choć odkąd zaczął wynajmować to miejsce ludziom, trudniej mu tam odpoczywać. – Bo zawsze widzę coś do zrobienia. Człowiek usiądzie na chwilę, popatrzy i od razu myśli: to by się przydało zrobić, tamto poprawić.

Kiedy ostatnio płakałeś jako Dominik, a nie jako aktor?

Zdarza się. Ja lubię popłakać, bo to bardzo oczyszcza. Kiedy poziom frustracji czy bezsilności jest duży, łzy przychodzą same. I to jest dobre uczucie.

Łatwiej powiedzieć „kocham” czy „boję się”?

„Kocham”. Zwłaszcza moim dzieciom. Mam syna i córkę i między nami jest dużo czułości, przytulania, bliskości. Nie mam problemu mówić im, iż je kocham. W relacjach damsko-męskich jest inaczej. Tam czuję większą odpowiedzialność za słowa.

Najważniejsze dzisiaj.

Na końcu rozmowy pytam Go o jedną rzecz. Sukces, spokój czy miłość? Nie zastanawia się długo.

Stabilność. Bo kiedy mam pracę, jestem zupełnie innym człowiekiem. Mam energię, pomysły i chce mi się działać. A kiedy tej pracy nie ma, człowiek powoli gaśnie. Dlatego wiem , iż najlepsze role są jeszcze przede mną.

Idź do oryginalnego materiału