Wszystko będzie bobrze. „Hopnięci”

10 godzin temu
A czy twoim marzeniem było porozmawiać ze zwierzętami? / Źródło: Fenestra.

W 2026 roku Pixar ponownie zaskakuje widzów zupełnie nową animacją. Tym razem kluczem do przygody staje się charyzmatyczna bohaterka oraz tajemnicza technika zwana hopnozą, która pozwala zajrzeć głębiej niż kiedykolwiek wcześniej w świat zwierząt – szczególnie bobrów. Ale czy odkrywanie ich sekretów naprawdę okaże się tak proste, jak mogłoby się wydawać?

Pierwsze wzmianki o „Hopniętych” pojawiły się już w 2020 roku, kiedy to Daniel Chong ujawnił, iż powrócił do studia Pixar i pracuje nad oryginalnym filmem fabularnym. Cztery lata później dyrektor kreatywny Pixara, Pete Docter, ogłosił tytuł. A po kolejnych dwóch produkcja wreszcie zawitała do kin. Chong opowiadał, iż jedną z inspiracji były przyrodnicze filmy dokumentalne, w których zwierzęta-roboty są umieszczane w świecie prawdziwych zwierząt, by w ten sposób pozyskiwać informacje o ich zachowaniach i zwyczajach. Mówił również, iż pierwotnie głównymi bohaterami „Hopniętych” miały być pingwiny. To spotkało się jednak z dezaprobatą dyrektora kreatywnego, który słusznie zauważył, iż pingwiny dość często pojawiały się w animowanych produkcjach. Wobec tego Chong zdecydował się na bobry, po uprzednim zbadaniu ich wpływu na środowisko. Ale czy ta zmiana faktycznie się opłaciła?

(D)efekt zwiastuna

Zwiastuny są jednym z kluczowych elementów promocji, jeżeli chodzi o filmy. Mają za zadanie przyciągnąć widzów przed ekrany, a tym samym wzbudzić zainteresowanie i zapowiedzieć ton dzieła. Zdarza się, iż manipulują odbiorcą prezentując fragmenty, które nie znalazły swojego miejsca w końcowym produkcie, lub łączą nie mające ze sobą nic wspólnego sceny. Koniec końców chodzi o to, by zachęcić jak największą grupę osób do przyjścia na film. A jednak oglądając zapowiedź filmu „Hopnięci”, można poczuć coś zupełnie odwrotnego. Pierwszy zwiastun nie mówi za wiele o fabule filmu: pokazuje jak główna bohaterka staje się bobrem, a następnie uczy się życia w dziczy; natomiast drugi nakierowuje na fabułę: leśne zwierzęta decydują się zgnieść burmistrza, a protagonistka Malwina zamierza im w tym przeszkodzić. Choć wizualnie ładny, film pod względem fabuły prezentuje się dość generycznie, a to dlatego, iż zwiastun nie daje odpowiedzi na dość krótkie pytanie: z jakiego powodu Malwina w ogóle to robi? Dopiero decydując się na obejrzenie „Hopniętych”, odbiorca dowiaduje się, jaka jest główna motywacja bohaterki i dlaczego postanowiła ona przeskoczyć w ciało robotycznego bobra. Dziewczyna od dzieciństwa przejmowała się naturą do tego stopnia, iż wynosiła w plecaku szkolne zwierzęta, chcąc je uwolnić, przez co wpadała w kłopoty. Zrozumienie znajdowała u swojej babci, leśniczej, która zabierała wnuczkę nad staw, by tam pomóc się jej wyciszyć i odreagować. Dorosła już Malwina dowiaduje się, iż jej ukochane jeziorko ma zostać zrównane z ziemią, a w jego miejsce burmistrz Dziarski planuje zbudowanie obwodnicy. Pojawienie się przy zbiorniku wodnym zwierząt może skutecznie pokrzyżować plany mężczyzny, ale do tego potrzebne są bobry. To właśnie dlatego główna bohaterka postanawia przenieść się w ciało jednego z nich: by przekonać ssaki do powrotu nad staw.

Nie najlepiej wypada także polskie tłumaczenie pierwszego zwiastuna, które w nieodpowiedni sposób stara się używać młodzieżowego języka. Angielskie „it’s weird now” zostało przetłumaczone na „teraz mam cringe’a”, choć cringe oznacza zażenowanie lub po prostu coś żenującego. Na szczęście w filmie usunięto tę kwestię i zamieniono ją na zdanie bardziej pasującą do oryginału. Nie ukrywam jednak, iż gdyby nie zasłyszane wcześniej pozytywne opinie, to poważnie bym się zastanowiła nad zobaczeniem „Hopniętych” w kinach, spodziewając się złego tłumaczenia na długości całej produkcji.

Prawo puszczy

Jednym z najciekawszych aspektów tego filmu są reguły, według których żyją zwierzęta w lesie, a konkretnie jedna z nich: jeżeli musisz jeść, jedz. Zasada ta dotyczy zarówno stworzeń roślinożernych, jak i mięsożernych. zwykle twórcy filmów animowanych, których głównymi odbiorcami były dzieci, decydowali się na całkowite pominięcie istnienia drapieżników i nie prezentowali ich na ekranie („Bambi”) lub demonizowali je i sprowadzali do roli antagonistów („Tarzan”). Zdarzały się animacje, gdzie głównymi bohaterami były zwierzęta mięsożerne, a odbiorca mógł choćby oglądać ich polowania. Jednakże ich ofiary rzadko kiedy bywały tak samo uczłowieczone: zwykle nie mówiły, a inna technika zanimowania pokazywała widzowi, iż w pewien sposób nie należą one do tego samego świata („Mój brat niedźwiedź”). „Hopnięci” podchodzą do tego zupełnie inaczej, otwarcie pokazując, iż stworzenia muszą się nawzajem zjadać i nie mają na to wpływu; taka jest ich natura. W jednej chwili dopiero co poznana ryba zostaje połknięta przez niedźwiedzia. Swobodna konwersacja Malwiny i robaka zostaje przerwana, gdy ptak łapie go w szpony z zamiarem pożywienia się. Żaden z tych czynów nie jest przedstawiony negatywnie, wręcz przeciwnie. Wszystkie zwierzęta rozumieją siebie nawzajem i wiedzą, iż niektóre muszą polować, by przetrwać. Na początku choćby główna bohaterka jest temu przeciwna, ale z czasem utworzone prawa nabierają dla niej sensu i zaczyna je szanować. Jest to coś świeżego i przyjemnego do oglądania, co młodszym widzom może pomóc zrozumieć otaczającą ich przyrodę. Wielki niedźwiedź nie jest automatycznie zły, ponieważ kogoś zabił. Jest po prostu niedźwiedziem.

Coś wielkiego

Oprócz pięknej animacji i dobrego humoru, moją uwagę przykuł także sposób poprowadzenia postaci, szczególnie głównej bohaterki. Malwina jest buntowniczką, zaciekle starającą się walczyć o swoje, która prawie wpada w stereotyp niesłuchającej się nikogo dziewczyny. Można jednak zobaczyć, iż jej upór oraz agresja nie biorą się znikąd. Dziewczyna czuje się osamotniona i wciąż przeżywa stratę babci. Retrospekcje pokazują, jak ważne było dla niej jeziorko: bohaterka przysięgła krewnej, iż się nim zaopiekuje, a teraz jest bliska stracenia najważniejszego dla siebie miejsca. Przytłoczona emocjami Malwina popełnia błędy, ale również dowiaduje się, iż nie jest z tym sama. Na wspomnienie zasługuje także sylwetka samego burmistrza Dziarskiego, którą poszczególni widzowie określili jako mało realistyczną. Zgodził się z nimi Jon Hamm, aktor podkładający głos burmistrzowi w oryginalnej wersji. Stwierdził, iż w przeciwieństwie do prawdziwych polityków, burmistrz potrafi wyciągać wnioski oraz przyznać się do błędu. Nie jest on postacią jednowymiarową: początkowo zaprezentowany jest jako przeciwnik natury, skupiający się tylko na dobru ludzi. W filmie znajduje się kilka momentów z prywatnego życia burmistrza, co skłania widza do ponownego przemyślenia jego postaci oraz tego, co robi dla społeczności.

Na pierwszy rzut oka produkcja „Hopnięci” mówi o dziewczynie, która z desperacji postanawia stać się bobrem, widząc w tym szansę na uratowanie ważnego dla niej miejsca. Ale film opowiada o empatii wobec innych gatunków, co tylko podkreśla różnorodność postaci: pojawiają nie tylko ssaki, ale również płazy, gady, ptaki oraz ryby. W świecie, gdzie tak często występują podziały na „my” czy też „oni” dobrze jest zobaczyć, jak delikatnie się one zabliźniają. Ważne jest znalezienie balansu i nauczenie się życia ze sobą wzajemnie, bo może to przynieść więcej korzyści. Ciężko się wściekać, kiedy jest się częścią czegoś wielkiego.

Aleks MIZERA

Idź do oryginalnego materiału