Wstyd po prostu, wszędzie wokół już posprzątane ogródki, a u nas jak wyrzut sumienia na oczach sąsiadów. Też byśmy to zrobili, ale mnie dopadł artretyzm, a mamie kręgosłup dokucza.

polregion.pl 11 godzin temu

Wstyd jakiś, u wszystkich sąsiednich ogródki już dawno ogarnięte, a u nas jak wyrzut sumienia. My byśmy chętnie sami, ale mnie rwa kulszowa złapała, a mamę plecy skręciły.

Mietek, po co cię wołam ojciec tłamsił kaszkiet w dłoniach może pomoglibyście nam z matką wykopać ziemniaki? Wstyd mi, przecież wszyscy wokół już zrobili porządek, a nasza działka wygląda jak byle co. Sami nie damy rady, wiesz iż mnie ta paskudna choroba łapie, a matka pochylić się nie może.

Mietek, naciągając gumiaki, mruknął:

No i po co tyle sadzicie tych kartofli? Przecież nie głodujemy. Dzisiaj, tato, nie mogę, jadę do powiatu.

Ojciec chciał coś burknąć, ale tylko machnął ręką i wyszedł. Na podwórku złapał grabie i kulejąc pokuśtykał w stronę ogródka.

Apolonia, przewiązana puchowym szalem, żeby osłonić bolące plecy, pospieszyła za nim:

No i co, Janie, przyjadą dzieci?

Warknął:

Tak, czekaj. Bierz wiadro i zbieraj kartofle. Urodziliśmy piątkę, a nikt nigdy rodzicom nie pomoże. Rusz się stara, do wieczora chociaż kawałek ogarniemy.

A tymczasem Jadwiga, żona Mietka, wypominała mu:

Co to za obyczaj. Wszyscy sobie, ciągle na własną rękę, rodzicom nie pomóc. Wstyd. Gdyby moi byli żywi, to na skrzydłach bym poleciała rozszlochała się.

Mietek objął ją:

Fakt, nieładnie wyszło. Przecież tak blisko mieszkamy, a rzadko się widujemy. Powiedzmy tak ja zrobię sobie wolne w pracy, a ty powiadom resztę.

Jadwiga siadła przy telefonie, otworzyła zeszyt z numerami.

Jak to nie możecie? Praca? Każdy ją ma. Dzień wolny się weźmie. Nie wstyd wam, iż starzy zgarbieni, a wam się ruszyć nie chce? Dzieci nie ma z kim zostawić? To weźcie je! Na działce lepiej niż z tabletem w domu! Czekamy!

Prośbą i groźbą, Jadwiga wszystkich zebrała.

Tymczasem dziadek Jan przysiadł, żeby odpocząć.

No, Apolonio, do śniegu będziemy tu jeszcze kopać. I po co tyle nasadziłaś? Zawsze swoje A jak dzieciom nie starczy. A gdzie te twoje dzieci? Palcem kiwnąć im się nie chce. A kiedyś pamiętasz? Całą rodziną do obiadu wykopane. Ehh, to były czasy…

Apolonia nasłuchuje:

Słyszysz, Janku, samochód podjechał chyba? Idź popatrz.

Jan podreptał do bramy. A tam już śmiech, krzyki. Apolonia, trzymając się za bolące plecy, poszła zobaczyć.

Matko Boska! Tyle ludzi! I dzieci przyjechały, i wnuki! Co za radość!

No, tato, pokazuj gdzie łopaty, grabie, wiadra? komenderował Mietek.

Ojciec, dławiąc łzy, choćby po swojemu burknął:

Na swoim miejscu! Już zapomniałeś?

No i się zaczęło. Jedni kopią, drudzy zbierają, trzeci noszą ziemniaki pod wiatę. Apolonię do domu wysłali.

Synowe już rękawy podwinęły, żeby ugotować dla wszystkich coś smacznego. Ale Apolonia nie umie usiedzieć.

Tu wskaże, tam doradzi. Bez gospodarskiego oka nic nie ujdzie.

A na działce wesoło śmiechy, żarty.

A pamiętasz, Mietek, jak mi kiedyś kartoflem w czoło rzuciłeś? No to teraz masz! chichocze Bogusz.

Dziadek pokrzykiwał żartobliwie:

No co, do zabawy wam? Po pięćdziesiątce, a zachowują się jak dzieciaki.

Hurra! Ziemniaki wykopane, łęty zgrabione w stosy, bulwy pod wiatą. Pora na przekąskę.

Nakryli duży stół w ogrodzie. Wesoło. Wspominają dzieciństwo.

Apolonia czasem łzę ociera. Dobre dzieci. Sąsiedzi przechodzą, pozdrawiają. Chwalą. Ktoś z tęsknotą o swoich wspomina, mówią iż dawno nie przyjeżdżali.

Jagoda pyta cicho Mietka:

Co powiedziałeś szefowi?

Objął ją ramieniem:

Powiedziałem wprost, iż rodzice potrzebują pomocy. Od razu pozwolił iść, mówi, iż rodzicom pomóc to rzecz święta.

Pamiętajcie, w gonitwie codzienności nie zapominajcie o rodzicach czasem krępują się prosić czy nalegać, ale zawsze będą szczęśliwi razem ze swoimi dziećmi.

Idź do oryginalnego materiału