W Uniejowie gorycz w cieniu bulwarów

reporter-ntr.pl 2 godzin temu

Jeszcze niedawno z entuzjazmem informowaliśmy Państwa o planach upiększenia rekreacyjnej wizytówki gminy. Bulwary nadwarciańskie to wyjątkowa przestrzeń, w której naturalna zieleń harmonijnie współgra z historią regionu. Aby w pełni zwieńczyć tę istotną inwestycję, gmina zdecydowała się na liczne nasadzenia, które miały wydobyć i podkreślić unikalny charakter tego miejsca. Jaki jest efekt finalny tych starań?

Projekt był ambitny: trakt spacerowy miały zdobić starannie dobrane krzewy oraz wielobarwne kwiaty, tworząc przestrzeń jeszcze bardziej przyjazną dla mieszkańców i turystów. Nasadzenia miały stać się estetyczną kropką nad „i”, czyniąc bulwary idealnym miejscem do odpoczynku.

Na zdjęciu przykładowe nasadzenia.

Spacerując dziś wzdłuż bulwarów, trudno o optymizm. Zamiast zapowiadanych nasadzeń, które miały już w pełni rozkwitać, wita nas widok pustych placów. Co się stało z roślinnością, za którą zapłaciliśmy wszyscy z publicznych środków? Odpowiedź na to pytanie jest wyjątkowo nieprzyjemna i – po ludzku – po prostu przykra.

Przyczyn tego stanu rzeczy należy upatrywać w dwóch kwestiach. Pierwszą z nich jest problem, o którym pisaliśmy wielokrotnie: brak kontroli nad zwierzętami domowymi. Mimo licznych apeli władz miasta i próśb o zachowanie kultury spacerowania, bulwary wciąż traktowane są przez niektórych właścicieli psów jak prywatny wybieg bez żadnych zasad.

Czworonogi biegające bez smyczy kopią w ziemi, niszcząc delikatne systemy korzeniowe nowo posadzonych krzewów. Problem dopełniają odchody, które działają destrukcyjnie na roślinność. I nie ma tutaj żadnego usprawiedliwienia – infrastruktura w postaci koszy na odpady jest dostępna na wyciągnięcie ręki, jeżeli nie na samych bulwarach, to tuż obok. To nie brak udogodnień jest problemem, ale brak podstawowej wrażliwości i odpowiedzialności za przestrzeń, którą dzielimy z innymi.

Druga kwestia jest jednak znacznie bardziej bolesna, bo dotyczy celowego działania człowieka. Analiza stanu terenu po nasadzeniach wskazuje na scenariusz, w który aż trudno uwierzyć. Część roślin została po prostu wyrwana ludzką ręką.

Zdarzały się niestety przypadki, które budzą szczególny niesmak: ktoś z premedytacją wyrywał po kilka sadzonek, prawdopodobnie z zamiarem zabrania ich na własną posesję, a te, które „nie spełniły oczekiwań” – były uszkodzone lub mniej okazałe – po prostu porzucał obok. Pies, choćby najbardziej niesforny, nie wyrwie rośliny z korzeniami i nie odrzuci jej na bok. To zrobił człowiek. Mieszkaniec lub turysta, dla którego chęć posiadania darmowej sadzonki okazała się ważniejsza niż estetyka wspólnego miejsca odpoczynku.

Bulwary to przestrzeń rekreacji. To tutaj siadamy wieczorami na ławkach i siedziskach, by odetchnąć po pracy, to tutaj turyści podziwiają panoramę naszego miasta. To nasze wspólne dobro. Jak to możliwe, iż w miejscu, które ma służyć nam wszystkim, spotykamy się z tak jawnym aktem wandalizmu i braku poszanowania dla cudzej pracy oraz wspólnych pieniędzy?

W obliczu tak smutnej rzeczywistości, władze gminy stanęły przed trudnym wyborem. Ponieważ bulwary opustoszały, podjęto decyzję o kolejnych nasadzeniach, ale tym razem o znacznie innym charakterze. Miejsce delikatnych krzewów ozdobnych zajmie irga.

Jak podkreślają przedstawiciele gminy, nie jest to może roślinność „najwyższych lotów” pod względem unikatowości czy finezji, ale irga ma jedną kluczową zaletę: jest wytrzymała i znacznie mniej atrakcyjna dla potencjalnych wandali zarówno tych czworo jak i dwunożnych. To smutna konstatacja – musimy wybierać rośliny pod kątem ich odporności na bezmyślność, a nie tylko pod kątem ich piękna. Być może gęsty splot pędów irgi zniechęci do niszczenia tego, co zostało z mozołem odnowione.

Bulwary miały być symbolem rozwoju i dbałości o ekologię. Dziś są raczej lustrem, w którym odbijają się nasze przywary: egoizm, brak kultury i zwykłe niechlujstwo. choćby najpiękniej zaprojektowana zieleń i najszczersze chęci wzbogacenia tego terenu nie zastąpią niestety zwykłej społecznej odpowiedzialności.

Zanim kolejny raz wypuścimy psa bez dozoru na teren nasadzeń lub – co gorsza – wyciągniemy rękę po roślinę, która do nas nie należy, zastanówmy się: w jakim mieście chcemy żyć? Czy naprawdę chcemy, by jedyną zielenią, jaka przetrwa w naszej okolicy, były tylko te gatunki, których „nie opłaca się zabrać lub zniszczyć”? To gorzka lekcja dla nas wszystkich. Miejmy nadzieję, iż irga przetrwa dłużej niż jej poprzedniczki, a my w końcu zaczniemy doceniać to, co wspólne.

A.Ow./UM Uniejów

Idź do oryginalnego materiału