Współlokator postawił ultimatum: Mam już tego dosyć! krzyknął, gdy tylko mnie zobaczył. Nie znoszę już tego starego kota!. I wtedy wyrzuciłem go za drzwi wiadomo, iż złą osobę wybrałem.
W przedpokoju zapanowała martwa cisza. Odszedł, głośno trzaskając drzwiami. Jego kurtka zniknęła z wieszaka, ulotnił się ostry zapach perfum, a na półce na buty została pusta przestrzeń jakby ktoś wyrwał kawałek czyjegoś życia.
Wypuściłem głęboko powietrze i spojrzałem w dół. Przy moich stopach, zawstydzony, z przyciśniętymi uszami i lekko kulawą tylną łapą, siedział Bazyl. Piętnaście lat życia i sześć kilo bezwarunkowej lojalności.
No co, staruszku powiedziałem cicho, klękając i zanurzając palce w jego już nie tak lśniącej, gęstej sierści wygląda na to, iż znów daliśmy radę.
Bazyl odpowiedział krótkim, pewnym mrr.
Kot ze swoją przeszłością i iluzja kompromisu
Tomasz pojawił się w moim życiu pół roku temu. Dogadaliśmy się gwałtownie i płynnie przeszliśmy do wspólnego mieszkania. Bazyl nie był dla niego żadnym zaskoczeniem na randkach zawsze o nim opowiadałem, a Tomek tylko się uśmiechał i powtarzał: Lubię zwierzęta.
Ale Bazyl to kot z prawdziwą historią. Zabrałem go z ulicy, gdy był maleńkim kociakiem, na deszczu. Przeszliśmy razem przez wszystko radości, straty, przełomowe momenty. Bazyl jest niemy świadkiem mojego życia i strażnikiem moich sekretów. Teraz ma piętnaście lat, niewydolność nerek, specjalistyczną dietę i regularne kroplówki wpisane na stałe w naszą codzienność.
Po tym jak Tomasz się wprowadził, jego uczucie do zwierząt zaczęło znikać.
Na początku wydawało się to niewinne. Czemu on śpi u twoich stóp? To niehigieniczne. Po co ci takie wydatki na weterynarza? To tylko kot, zawsze można wziąć nowego.
Starałem się łagodzić napięcie: częściej zmieniałem pościel, kupowałem drogie żwirki, podawałem leki, kiedy Tomka nie było w domu. Ustępowałem, wmawiając sobie, iż tak właśnie wygląda praca nad związkiem.
Moment wyboru
We wtorek zostałem dłużej w pracy, a Tomek wrócił wcześniej. Gdy otworzyłem drzwi, uderzył mnie ostry zapach chloru i czyjś krzyk.
Bazylemu zdarzyło się zwymiotować na nowy dywan koło łóżka, który Tomek kupił niedawno. Jasne, nieprzyjemna sprawa. Ale da się to naprawić.
Tomek stał pośrodku sypialni, czerwony ze złości, wskazując palcem na trzęsącego się pod łóżkiem kota.
Mam tego dość! wykrzyczał, gdy tylko mnie zobaczył. Ten kot mnie dobija!
Zsunąłem spokojnie płaszcz i zacząłem mówić rzeczy oczywiste.
To żywe stworzenie. Ma piętnaście lat. Jest chory powiedziałem, sięgając po środek czyszczący.
Mam to gdzieś! Chcę mieszkać w czystości i komforcie. Wybieraj ja, albo ten obszarpany klakier. Do wieczora zdecyduj oddaj go komuś, uśpij, jak nie, to się wyprowadzam.
Wyprostowałem się, ściskając w dłoni ścierkę. Tomek wyraźnie oczekiwał łez i próśb, ale postanowiłem inaczej.
Nie musisz czekać do wieczora powiedziałem spokojnie. Walizka jest na pawlaczu. Masz piętnaście minut.
Naprawdę? Wyrzucasz mnie przez kota? Zostaniesz sam, w wieku czterdziestu lat z tym…
Czas leci.
Rzucał swoje rzeczy do walizki, nie szczędząc przykrych słów. Milczałem każde kolejne słowo tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, iż dobrze robię. Bazyl przez cały ten czas cicho siedział pod kuchennym krzesłem, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
Zatrzasnął walizkę i podszedł do mnie.
Agnieszku, no daj spokój! Przesadziłem. Porozmawiajmy spokojnie. Może oddamy kota twojej mamie? Przecież ten zapach…
Nie odpowiedziałem krótko. Tu nie chodzi o zapach, Tomku. Tu chodzi o to, iż zmusiłeś mnie do wyboru.
Gdy zamek w drzwiach zatrzasnął się z cichym kliknięciem, wszedłem do kuchni i nalałem sobie szklankę wody. Bazyl wygramolił się spod krzesła, podszedł do mnie, dotknął wilgotnym noskiem kostki i wydał krótkie, treściwe: Miau.
Dziś wiem jedno lojalność nie zna ceny w złotówkach, a człowiek, który nie potrafi jej zrozumieć, nie powinien mieć miejsca w moim życiu.







