Przy wielu blokach można zobaczyć niewielkie rabaty stworzone przez mieszkańców. Zwykle zaczyna się niewinnie, od kilku kwiatów, później pojawiają się krzewy, pnącza, a choćby drzewa. Problem w tym, iż przestrzeń wokół budynku najczęściej nie jest prywatnym przedłużeniem mieszkania. Sposób jej zagospodarowania może podlegać określonym zasadom. Znaczenie ma również wybór roślin, ponieważ zupełnie inaczej należy traktować gatunek inwazyjny, a inaczej zwykły krzew, którego zarządca nie chce przy chodniku lub elewacji.
REKLAMA
Zobacz wideo Tarcza antyinflacyjna dla wspólnot mieszkaniowych w praktyce - rzeczniczka URE tłumaczy
Jakich roślin nie można sadzić przed blokiem? Największy problem stanowią gatunki inwazyjne
Na początek trzeba rozróżnić dwie sytuacje. Pierwsza dotyczy roślin, których uprawę lub wprowadzanie do środowiska ograniczają przepisy. Druga obejmuje gatunki, które same w sobie nie są zakazane, ale mogą być niedopuszczone w konkretnym miejscu ze względów bezpieczeństwa, możliwych szkód albo zasad obowiązujących na osiedlu. Nie każda roślina, której nie wolno posadzić przed konkretnym blokiem, jest więc gatunkiem zakazanym przez prawo. Szczególne ograniczenia dotyczą części gatunków inwazyjnych. Są to rośliny obcego pochodzenia, które potrafią gwałtownie rozprzestrzeniać się poza miejscem, w którym wyrosły, i zagrażać rodzimej przyrodzie. Do problematycznych gatunków należą między innymi rdestowiec japoński i czeski oraz niecierpek pomarańczowy. Posadzenie takiej rośliny nie jest więc wyłącznie kwestią wyglądu przyblokowej rabaty.
Jeszcze większą ostrożność należy zachować w przypadku barszczu Sosnowskiego. Oprócz umiejętności szybkiego rozprzestrzeniania się stanowi on zagrożenie dla ludzi. Kontakt z rośliną może doprowadzić do poważnych uszkodzeń skóry. Barszcz Sosnowskiego nie jest zatem rośliną, którą można traktować jak zwykły, choć ekspansywny chwast w przyblokowym ogródku.
Tojad czy winobluszcz nie muszą być prawnie zakazane. Zarządca może jednak nie zgodzić się na ich posadzenie
Inaczej wygląda sytuacja z roślinami, które nie są objęte takim samym zakazem jak część gatunków inwazyjnych. Dobrym przykładem są tojad mocny i pokrzyk wilcza jagoda. Obie rośliny są silnie trujące, co może mieć znaczenie w miejscu dostępnym dla dzieci oraz zwierząt. W takim przypadku problemem nie jest sam fakt posiadania rośliny, ale jej umieszczenie we wspólnej przestrzeni. Zarządca może sprzeciwić się nasadzeniu, o ile uzna, iż stwarza ono zagrożenie dla osób korzystających z terenu. Niebezpieczeństwo nie musi przy tym wynikać z toksyczności. Duże drzewa, takie jak topole, wierzby czy robinie, rozwijają rozbudowane systemy korzeniowe. Posadzone w niewłaściwym miejscu mogą z czasem kolidować z podziemnymi instalacjami lub nawierzchnią. Z kolei berberys i głóg mają kolce, dlatego mogą być kłopotliwe tuż przy chodniku.
Jeszcze inny problem wiąże się z roślinami intensywnie rosnącymi. Winobluszcz pięciolistkowy może wspinać się po elewacji i docierać do elementów budynku. Kolcowój pospolity, znany również jako goji, w sprzyjających warunkach mocno się rozrasta. Nie oznacza to, iż tych roślin nie wolno uprawiać w ogóle. Chodzi o to, iż zarządca może ograniczyć ich sadzenie w miejscu, w którym mogłyby powodować szkody lub utrudniać utrzymanie wspólnego terenu.
Za niektóre nasadzenia grożą poważne konsekwencje. Zarządca może też nakazać usunięcie roślin
Skutki samowolnego sadzenia zależą przede wszystkim od rodzaju rośliny oraz tego, jakie zasady zostały naruszone. Najpoważniejsze konsekwencje dotyczą gatunków objętych przepisami o gatunkach obcych. Ich wprowadzanie do środowiska może prowadzić do odpowiedzialności przewidzianej w ustawie, w tym kar finansowych. W przypadku gatunków objętych ograniczeniami sprawa może więc skończyć się na czymś więcej niż nakazie zlikwidowania przyblokowej rabaty.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy mieszkaniec bez wymaganej zgody urządzi ogródek na części wspólnej. Wspólnota lub spółdzielnia może wtedy zażądać usunięcia nasadzeń i przywrócenia terenu do wcześniejszego stanu. Dodatkowe konsekwencje mogą pojawić się, jeżeli rośliny doprowadzą do szkód, na przykład uszkodzą nawierzchnię, instalację albo inne elementy nieruchomości. Wtedy osoba odpowiedzialna za nasadzenia może spotkać się również z roszczeniami o naprawienie powstałej szkody.
Jak legalnie założyć ogródek przed blokiem? Zacznij od ustalenia, do kogo należy ziemia
Najważniejsza zasada jest prosta: widok ziemi bezpośrednio pod własnym oknem nie daje jeszcze prawa do swobodnego jej zagospodarowania. Teren wokół budynku może być częścią nieruchomości wspólnej, dlatego decyzje dotyczące jego wykorzystania nie muszą należeć do mieszkańca najbliższego lokalu. Przed rozpoczęciem prac trzeba ustalić, kto dysponuje gruntem i jakie zasady dotyczą zakładania ogródków przed blokiem. o ile terenem zarządza wspólnota lub spółdzielnia, warto sprawdzić jej regulamin i zapytać o wymagane zgody. Dopiero później można planować rozmieszczenie kwiatów, krzewów czy innych roślin. Trzeba przy tym zwrócić uwagę na chodniki, przebieg instalacji oraz odległość od budynku. Więcej formalności może pojawić się wtedy, gdy pomysł wykracza poza samo posadzenie kilku roślin. Płotek, dodatkowe ogrodzenie lub inna konstrukcja mogą wymagać osobnych uzgodnień. Dobrze przygotowany plan pozwala więc uniknąć sytuacji, w której po zakupie roślin i wykonaniu całej pracy trzeba wszystko usunąć.

1 tydzień temu



