Jagienka Kwiatkowska kochała koty ponad wszystko A jak mogła ich nie kochać, gdy uważała się za jednego z nich, choć w rzeczywistości była prawdziwym psem.
Psem średniej wielkości, z mocną budową, z takimi zębami, iż i aligator by im pozazdrościł. I niech mu zazdrość, Jagienka nie przeżywała, zawsze była dobrą dziewczynką i nie przeszkadzała nikomu w zazdrości.
Miłość do kotów nie przydarzyła się od razu, a dopiero po około półtora miesiąca od narodzin
Tamtego dnia Jagienka siedziała i wyłykała się w kałuży. Nie ona ją zalewał, ale wściekły wiosenny deszcz.
Jagienka, jeszcze bezimienna szczeniaczka nieokreślonej rasy, krzyczała, ile miałam sił, a sił jej było wciąż mało, jęcząc o swym losie przed całym światem.
Świat jednak nie usłyszał Jagienki, usłyszał jedynie kot Kłaczek. Podszedł, usiadł na brzegu kałuży, zwinął łapki pod siebie, owinął futrzany ogon i przyjrzał się temu piszczącemu, strasznemu zamieszaniu.
Nagle zwrócił uwagę na białą łapkę na przedniej łapie Jagienki. Spojrzał w dół taka sama była u niego!
Co to, moja? przemyślał Kłaczek.
Skąd jednak mogła mieć taką córkę? Czy wędrowała z Myszką? Wędrowała! I z Łączką! I z Matyldą siedziała na strychu. Kto był jej matką i po co zostawiła dziecko w kałuży?
Szczeniak, na chwilę przestając wyć, zauważył, iż ktoś jest obok. Ktoś, od kogo biło ciepło i współczucie. Przestraszony, iż ten ktoś po prostu odejdzie, mała pobiegła w jego stronę.
Lecz łapki splątały się i Jagienka znowu wpadła do wody, jęcząc żałosnym skomleniem. Kłaczek zlekceważył to, ale kot już nie wahał się to w stu procentach jego własna córka! Bo i on kiedyś miał poplątane łapki!
Kot wstał, ostrożnie przeszedł po kałuży, pochylał się nad szczeniakiem, ciężko westchnął i wziął ją za kark. Tak, ciężka jest rola ojca, ale nie zamierzał unikać obowiązków.
Jeśli matka porzuciła dziecko, on nie zostawi go! Czy on jest ojcem, czy nie?
W tej chwili Jagienka poczuła, iż jest pod pewną ochroną. Ucisnęła się, rozluźniła i choćby zasnęła A Kłaczek zaniósł ją do swojego domu!
Gdy Kłaczek zobaczył, kogo przywiózł na podwórko, właścicielka podniosła ręce w zdumieniu:
Felek, chodź zobaczyć, nasz kot przyniósł psa! I to takiego pulchnego, grubego! Będzie wspaniałą strażnicą!
Felek, pan Kłaczek, przyjął Jagienkę z aprobatą. Nie wiedzieli jednak wtedy, iż Jagienka Kwiatkowska nie zechce nikogo strzec. Była przecież prawdziwym kotem, córką Kłaczka a co kot ma strzec?
Wychowana przez kota, Jagienka zawsze dbała o czystość, polowała na myszy i ptaszki. Próbowała wspinać się na drzewo i płot, ale jej ciężka pupka nie pozwalała jej tam dotrzeć.
Po dwa lata Jagienka przewyższyła ojcakota kilkakrotnie, próbowała walczyć z innymi kotami i kocurami. Ale Kłaczek każdą taką próbę przerywał:
Z obcymi radzę sobie sam, nie pozwolę, by piękna kotka popsuła futro!
Kłaczek stanowczo zaprzeczał, iż Jagienka jest psem. Bo wtedy musiałby przyznać, iż nie jest jego córką, a to kot nie potrafiłby znieść. A każdy, kto twierdził inaczej, był surowo karany.
Pewnego wieczoru Kłaczek nie wrócił do domu
To nigdy się wcześniej nie zdarzyło! Jagienka czekała, czekała! Próbowała wspiąć się na płot, wsuwać nos w szczelinę, mając nadzieję wyczuć zapach zbliżającego się tatykota.
Nic nie działało pazury ślizgały się po gładkiej powierzchni, nos nie wyczuwał ani jednej nuty kota. A serce Jagienki biło jak oszalałe.
Pies pobiegł po podwórku, po czym usiadł i wył donośnie.
Wypuść ją! wtrąciła właścicielka. Przecież i tak nie pozwoli nikomu spać, dopóki Kłaczek nie wróci. Znajdzie go i wrócą razem
Jagienka, niczym strzała, przeszła przez ogrodzenie. Zatrzymała się na chwilę, zasłoniła oczy i wsłuchała się w siebie. Coś w środku podpowiedziało jej kierunek, a ona, piszcząc z niecierpliwości, pobiegła tam, gdzie kiedyś ją znalazł kot.
Przewidywania jej nie zawiodły
Kłaczek był właśnie tam! Na mokrej ziemi, tam gdzie niedawno wyschła znana wszystkim kałuża. Rozszarżony, zupełnie wyczerpany.
Tato jękła z gardła psa. Ostrożnie podchodziła do kota, błagając wszechświat, by przeżył. Nigdy nie niosła w pysku nic, co mogłoby zranić choćby motyl nie ucierpiałby w jej zębach.
Czuły nos Jagienki wyłapał dwa zapachy od ojca. Zapamiętała je na zawsze, rozpoznałaby je w milionie.
Kłaczku!!!
Właściciele wzięli kota, owinęli go kocem, wstawili do samochodu i pędzili jak najszybciej do najbliższego, najlepszego w okolicy weterynarza.
A Jagienka? Biegła za nimi, biegła, aż auto zniknęło z pola widzenia. Tam spadła, czekając Co myślała, co rozumiała?
Pies po prostu bał się, iż Kłaczek już nigdy nie wróci do domu. Strach się spełnił ludzie przyjechali bez kota.
Jagienka nie mogła uwierzyć! Przeszukała auto, wąchała leki swoich ludzi i cichocicho popłakała się, wyjąc.
Przez trzy dni prawie nic nie jadła, tylko piła, a nienawiść w jej duszy rosła. Dlaczego obce psy rozerwały jej ojca? Własnych nie zraniłyby, a własnych po zapachu rozpoznałaby natychmiast.
Nienawiść płonęła tak, iż Jagienka nie mogła znaleźć spokoju. Z trudem zaczęła jeść i coraz częściej spoglądała przez płot. Jagienka Kwiatkowska czekała. Czekała, aż nadejdzie szansa na ucieczkę.
Po dwóch tygodniach nadeszła ta szansa! Właściciele otworzyli wrota na oście i odjechali. Jagienka rzuciła się z podwórka!
Obiegła całą wieś
Zapach obcych był byli gdzieś tu, trzeba ich tylko odnaleźć. I znalazła ich przy drodze dwa psy jedli obcego gęsiaka.
Jagienka usiadła w trawie, bo Kłaczek nauczył ją, iż na polowaniu najważniejsze jest cisza. Trzeba czekać, podejść jak najbliżej, a potem nagły rzut i zdobycze w zębach!
Jak zawsze, Jagienka uważała się za prawdziwego kota. Nie szczekała bez potrzeby, nie szalała. Skradała się cicho, zbliżając, walcząc z wrogiem, tłumiąc w sobie groźny ryk.
Nagle nastąpił nagły atak, jak nauczał ją tata
Kłosy pękały, futro fruwało, skóra rozdzierała się pod ostrymi zębami i pazurami Jagienki. Walczyła niczym rozgniewany kot. Nigdy nie uczyła się, jak walczyć jak pies.
Psy wyły, ale nie miały szans żadnej, tak jak tej nocy przy Kłaczku. Jagienka triumfowała, rozrywając obu, ale silny szarpnięcie za obrożę wyrzuciło ją w tył.
Wtedy mocno objęły ją ręce właścicielki. A pan w tym czasie wypędzał pobojne psy.
Jagienko, Jagieńko uspokój się To one ugryzły Kłaczka? Dobrze go załatwiłaś! A my ledwo nie przejechaliśmy, bo Kłaczek Cię zobaczył i ruszył z samochodu na pomoc
Usłyszawszy znane imię, Jagienka osłabła i odwróciła się. Z samochodu patrzył na nią Kłaczek!!!
Czemu się dziwisz? Zostawiliśmy go w szpitalu, szyte szwy, kroplówki, leczenie. Mówiliśmy Ci, a Ty, mała pieseczko, płakałaś, nic nie słysząc.
Jagienka podniosła się tak, jak dwa lata temu, i na podskakujących od szczęścia łapkach pobiegła do auta. Kłaczek był surowy i, strząsając ślinę radosnej Jagienki, warczał do swojej córki:
Zeszłaś z głowy, iż sama z nimi walczyć? Nie mogłaś mnie poczekać?
A potem dumnie dodał:
Moja matka nie była widziana, ale teraz wszyscy będą wiedzieć, kim jest córka Kłaczka! Najlepszy kot na świecie!
Jagienka Kwiatkowska delikatnie powąchała szew na grzbiecie Kłaczka i żałowała, iż zatrzymano ją tak wcześnie. ale Kłaczek miał rację ona naprawdę jest kotem! I jako kot potrafi cierpliwie czekać
A teraz, piszcząc od przepełnionych uczuć, Jagienka znów zaczęła liżeć swojego ukochanego tatę.








