W weekend zaprosiłem znajomych z liceum do nowego domu. Byłem podekscytowany – 10 lat ciężkiej pracy…

10 godzin temu

W weekend zaprosiłem swoich licealnych znajomych do mojego nowego mieszkania. Byłem podjarany jak dzieciak na widok gofrów z bitą śmietaną.

Kosztowało mnie to dziesięć lat pracy żadnych urlopów, żadnych wczasów, ta sama stara Skoda… ale w końcu się udało.

Zamarynowałem kiełbaski, kupiłem piwo, które lubią. Kiedy przyszli, myślałem, iż razem będziemy świętować. Ale atmosfera była co najmniej dziwna. Ciężka jak poniedziałkowy poranek.

Pokazując im pokoje, nie usłyszałem ani jednego super!. Za to usłyszałem:
Uff, to kawał drogi od centrum. Nie męczą cię korki rano?
Ten ogródek to taki bardziej balkon… U mnie spokojnie można by postawić basen. (swoją drogą mieszka w wynajmie)
Oby cię z roboty nie wyrzucili, bo ta rata kredytu wygląda na konkretną.

Zjedli, wypili i wyszli przed dziesiątą. Jak tylko zamknąłem drzwi, ogarnęła mnie dziwna pustka. Czułem się winny, iż mi się udało.

Następnego dnia opowiedziałem wszystko tacie. Zaśmiał się, poklepał mnie po ramieniu i rzucił tekst, który totalnie zmienił moje spojrzenie na ludzi:
Synu, widziałeś kiedyś raka w wiadrze? Jak jeden próbuje wyjść, reszta ciągnie go na dno.

I wtedy mnie olśniło.

Moi starzy kumple wcale nie są źli. Po prostu fakt, iż zrobiłem krok do przodu, aż nadto przypomina im, iż sami stoją w miejscu. Dla nich moje nowe cztery kąty to nie sukces, tylko niewygodne lustro.

Tydzień później zaprosiłem Borysa. Znamy się krótko, poznaliśmy się dwa lata temu biznesowo. Borys to już klasa wyżej zarabia trzy razy więcej ode mnie. Jak tylko wszedł, rozpromienił się jak dzieciak w sklepie z LEGO. Stłamsił mnie w objęciach, mało co nie połamał żeber:
Stary, szacun! Zrobiłeś to! Opowiadaj koniecznie, jak ci się udało zgarnąć taki kredyt!

Zero zazdrości. Człowiek tylko się zainspirował.

Najbardziej brutalna prawda jest taka:
Obserwuj, kto (nie) bije ci brawo, gdy coś osiągniesz. Są tacy, którzy cię lubią, ale tylko wtedy, gdy tkwisz z nimi na tym samym poziomie, bo to im daje spokój. Gdy zaczynasz rosnąć, nagle robi się ciasno w waszej znajomości bo nie każdy twoją euforią się ucieszy.

Nie miej wyrzutów sumienia.
To nie ty tracisz przyjaciół ty zrzucasz z pleców balast.

Zostawaj z tymi, którym Twój sukces nie przeszkadza, a wręcz ich nakręca. Bo jeżeli świecisz, to znaczy, iż masz przy sobie ludzi, którzy też potrafią błyszczeć.

Idź do oryginalnego materiału