Dziś zapisuję w moim dzienniku coś, co wydarzyło się niecodziennego w okolicach Białowieży. Po ostatnich ulewach powódź rozlała się szeroko po lasach, a woda pochłonęła choćby te miejsca, gdzie normalnie sucha ziemia. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy dowiedziałam się, iż żubr wpadł do wezbranej rzeki i zaczął tonąć.
Służby leśne natychmiast zostały o tym poinformowane i bez wahania ruszyły, by ratować biedne zwierzę. Chłopaki z nadleśnictwa Marek i Michał wyciągnęli żubra z wody, ryzykując własnym zdrowiem, bo nurt był naprawdę zdradliwy. Gdyby nie ich szybka reakcja, zwierzak nie miałby szansy sam wydostać się z pułapki.
Po przetransportowaniu żubra w bezpieczne miejsce, zapewniono mu chwilę spokoju i podano lek uspokajający. Gdy tylko upewniono się, iż nic mu nie grozi, zwierzę zostało wypuszczone z powrotem do Puszczy Białowieskiej. Przez chwilę patrzyłam, jak powoli znika między sosnami, przez cały czas oszołomiony, ale już bezpieczny.
W takich momentach człowiek zaczyna się zastanawiać, jak krucha jest natura i jak kilka dzieli dzikie zwierzę od tragedii. Gdyby pozostawić go teraz samego, z pewnością nie dałby sobie rady inne drapieżniki gwałtownie by go upolowały, albo po prostu nie przeżyłby z powodu osłabienia. Dzięki szybkiej interwencji ludzi dano mu szansę taką, której inaczej by nie miał. Czasem choćby żubr, symbol naszej przyrody, potrzebuje pomocy człowieka, by mógł wrócić do domu.

3 dni temu







