Uczestniczył w poważnym wypadku samochodowym, w którym poważnie uszkodził obie nogi. I tak zakończyła się ta historia…

9 godzin temu

Miałem wypadek samochodowy, po którym mocno uszkodziłem obie nogi. I wszystko się skończyło…

Dobra praca, gdzie miałem obiecane stanowisko dyrektora generalnego i wysoką pensję. Wyjazd z żoną w góry na narty. Spotkania z przyjaciółmi w weekendy. Koniec wszystkiego…

Lekarze poskładali mi nogi kawałek po kawałku i wypisali do domu. Co mieli zrobić? Mogłem tylko ufać Bogu i mieć nadzieję na łut szczęścia. Wierzyłem, a po nocach wyłem z bólu. Tylko zastrzyki dwa razy dziennie, rano i wieczorem, pozwalały mi przespać po parę godzin.

Przez dwa miesiące nie mogłem choćby wstać z łóżka, więc korzystałem z basenu. Niech Bóg błogosławi moją żonę, Renatę. A gdy zacząłem podnosić się i próbować chodzić o balkoniku, ból wrócił ze zwielokrotnioną siłą.

Wiecie, co oznaczają zastrzyki w brzuch, żeby nie dostać zakrzepicy i nie nabawić się odleżyn, leżąc bez ruchu tygodniami? Szanowni państwo, to znaczy, iż nie da się ani kichnąć, ani kaszlnąć, ani, wybaczcie słowo, skorzystać z toalety jak dawniej. Do tego trzeba mieć naprawdę stalowe nerwy.

A jakie nerwy, na litość Boską, człowiek może wtedy mieć? Już ich nie miałem. I sił, by wytrzymać, również zabrakło.

Ale czas mijał, nauczyłem się powoli znowu chodzić. Niezdarnie, potykając się i prawie padając co krok. Ale to był krok naprzód.

Przyjaciele zniknęli nie dzwonili, nie pytali. W pracy na moje stanowisko zatrudnili nowego człowieka. Kiedy skończą się moje męki i czym wszystko się zamknie? To pytanie mnie dręczyło.

Rozumiecie więc, byłem w kiepskim nastroju. Perspektywy marne. Na szczęście, żona mnie nie zostawiła…

Gdy pierwszy raz pod okiem żony wyszedłem z domu o kulach, słońce niemal wypaliło mi oczy. Zatkało mnie, aż się popłakałem. Kaleka na kulach, nikomu niepotrzebny tyle zostało ze mnie i mojego życia.

Renata odeszła na chwilę na bok, dając mi samotność, a ja próbowałem zrobić kilka kroków, mrużąc oczy od słońca i przyzwyczajając się do pachnącego wiosennym wiatrem powietrza.

Nagle coś pod moimi stopami zamiauczało z wyrzutem. Spojrzałem obok lewej kuli siedział mały, bury kotek.

Czego chcesz? mruknąłem.

Zwierzęta przez te wszystkie lata były mi obojętne, nie potrafiłem się z nimi normalnie obchodzić. Kotek spojrzał na mnie błagalnie i cicho zamiauczał z głodu.

Renatko, przynieś mu proszę kotleta poprosiłem.

Gdy wróciła, wziąłem kotleta i ostrożnie, mimo bólu, schyliłem się i dałem go kotu. Ten spojrzał na mnie uważnie i zaczął jeść.

Następnego dnia, kiedy wyszliśmy na podwórko, a ja już zastanawiałem się, ile kroków dam dziś radę zrobić, czekały na nas… trzy koty. Wyglądało na to, iż siedziały tu już długo.

A wy co? uśmiechnąłem się z przekąsem.

Ból puścił choćby na chwilę. Żona, trochę niezadowolona, ale uległa, przyniosła trzy kotlety, a ja po raz kolejny, zaciskając zęby, pochyliłem się, by dać im jedzenie.

Kolejnego dnia zjawiło się już pięć kotów i dwie malutkie kundelki. Renata klnęła na głos, ale uparłem się, żeby poszła do sklepu za rogiem i kupiła kilogram parówek. Równo rozdzieliłem je między te wszystkie ogony.

Zwierzaki najpierw zjadły, a potem zaczęły ganiać dookoła mnie, jakby wciągały mnie do zabawy. I śmiałem się i złościłem w tym samym czasie, robiąc kilka kroków więcej. A pieski szczekały radośnie, prawie jakby się śmiały.

Następnego dnia padał drobny deszcz, żona zrzędziła jak nigdy i groziła, iż schowa mi kule, ale uparłem się zszedłem sam do podwórka. Pierwszy raz od miesięcy.

Przecież oni na mnie czekają tłumaczyłem się. Jak mogę nie przyjść? Muszę.

I poszedłem. Pięć kotów i dwie pieski kręciły się wokół mnie radośnie, a ja cieszyłem się jak dziecko. Padał ciepły, wiosenny deszcz, a ja o kulach goniłem za pieskami, które szczekały z radości, a za nami szli koty.

Z tyłu, pod klatką, stała żona z parasolem. Patrzyła i się uśmiechała…

Czas płynął. Najpierw zostałem przy jednej kuli, potem pozbyłem się i tej przeszkadzały w bieganiu za ogoniastymi przyjaciółmi. I dopiero wtedy uświadomiłem sobie, iż od dawna już nie czuję bólu w nogach.

W pracy już nikt na mnie nie czekał. Nie potrzebowali kaleki, który kuleje na obie nogi. Dostałem dużą odprawę i sam złożyłem wypowiedzenie. Miałem teraz mnóstwo czasu. Postanowiłem opisać wszystko, co mnie spotkało.

Nie wiem czemu wyszło z tego coś na kształt sztuki. Dość obszernej. Kiedy przewróciłem ostatnią stronę, pojechałem do kilku teatrów w Warszawie była ich tu cała masa ale…

Wszyscy odmawiali. Nikt nie dzwonił, nie wyraził zainteresowania poza jednym małym teatrem amatorskim, mieszczącym się w piwnicznej salce.

Po tygodniu zadzwonił do mnie reżyser:

Wystawiamy! Ale trochę trzeba skrócić, zmienić, przepisać.

Przez ponad miesiąc siedzieliśmy nad tekstem, wymieniając uwagi, czasem się kłócąc. Po kolejnych kilku tygodniach ogłoszono premierę.

Mała sala, mała scena, piętnaście osób na widowni. choćby nie pół sali. Ale dla mnie to było piętnaście najważniejszych osób w moim życiu.

Stres był olbrzymi, nie miałem odwagi patrzeć na ludzi. Kiedy aktorzy powiedzieli ostatnie słowa i opadła kurtyna, w sali zapadła głucha cisza, a mnie ugięły się kolana ze strachu. Wydawało mi się, iż cisza trwa wieczność i nagle…

Rozległy się burzliwe oklaski! Aż dreszcz przeszedł po plecach. Uśmiechnięci aktorzy kłaniali się i wychodzili na bis.

Następnego wieczoru był już cały komplet na sali i jeszcze ludzie stali w przejściach i pod drzwiami. Oklaski były tak głośne, iż kurtyna ledwo utrzymała się na swoim miejscu.

Niebawem teatr przeniósł się do centrum miasta, gdzie zbierali się miłośnicy, by omawiać każdą kolejną sztukę nowej gwiazdy teatru.

Kupiłem sobie najdroższy garnitur, a na ukłon zawsze wychodziłem z żoną pod rękę. Bo przecież inaczej być nie może.

Pytacie, co stało się z pieskami i pięcioma kotami z podwórka? Już odpowiadam.

Dwa pieski i dwa koty zamieszkały z nami. Pozostałe trzy koty trafiły do moich wiernych widzów.

O czym jest ta historia? Ano… o niczym.

A może jednak o tym, jak ważne jest, gdy pod swoimi stopami widzisz oczy pełne nadziei, które nie pozwalają ci już upaść. Musisz iść dalej i wytrwać.

Idź do oryginalnego materiału