Mowa o szopach praczach. To ssaki o długości od 40 do 70 cm i wadze między 3,5 a 9 kg. Do charakterystycznych cech należy puszyste szare futro i czarna obwódka wokół oczu, przypominająca maskę.
Szopy naturalnie występują przede wszystkim w Ameryce Północnej.
- Na początku XX wieku na stałe zawitały w Europie – głównie w Niemczech, gdzie zostały częściowo umyślnie introdukowane, częściowo były uciekinierami z ferm futrzarskich. Od lat 50. XX wieku notuje się dzikie szopy w Polsce - czytamy na stronie Fundacji Szopowisko.
W 1990 r. stwierdzono pierwszą dziko żyjącą populację.
- Od roku 2005 szop znajduje się na liście zwierząt łownych. Początkowo z okresem polowań od 1 lipca do 31 marca, a od 2009 r. polowanie jest dozwolone przez cały rok. Od tego czasu pozyskanie łowieckie wzrosło z około 20 osobników w okresie 2004/2005 do 990 osobników w okresie 2016/2017 - informują badacze z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Choć nie dysponujemy dokładnymi danymi, z obserwacji wynika, iż ich liczebność wciąż rośnie. Jakiś czas temu miały pojawić się także w naszym regionie.
- w tej chwili nie jest ich jeszcze tak dużo, jak na zachodzie Polski, ale zaczynają się pojawiać. zwykle obserwowaliśmy je w nocy, w odosobnieniu, ale zdarzały się też sygnały, iż widziano je w dzień. Występują już w gminie Łąck, Nowy Duninów, a choćby w okolicy Borowiczek w Płocku - mówi Marek Zaborowski, przewodniczący płockiego zarządu okręgowego Polskiego Związku Łowczego.
Nie taki szop straszny, jak go malują?
Każdy nowy gatunek potrafi wzbudzić obawy. Szczególnie, iż ostrzeżeń przed szopami można znaleźć w internecie naprawdę wiele.
Często przedstawiane są jako niebezpieczne drapieżniki, których powinniśmy wystrzegać się za wszelką cenę. Czy słusznie?
- Oczywiście szopy są drapieżnikami, podobnie jak większość naszych rodzimych gatunków. Przede wszystkim to jednak inteligentne zwierzęta, które przeważnie stronią od człowieka i przez większość czasu pozostają w swoich kryjówkach. Nie są agresywne, dopóki nie zapędzi się ich w tzw. ślepy róg i nie będą musiały się bronić - mówi nam Andżelika Morawska prowadząca Dom Tymczasowy "Felkowy Stryszek".
Zagrożenie dla ludzi, jak podkreśla Marek Zaborowski z PZŁ, płynie nie tyle z natury szopa, co chorób, które może przenieść przy bezpośrednim kontakcie z człowiekiem.
- Szopy pracze to gatunek obcy i gatunek inwazyjny, który z mocy prawa powinno się zwalczać. Może przenosić pasożyty, które do tej pory w Polsce nie występowały. jeżeli dojdzie do zakażenia, lekarze mogą nie wiedzieć, jak zareagować, żeby pomóc. Po drugie - wścieklizna. Każde dzikie zwierzę może być chore, ale na przykład w przypadku lisów wiemy, iż przyjmują rozrzucane szczepionki i wytwarzają przeciwciała. Nie wiemy za to, jak reagują na nie szopy - wyjaśnia.
Należy więc pamiętać, by unikać bezpośredniego kontaktu z dzikim zwierzęciem - nie zaczepiać, nie dotykać i nie brać na ręce.
Zagrożenie dla ptactwa
Prawdą jest, iż szopy pracze mogą być zagrożeniem dla ptaków gniazdujących na drzewach.
Choć nie zaatakują dorosłego osobnika, który potrafi latać, z łatwością wespną się na drzewo, dostaną do gniazda i zjedzą złożone tam jaja.
- Mimo wszystko w podobny sposób zachowują się głodne, dzikożyjące koty. One też potrafią wspiąć się do gniazda i zabić matkę, która wysiaduje jajka. Wielokrotnie obserwowaliśmy takie zachowania - uzupełnia pani Andżelika
Szop w okolicy. Jak się zachować?
Chociaż populacja tych ssaków w ostatnich latach wzrosła, dla wielu osób to wciąż niespotykany widok. Szczególnie w mieście lub okolicach.
Pamiętajmy, iż zwierzęta działają zgodnie z instynktem. jeżeli zbliżają się do gospodarstw, robią to przede wszystkim ze względu na łatwy dostęp do pożywienia. Wizyty "nieproszonych gości" - niezależnie czy mówimy o szopach, lisach czy dzikach - można ograniczyć.
- Trzeba robić porządek wokół oraz na terenie własnego gospodarstwa. Zwierzęta przyjdą, gdy wyczują pokarm. Dlatego często pojawiają się na śmieciowiskach, które tworzą ludzie - wyjaśnia Andżelika Morawska.
Podobne zdanie prezentuje Marek Zaborowski z Polskiego Związku Łowieckiego.
- Zawsze powtarzam jedno - uczmy społeczeństwo, aby nie wyrzucać żywności do kosza. Zapach wabi zwierzęta. W ten sposób sami doprowadzamy do tego, iż zwierzęta zbliżają się do nas, zamiast pozostać w lesie czy kryjówce - podkreśla.
Jak jednak postąpić, gdy już zobaczymy szopa w pobliżu?
- Nawiązaliśmy kontakt z azylem "Szopowisko". Choć nasze możliwości są ograniczone, przyjmiemy każde zgłoszenie - nie tylko z terenu gminy Szczawin Kościelny. Zachęcamy, aby zadzwonić, poinformować i podać lokalizację, zamiast działać na własną rękę - apeluje pani Andżelika.
Zwierzęta przewożone są do azylu prowadzonego przez Fundację Szopowisko przy wsparciu Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Mają tam specjalne woliery oraz opiekę weterynaryjną.
Numer telefonu, na który warto dzwonić, gdy zobaczycie szopa pracza, możecie znaleźć TUTAJ.






