Tamara Iwanowna dowiedziała się, iż jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, kiedy przyszła pożyczyć sól do kiszenia ogórków.

13 godzin temu

Grażyna Kowalska dowiedziała się, iż jej mąż spotyka się z sąsiadką z działki, gdy przyszła pożyczyć trochę soli do kiszenia ogórków. Drzwi otworzył Stanisław. Jej Staszek. W rodzinnych slipach i podkoszulku.

Stasiek? wydusiła tylko.

Zbladł, potem poczerwieniał, znów zbladł jak kafelki w łazience.

Graża ja ci wszystko zaraz wytłumaczę

Za jego plecami pojawiła się Wiesława, sąsiadka, wdowa od wieków. Miała na sobie szlafrok ewidentnie narzucony na gołe ciało.

Staś, kto tam? zapytała i zobaczyła Grażynę. Ojej

Troje ludzi stało, gapiąc się sobie w oczy. Potem Grażyna odwróciła się na pięcie i pomaszerowała do furtki. Szybko, prawie biegiem.

Graża! Czekaj! Staszek wybiegł za nią, zapominając o braku spodni.

Cała ulica, gdzie mieściło się dwanaście działek ROD, wyległa zobaczyć widowisko.

Stanisław Kowalski, poważany człowiek, przewodniczący ogródków, biegnie przez środek ulicy za żoną jakby spał przez całą jesień w piwnicy.

Cyrk rozstawili! skomentował sąsiad z lewej, Michał.

Grażyna wpadła do domu, zamknęła się od środka. Staszek walił w drzwi.

Graża, otwórz! Daj mi wytłumaczyć!

Ile lat?! wrzasnęła zza drzwi.

Co?

Ile lat się z nią spotykasz?!

Staszek zamilkł. Potem mruknął:

Osiemnaście.

Grażyna osunęła się po drzwiach na podłogę. Osiemnaście lat. Ich młodszy syn, Maciek, właśnie skończył osiemnaście.

Furtka skrzypnęła, weszła Wiesława, już ubrana i uczesana, jakby szła na imieniny, nie na rozróbę.

Grażyna, wyjdź. Porozmawiajmy.

Spadaj, żmijo!

Graża, jesteśmy dorośli. Bez histerii, proszę.

Grażyna wzięła się w garść, wyszła. Usiadła na ganku. Wiesława dosiadła się. Staszek stał obok, jak uczeń przy tablicy.

Osiemnaście lat powiedziała Grażyna. Jak do tego doszło?

Pamiętasz, jak miałamś kręgosłup operowany i dwa miesiące w szpitalu leżałaś?

Pamiętała. Operacja, długa rekonwalescencja. Staszek wtedy wszystko na działce spalił lub zasuszył. Dziwiła się, jak bez niej ogarnia to całe gospodarstwo.

Ja mu pomagałam kontynuowała Wiesława w ogrodzie, w kuchni No i

Poszło z górki mruknął Staszek.

Osiemnaście lat! Grażyna zerwała się. Osiemnaście lat za idiotkę mnie mieliście!

Nikt cię idiotką nie uważał Wiesława też wstała. Ty miałaś swoje życie, my swoje.

Jakie swoje?! To mój mąż! Ojciec moich dzieci!

No i co? Przestał być ojcem? Głodnych dzieci nie było? Działka zadbana!

Grażyna zamachnęła się, ale Staszek złapał jej rękę.

Graża, uspokój się.

Nie dotykaj mnie!

Wyrwała się, poszła do domu, a tymczasem reszta działkowiczów urządziła sobie seans plotkarski na ulicy.

Rozejść się! ryknął Staszek. Spektakl zakończony!

Ale nikt się nie rozejrzał. Stali i gadali, jakby rozdawali darmowe ziemniaki. Ludka z trzeciej działki wrzeszczała:

Zawsze wiedziałam! Widziałam ich razem!

Pleciesz odgryzł się jej mąż. Jesteś ślepa jak kret.

Sama jesteś kret! Wszystko widzę, choćby przez płot!

Wieczorem Grażyna siedziała na werandzie. Staszek krążył jak lew w klatce.

Graża, powiedz coś

Co mam powiedzieć? Rozwód!?

Jaki rozwód? Mamy po sześćdziesiątce!

I co z tego?! Po sześćdziesiątce nie można się rozwodzić?

Grażka, nie wygłupiaj się. Czterdzieści lat razem!

Z czego osiemnaście mieszkałeś u Wiesi.

Z tobą mieszkałem! Czasem tylko szedłem do niej.

Czasem?!

No dwa razy w tygodniu.

Dwa razy tygodniowo przez osiemnaście lat to nie „czasem”, Staszek. To plan zajęć.

Usiadł naprzeciwko.

Graża, ja cię kocham. Ale Wiesia ona jest inna.

Lepsza?

Nie lepsza, inna. Z tobą dom, dzieci, ogórki. Przy niej się relaksuję. Od wszystkiego.

Relaksuje się, jasne. Ja też chcę się relaksować, a zamiast tego kiszę ogórki!

No właśnie! Ty wiecznie coś robisz ogórki, pomidory, dżemy! A ja czasem chcę posiedzieć, napić się, pogadać.

Ze mną się nie pogadasz?

Z tobą dzieci, wnuki, warzywnik. A z nią o życiu, o książkach.

Ona czyta?! zdziwiła się Grażyna.

Wiesława, prostolinijna kobieta z Mazurki.

Czyta. I wiersze zna. Klasyków kocha.

Grażyna prawie parsknęła. Staszek i klasyka.

I co teraz?

Nie wiem. Jak ty zdecydujesz.

Ja? A ty?

Mam 62 lata. Czas na decyzje minął. Teraz już trzeba spokojnie dogorywać.

Z kim? Ze mną czy z nią?

Staszek zamilkł, po czym powiedział:

A może z obiema?

Grażyna złapała pierwsze, co było pod ręką litrowy słój z ogórkami. Rzuciła. Nie trafiła. Słój rozbił się o ścianę.

Wynoś się!

Staszek poszedł. Oczywiście, do Wiesi.

W nocy Grażyna nie spała. Myślała. Czterdzieści wspólnych lat. Dwoje dzieci, wnuki. Działka, którą razem stawiali.

I osiemnaście lat ściemy.

Chociaż czy to naprawdę ściema? Przecież nie ślubował wierności, nie zarzekał się w miłości. Po prostu żył z nią i z Wiesławą.

Rano przyszła Zosia z piątej działki. Przyniosła placek z rabarbarem.

Grażyna, trzymaj się.

Dzięki.

Jak chcesz, mój Marian może Staszkowi spuścić manto.

Daj spokój. To nie przedszkole.

I co postanowiłaś? Co zrobisz?

Na razie nic.

Ja bym wywaliła. Zdradziec!

Zosiu, a Marian czasami nie chodzi do Ludki z trzeciej działki?

Zosia spąsowiała.

Skąd ci to przyszło do głowy?

Widziałam ich w malinowym chruśniaku.

To to nie to!

A co?

Grządki omawiali!

W objęciach?

Zosia wyszła, trzaskając drzwiami.

Do obiadu przyszedł Michał.

Pani Grażyno, może pomóc pole zorać? Coś tam pomóc?

Dziękuję, nie trzeba.

Bo Staszek prosił przekazać, iż wieczorem przyjdzie po rzeczy.

Jakie rzeczy? Rodzinne gacie?

No sam nie wiem. Kazał przekazać.

No to przekazane. Dzięki.

Michał pokręcił się i poszedł.

Wieczorem Staszek rzeczywiście przyszedł. Z pokorą.

Przyszedłem rzeczy zabrać.

Zabieraj.

Wszedł do domu, Grażyna za nim.

Stasiek, czemu akurat Wiesia? Co w niej takiego?

Zatrzymał się.

Nie wiem. Po prostu z nią łatwo.

Ze mną trudno?

Nie trudno. Ale ty zawsze wiesz lepiej. Jak ogórki kisić, kiedy sadzić ziemniaki, ile dać wnukom na urodziny. A ona nie wie, pyta mnie.

I czujesz się mądry?

Bardziej potrzebny.

Grażyna usiadła na łóżku.

Stasiek, ja też nie wszystko wiem. Na przykład nie wiem, jak żyć, gdy mąż osiemnaście lat śpi z sąsiadką.

Graża

Nie wiem, jak spojrzeć dzieciom w oczy. Jak wnukom tłumaczyć, czemu dziadek mieszka już po sąsiedzku.

Nie trzeba im nic tłumaczyć!

Trzeba. Jacek jutro przyjeżdża z żoną i dzieciakiem. Co mam im powiedzieć?

Powiedz, iż się pokłóciliśmy.

Staszek usiadł obok.

Graża, spróbujmy to wszystko puścić w niepamięć.

Puścić w niepamięć?

No udawajmy, iż nic się nie stało.

Aha. Wiesia za płotem, widzisz ją codziennie, a my udajemy, iż nic nie było?

A co ty proponujesz?

Grażyna podeszła do okna. Za płotem Wiesława podlewała ogórki. W tym samym szlafroku.

Wiesz co? Mieszkaj, gdzie chcesz. Ale wnukom sam powiedz.

Graża!

I w tym roku sam będziesz kisił ogórki.

Nie umiem!

Wiesia pomoże. W końcu to nasza działkowa intelektualistka. Jak się z klasykami uporała, to z ogórkami da radę.

Staszek poszedł z tobołkiem do Wiesi. Cała ulica znowu wyjrzała z krzaków.

W nocy Grażyna usłyszała szuranie. Ktoś chodził po działce, coś mamrotał.

Kto tam?

Przy szklarni stał Staszek.

Co robisz?

Pomidory sprawdzam. Jutro ma być upał, trzeba otworzyć drzwi.

Przecież się wyprowadziłeś!

Wyprowadziłem. Ale to moje pomidory! Sam je wysiewałem!

I co z tego?

I tyle! Nie dam im umrzeć!

Otworzył szklarnię i przeszedł przez płot.

Rano przyjechał Jacek z rodziną.

Mamo, gdzie tata?

U sąsiadki.

W odwiedzinach?

Tam mieszka.

Jacek usiadł.

Jak to?

Grażyna opowiedziała, krótko i bez dygresji.

Osiemnaście lat?! Mamo, to

No właśnie.

Czyli jak Maciek się urodził, to oni już?

Na to wychodzi.

Jacek poszedł do Wiesi. Słychać było wrzaski, potem trzasnęła furtka. Wrócił.

Tata mówi, iż was obie kocha.

Szczęściary z nas.

Mamo, może faktycznie kocha?

Jacku, ty byś mógł kochać dwie kobiety naraz?

Ja? Nie. Ale ja to nie tata, tata jest inny, wyjątkowy.

No, taki właśnie wyjątkowy.

Wnuk przybiegł z podwórka.

Babciu, czemu dziadek mieszka u cioci Wiesi?

Bo pomaga jej w ogrodzie odpowiedziała Grażyna.

Jacek parsknął.

Mamo, ty to masz fantazję!

W nocy znowu coś hałasuje. Grażyna wychodzi Staszek podlewa grządki.

Co robisz, zgłupiałeś?

Susza, wszystko uschnie!

Twoja nowa rodzina czeka, tam polewaj.

Wiesia ma swój ogród, to tam podlewam. Ale swój też mi żal.

Grażyna wzięła wąż.

No to pomogę, bo do południa nie skończysz.

Podlewali w ciszy. Potem usiedli na ławce.

Stasiek, kogo naprawdę bardziej kochasz?

Graża, co za pytanie?

Normalne. Kogo?

Chwila namysłu.

Was obie. Ale każdą inaczej.

Jak to?

Ty jesteś jak prawa ręka. Zawsze, niezawodna. Bez ciebie trudno. A ona jak święto. Rzadko, ale radość.

A jakby mnie nie było?

Nie gadaj głupot!

No gdyby. Ożeniłbyś się z Wiesią?

Nie wiem. Chyba nie. Bo wtedy ona byłaby prawą ręką, a święta już by nie było.

Czyli dwóch ci potrzeba?

No chyba tak wychodzi.

Siedzieli pod gwiazdami.

To może i ja sobie zorganizuję święto?

Staszek zerwał się jak oparzony.

Słucham?! Jakie święto?!

Może znajdę sobie chłopa? Michał pomoc proponował.

Michał?! Jak go dorwę!

I co mu zrobisz? Przecież ty u Wiesi mieszkasz.

To co innego!

Czym się różni?

Graża, ty przecież nie taka!

Skąd wiesz, jaka jestem? Może ja też czytuję klasyków?

No nie czytasz!

To zacznę.

Wstał, podrapał się w głowę.

Graża, powiedz serio. Czego chcesz?

Czego chciała? Żeby było jak dawniej? Już nie będzie.

Chcę spokoju. Kiszenia ogórków. Wnuków. Normalności.

I?

Nic. Mieszkaj, gdzie chcesz.

Jak to?

Chcesz do Wiesi, idź. Chcesz wrócić, przyjdź. Tylko nie kłam.

A jakby Michał do ciebie przyszedł?

Nie przyjdzie. Ma Natalię z dziewiątej działki.

Skąd wiesz?

No przecież widzę. Nic nie mówię, jak wszyscy.

Rano Staszek przyszedł z tobołkiem.

Graża, na pewno mogę wrócić?

Łóżko w szopie. Napompujesz materac, dasz radę.

Odstawił tobołek i poszedł szukać materaca. Sąsiedzi ukradkiem zerkali zza płotu. Wiesława podlewała ogórki, jakby nigdy nic.

Syn wyszedł na ganek.

Mamo, tata wrócił?

Materac w szopie pompuje.

Święta z ciebie! Wybaczyłaś mu czy co?

Głupia raczej. Na zmianę już za późno.

Po tygodniu Staszek przeniósł się z szopy do domu. Po miesiącu Grażyna przestała zauważać, iż Staszek dwa razy w tygodniu podlewa ogórki u Wiesi. Po roku cała uliczka miała nowe plotki.

Ludka z trzeciej poszła do Piotra z piątej, a Zosia zamieszkała z mężem Ludki.

Grażyna kisiła ogórki. Staszek budował nową szklarnię. Wiesława zza płotu czytała książkę.

Bo czym jest miłość? Przeżyć czterdzieści lat, wychować dzieci, zbudować dom, zasadzić drzewo.

I pogodzić się, iż idealnej miłości po prostu nie ma. Zwłaszcza w życiu na działkach.

Idź do oryginalnego materiału