Szpitalna sala przytłaczała i irytowała Annę. Zakryła dłońmi uszy, by nie słyszeć przejmującego płac…

6 godzin temu

Szpitalna sala przytłaczała mnie i drażniła. Zasłoniłam uszy dłońmi, żeby nie słyszeć rozdzierającego płaczu noworodków z sąsiedniej sali. Pragnęłam tylko jednego uciec stąd jak najszybciej i zapomnieć o wszystkim jak o koszmarnym śnie…

Aniu, córeczko, no spójrz choć chwilę na nią! prosiła starsza położna, ciocia Nina. Jest do ciebie podobna jak dwie krople wody!

Nie! choćby nie próbujcie mnie przekonywać! Podpisałam zrzeczenie? Podpisałam! Czego jeszcze ode mnie chcecie? prawie płakałam. Nie mam gdzie jej zabrać! Rozumiecie, o czym mówię?!

Cicho, bo dziecko przestraszysz. Jak to nie masz gdzie? Bez dachu nad głową jesteś? zmrużyła oczy położna. Masz jeszcze mamę, tatę?

Tak, mam starszą mamę, ale ona sama potrzebuje pomocy. Nie mogę wrócić do naszej wsi z małym dzieckiem. Ludzie by mnie wyśmiali.

Niech się śmieją, na zdrowie! uśmiechnęła się ciocia Nina. A poważnie mówiąc, ludzie pogadają i zapomną, a ty będziesz żałować do końca życia. Nigdy nie zapomnisz, iż zostawiłaś taką kruszynkę.

Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam szlochać. Pani Nina zrozumiała, iż już prawie mnie przekonała.

Spójrz, ma taki sam nos jak ty mały, zadarty. A oczy… od razu widać, iż będzie z niej śliczna, niebieskooka dziewczynka, jak jej mama.

Ale… ja choćby nie mam pieluszek. I za co ją zabiorę do domu? zaczęłam się łamać.

To żaden problem… Zorganizujemy ci pomoc. Damy trochę pieniędzy z funduszu i skompletujemy wyprawkę. Osobiście odprowadzę was na dworzec. No, jak ją nazwiesz?

Iga…

Piękne imię! Bardzo jej pasuje. Weź Igę, nakarm ją, a ja zaraz do was zajrzę.

Ciocia Nina, wstrzymując oddech, podała mi moją córeczkę. Wzięłam ją bardzo ostrożnie, niepewnie. Łzy płynęły mi po policzkach. Przytuliłam dziecko do siebie i zrozumiałam, iż nigdy jej nie zostawię.

No i co? Udało się? zapytał lekarz. Wycofa zgłoszenie?

Udało! położna otarła łzę, ale na twarzy miała uśmiech.

Już na peronie poczułam się, jakbym budziła się z okropnego snu. Trzymałam mocno córkę, tak jakby miała mi ją ktoś za chwilę odebrać. Obok stała pani Nina. Tak jak obiecała, przyszła nas odprowadzić.

Dziękuję… Wstyd mi wspominać, iż chciałam ją zostawić powiedziałam cicho.

Masz naprawdę trudną sytuację. Ale choćby najgorsze chwile kiedyś mijają, a dziecka można by była stracić na zawsze… Sama dawno temu popełniłam błąd, którego już nie naprawię westchnęła Nina.

Jaki błąd? zapytałam zaskoczona. Wydawało mi się, iż pani jest święta.

Miałam podobną sytuację jak ty, ale nie miałam nikogo. Chciałam pozbyć się niechcianej ciąży. Lekarze odmawiali, mówiły, iż już za późno. Poszłam do znachorki. Pomogła mi, ale od tamtej pory zostałam bezpłodna.

Naprawdę nic się nie dało zrobić? zapytałam przejęta.

Nie pokręciła głową. Mąż był dobry, ale gdy dowiedział się, iż nie będziemy mieć dzieci, odszedł… Nina nie potrafiła powstrzymać łez.

Bardzo mi przykro… Całe życie przyjmowała pani dzieci na świat, a własnych nie dane było nosić na rękach…

Aniu, dbaj o Igę. I pamiętaj, jeżeli kiedyś będzie ci szczególnie trudno, wiesz, gdzie mnie szukać.

Objęłyśmy się, jakbyśmy były najbliższą rodziną. niedługo nadjechał pociąg. Długo jeszcze patrzyłam przez brudne okno, machając na pożegnanie położnej. Pani Nina stała samotnie na peronie, od czasu do czasu ocierając ukradkiem łzę.

Podróż była długa i trudna. Sercem czułam, iż zbliżam się do rodzinnego domu. W jednej ręce trzymałam Igę, w drugiej wielką torbę z wyprawką, którą dostałam w szpitalu. Jak przyjmie mnie mama? Co powie? martwiłam się, nie mając pojęcia, jaka będzie jej reakcja.

Anka? To ty? zza furtki wychyliła się sąsiadka.

Tak, ciociu Zosiu, czy mama jest w domu?

Nic nie wiesz? zdziwiła się kobieta. Już ponad pół roku jak twojej mamy nie ma…

Może to i lepiej, iż mama nie dożyła takiego wstydu! To twoje dziecko? kiwnęła w stronę Igi.

Tak, moje! odpowiedziałam dumnie.

Na miękkich nogach weszłam na podwórko. Chciało mi się wyć i płakać z bólu i rozpaczy, ale na rękach miałam córkę. Nie mogłam pozwolić sobie na słabość. Musiałam myśleć przede wszystkim o niej. Nic się nie bój, córeczko. Jesteśmy we dwie i damy radę! tuliłam mocno małą.

***

Minęło dziesięć lat. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Krzątałam się przy kuchni, a Iga patrzała przez okno na zaśnieżoną ścieżkę w ogrodzie.

Mamusiu, dlaczego nie mam babci? Moje koleżanki zawsze chwalą się, iż na święta jadą do babci i dziadka. Babcie dają im piękne prezenty i zawsze nie mogą się na nich doczekać odezwała się Iga.

Niestety, nasza babcia już dawno odeszła. Nie zdążyła cię choćby poznać powiedziałam cicho.

A druga babcia?

Jaka druga? zdziwiłam się.

Każde dziecko powinno mieć dwie babcie! nie dawała za wygraną Iga.

adekwatnie mamy jeszcze jedną babcię. Może pojedziemy do niej z wizytą, zawieziemy jej pierniczki? Pracuje w szpitalu, bardzo miła, ciepła osoba uśmiechnęłam się, przypominając sobie panią Ninę.

Co powiedziałyśmy, to zrobiłyśmy. Następnego dnia pojechałyśmy do miasta. W szpitalu zapytałam o położną Ninę Zielińską.

Już od dawna nie pracuje! odpowiedziała dyżurująca pielęgniarka. Przeszła na emeryturę z powodu zdrowia.

Tak? Przyjechałyśmy z daleka, aby ją odwiedzić. Macie może jej adres albo numer? Bardzo proszę! prosiłam.

W zasadzie nie możemy udostępniać takich danych. A kim jest pani dla pani Zielińskiej? zapytała surowo pielęgniarka.

Jej siostrzenicą skłamałam, bo wiedziałam, iż obca osoba nie dostanie adresu. Dawno nie byłam u cioci, całkiem zapomniałam gdzie mieszka. Miałam zapisane, ale zgubiłam gdzieś… Bardzo proszę, pomóżcie! błagałam.

Proszę pani! Bardzo chcemy zobaczyć babcię! poprosiła też Iga.

Dobrze! Postaram się coś zrobić westchnęła pielęgniarka.

Po kwadransie wróciła i podała nam karteczkę z adresem. Życzyła wszystkiego dobrego i poprosiła, żeby pozdrowić panią Ninę.

Dziękowałam z radością. Złapałyśmy taksówkę i pojechałyśmy pod wskazany adres. Serce waliło mi jak młotem, gdy wspinałam się na trzecie piętro. Byle tylko nie za późno… myślałam.

Drzwi otworzyły się niemal od razu. W progu stała pani Nina, wyraźnie starsza, ale w dobrej formie.

Dobry wieczór! uśmiechnęłam się.

Starsza kobieta patrzyła uważnie, próbując sobie przypomnieć, skąd mnie zna.

Ania…? szepnęła.

Tak! I pani wcale się nie zmieniła zaśmiałam się, pokazując Igę. To jest Iga, pamięta pani?

Oczywiście! rozpromieniła się Nina. Co tu stoicie na korytarzu, chodźcie moje dziewczyny do środka.

Po pół godzinie siedziałyśmy przy stole, rozmawiając o wszystkim, co nas przez te lata spotkało. Miałyśmy sobie tyle do opowiedzenia.

Iga bawiła się kotem na kanapie i oglądała swoje ulubione bajki.

Aniu, zostańcie u mnie poprosiła Nina. Przecież ja jestem sama, a wy też samotne… Igę damy do dobrej szkoły, ty znajdziesz pracę.

Nie wiem… A mój dom? Szkoda zostawić. Może to pani się do nas przeprowadzi? Urządzimy gospodarstwo, kupimy krowę. Mamy cudowne powietrze, rzeka blisko, latem jest przepięknie próbowałam przekonać panią Ninę.

Może rzeczywiście! Całe życie marzyłam o swoim ogródku, a o krowie choćby nie marzyłam! roześmiała się. W jej oczach pojawiła się euforia i nadzieja.

Więc postanowione! Jedziemy do nas! ucieszyłam się.

Babciu Nino, będziesz już zawsze z nami? Iga przytuliła kobietę.

Tak, zawsze marzyłam o tak cudownej wnuczce!

Następnego dnia pojechałyśmy do naszego domu, z walizkami pełnymi nadziei i nowych planów. Każda z nas czuła szczęście na swój własny sposób. Ja cieszyłam się, iż nie jestem już sama, iż przy moim boku będzie ktoś bliski. Nina nie śmiała choćby marzyć, iż na stare lata znajdzie rodzinę i zamieszka na wsi, wśród pól i sadów. A Iga była po prostu szczęśliwa, bo w końcu miała ukochaną babcię.

Idź do oryginalnego materiału