jeszcze jeden liść i jeszcze jeden
drzewa mienią się złotem i oranżem
przemijanie ich nie rani nie przeraża
żegnają letnie poranki pachnące rosą
tęsknią za snem pod kołderką z szadzi
liście nigdy nie płaczą z samotności
tyle ich jest
suną wirują tańczą
gonią z wiatrem szczęście
uśmiechają się do słońca
to pieszczą alejkę w parku
to układają się miękko w trawie
spójrz
tylko szarość pni usiadła obok
i pachnie smutkiem





