Wszystko zaczęło się od planów budowy Dżungli 360, czyli ogromnego, przeszklonego pawilonu z egzotyczną roślinnością, który miał stanąć w Ogrodzie Botanicznym. Z Orientarium miała go połączyć kładka nad ul. Krzemieniecką.
Przeciwko inwestycji protestowali mieszkańcy, społecznicy i naukowcy. Ostatecznie Holding Łódź wycofał się z forsowania pierwotnej lokalizacji. Rozważane są inne miejsca, między innymi teren dawnego stadionu Startu. Choć ostatecznej decyzji miasta wciąż nie ma, przeciwnicy budowy Dżungli w Botaniku mogą mówić o pierwszym poważnym sukcesie.
Na tym jednak nie zamierzają poprzestać.
Zielone Serce Botanika zmienia nazwę. Teraz walczą o Las Łagiewnicki
We wtorek, 27 października, przed Urzędem Miasta Łodzi ogłosili, iż Zielone Serce Botanika zmienia nazwę na Zielone Serce Łodzi. Powód? Jak przekonują, zagrożonych miejskich terenów zielonych jest znacznie więcej. Wśród nich wymieniają Las Łagiewnicki, Arturówek i Lublinek.
- Nie jesteśmy przeciwnikami rozwoju Łodzi. Jesteśmy przeciwnikami niepotrzebnej ingerencji w przyrodę i komercjalizacji terenów zielonych. Ponad 16 tysięcy podpisów pod naszymi dwiema petycjami to wyraźny głos mieszkańców, którego władze miasta nie powinny ignorować. Niestety, trudno mówić o rzeczywistym dialogu, kiedy pisma kierowane do prezydent Hanny Zdanowskiej czy przewodniczącego Rady Miejskiej Bartosza Domaszewicza długo pozostają bez odpowiedzi lub też odpowiedzi nie ma wcale. Czy tak wygląda szacunek dla mieszkańców? Czy władze miasta liczą na to, iż wystarczy przeczekać społeczne protesty, a problem sam zniknie? Nie zniknie, a my nie zamierzamy milczeć
- mówił Adam Sęczkowski, jeden z liderów inicjatywy.
- Nie oczekujemy od polityków pustych deklaracji ani okazjonalnych zdjęć na tle zieleni. Oczekujemy konkretnych działań, odwagi w zabieraniu głosu i reprezentowania interesów mieszkańców
- podkreślał.
Tym razem głównym przedmiotem sporu jest Las Łagiewnicki. Miasto planuje tam między innymi budowę ścieżki w koronach drzew, wieży widokowej, nowych atrakcji w Arturówku oraz modernizację leśnych traktów.
Urzędnicy uspokajają, iż inwestycje mają być prowadzone z poszanowaniem przyrody.
- Całość prac realizowana będzie z bardzo dużym poszanowaniem zieleni. Nie będzie ingerencji w miejscach, które stanowią rezerwaty przyrody. Obiekty będą powstawać w możliwie najmniej inwazyjny sposób
- informowało wcześniej biuro prasowe Urzędu Miasta Łodzi.
Te zapewnienia nie przekonują jednak przeciwników inwestycji, którzy obawiają się nieodwracalnych zmian w jednym z największych kompleksów leśnych znajdujących się w granicach europejskich miast.
Dlatego we wtorek złożyli w magistracie społeczny projekt uchwały kierunkowej Rady Miejskiej dotyczącej ochrony Lasu Łagiewnickiego. Liczą, iż radni zajmą się dokumentem i poddadzą go pod głosowanie.
- To będzie uchwała, która da pani prezydent moc, aby przeciwstawiać się złym pomysłom w Lesie Łagiewnickim, które ostatnio pojawiły się w przestrzeni publicznej. Chodzi głównie o ścieżkę w koronach drzew oraz wysypywanie duktów leśnych tłuczniem. Z tym absolutnie się nie zgadzamy i będziemy walczyć, żeby do tego nie doszło
- mówił Michał Siniarski.
Jak podkreślił, las potrzebuje inwestycji, ale przede wszystkim takich, które poprawią jego nawodnienie i zapobiegną wysychaniu drzew.
- Nie komercjalizacja, nie ścieżki w koronach drzew, nie tłumy turystów z innych miast
- wyliczał.
Podobnego zdania jest Anna Piekacz, która od dzieciństwa mieszka w sąsiedztwie Lasu Łagiewnickiego. Jak przekonywała, pieniądze powinny zostać przeznaczone przede wszystkim na podniesienie poziomu wód, oczyszczenie Bzury i stawów w Arturówku.
- Ja jestem szokowana pomysłami miasta, ponieważ żyjemy w czasach, kiedy każde drzewo, każdy ekosystem jest na wagę złota i powinniśmy o niego dbać priorytetowo, nie bawiąc się w turystykę, nie ściągając dodatkowych turystów spoza Łodzi. Las powinien pozostać taki, jak jest
- mówiła.
„Nie przychodźcie do nas po podpisy”
Protestujący sprzeciwiają się również przekazywaniu terenów zielonych do miejskiego holdingu, zarówno w formie aportu, jak i dzierżawy. Małgorzata Czubak uważa, iż choćby kilkuletnia dzierżawa może być początkiem trwałego przejmowania kontroli nad miejskimi nieruchomościami.
- Miasto w tej chwili nie jest zdolne wyjść z taką inicjatywą, żeby aportować te tereny, więc robi tak zwane, naszym zdaniem, kroczące przejęcie. To jest właśnie dzierżawa. Dzierżawa na trzy lata, bez zgody Rady Miasta
- przekonywała.
Najostrzejsze słowa pod adresem polityków padły jednak z ust Anny Ginalskiej, od lat zaangażowanej w obronę łódzkiej zieleni. Przypomniała między innymi protesty przeciwko organizacji festiwalu Audioriver w Parku na Zdrowiu.
- Nie przychodźcie do nas z listami po podpisy poparcia, bo ich po prostu nie dostaniecie. I będziemy robić wszystko, żebyście odczuli na własnej skórze, jak to jest, kiedy jest się petentem odrzucanym
- zapowiedziała.
Działacze nie wykluczają kolejnych protestów ani kroków prawnych, jeżeli ich postulaty przez cały czas będą ignorowane.
- Przestańcie traktować tereny zielone jak rezerwę inwestycyjną. Zacznijcie słuchać mieszkańców
- zaapelował Adam Sęczkowski.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/burza-wokol-wielkiej-inwestycji-w-lodzi-spolecznicy-zadaja-wstrzymania-przetargu/GV4Jgyt9FdPXiZyMOuU8
59 minut temu




