Świnoujście. Radni świętujący fajerwerkami finał WOŚP – chcą zakazać fajerwerków w Świnoujściu

3 godzin temu

Jeszcze kilka dni temu Świnoujście tonęło w huku, błyskach i euforii. Podczas finału WOŚP w niebo poleciały dziesiątki tysięcy złotych w postaci fajerwerków. Miasto klaskało, nagrywało relacje, świętowało. Nikt nie mówił o stresie zwierząt, o dzieciach, o osobach w spektrum autyzmu, o seniorach, o hałasie przekraczającym próg bólu.

Dziś ten sam samorząd stawia się w roli obrońcy zdrowia, środowiska i ciszy. Na stół trafia projekt uchwały wprowadzającej całoroczny zakaz używania fajerwerków na terenie Świnoujścia. I właśnie tutaj zaczyna się problem, którego nie da się przykryć ani paragrafami, ani górnolotnymi uzasadnieniami.

Jednego dnia feta, drugiego moralizowanie

Projekt uchwały nie pozostawia wątpliwości. Fajerwerki są przedstawiane jako zagrożenie dla ludzi, zwierząt i środowiska. Hałas rzędu 150 do 175 decybeli ma powodować stres, urazy słuchu i realne zagrożenie zdrowia. Ptaki na obszarach Natura 2000 mają być płoszone, dezorientowane i narażone na śmierć. Zwierzęta domowe mają uciekać, ginąć, dostawać zawałów.

Problem w tym, iż te argumenty nie pojawiły się nagle. One były aktualne również wtedy, gdy fajerwerki rozświetlały niebo podczas finału WOŚP. Hałas był ten sam. Stres był ten sam. Ptaki i zwierzęta reagowały tak samo. Różnica polega wyłącznie na tym, iż wtedy było to wygodne, medialne i politycznie bezpieczne.

Zakaz bez wyjątków, pamięć mieszkańców bez luki

Projekt uchwały nie wprowadza żadnych wyjątków. Nie ma w nim zapisów o wydarzeniach charytatywnych, miejskich czy specjalnych okazjach. Zakaz ma być całoroczny i powszechny. To oznacza, iż fajerwerki są złe zawsze, a nie tylko wtedy, gdy nie pasują do aktualnej narracji.

Mieszkańcy Świnoujścia to widzą. Pamiętają obrazy sprzed kilku dni. Pamiętają uśmiechy, scenę, aplauz i ciszę władz wobec huku. Dlatego dziś trudno im uwierzyć w nagłą wrażliwość i troskę o dobro wspólne. To nie jest zmiana świadomości. To jest zmiana tonu pod uchwałę.

Miasto uzdrowiskowe czy miasto wybiórczych zasad

W uzasadnieniu projektu uchwały wielokrotnie podkreśla się uzdrowiskowy charakter Świnoujścia. Cisza, spokój i bezpieczeństwo mają być fundamentem wizerunku miasta. To słuszne cele. Tyle iż uzdrowisko nie może działać na zasadzie przełącznika. Nie można jednego dnia akceptować hałasu, a drugiego dnia karać za ten sam hałas.

Prawo powinno być przewidywalne i równe dla wszystkich. Tymczasem mieszkańcy dostali czytelny sygnał. Fajerwerki są problemem wtedy, gdy odpalają je zwykli ludzie. Gdy robi to miasto lub wydarzenie o dużym zasięgu medialnym, problem znika.

Hipokryzja zamiast konsekwencji

Ten projekt uchwały obnaża coś więcej niż spór o fajerwerki. Pokazuje mechanizm władzy, która reaguje nie na fakty, ale na okoliczności. Nie na zasady, ale na potrzebę chwili. Nie na konsekwencję, ale na wygodę.

Nie da się jednego dnia świętować huku, a drugiego dnia pisać uchwał przeciwko hałasowi. Nie da się jednego dnia klaskać, a następnego pouczać. Nie da się jednego dnia podpalać nieba fajerwerkami, a drugiego dnia gasić sumienie paragrafami.

Wnioski dla mieszkańców

Jeżeli zakaz fajerwerków ma mieć sens, musi być oparty na uczciwości i konsekwencji. Bez wyjątków. Bez podwójnych standardów. Bez politycznego kalkulowania, kiedy hałas jest zły, a kiedy pożyteczny.

Bo w przeciwnym razie nie będzie to uchwała chroniąca ludzi i zwierzęta. Będzie to symbol hipokryzji, którą mieszkańcy zapamiętają na długo.

Klęska kompetencyjna władzy lokalnej. Test, którego politycy nie zdali

Idź do oryginalnego materiału