Serce kota dudniło cicho w piersi, myśli rozbiegały się, dusza bolała. Co takiego mogło się wydarzyć…

21 godzin temu

Serce kota dudniło głucho w piersi, myśli rozbiegały się, dusza bolała. Co takiego się wydarzyło, iż opiekunka oddała go obcym ludziom? Dlaczego go zostawiła?

Gdy na parapetówkę podarowano Oli całkowicie czarnego brytyjczyka, przez kilka minut nie mogła dojść do siebie ze zdziwienia…

Skromne mieszkanie w bloku, na które ledwo odłożyła pieniądze, dopiero zaczynała urządzać. Miała też inne sprawy na głowie.

A tu kotek. Gdy już otrząsnęła się z szoku, spojrzała w bursztynowe oczy malucha, westchnęła, uśmiechnęła się i zapytała osobę, która wręczyła jej gościa:

To kot czy kotka?
Kot!
Dobrze, kot. Będziesz Filemonem zwróciła się do kociaka.

Kot otworzył małą paszczę i cicho zapiszczał: Miau

*****

Brytyjczyki okazały się być wyjątkowo towarzyskimi zwierzętami. Tak minęły trzy lata Ola i Filemon żyli zgodnie, dbając o siebie nawzajem. Z czasem odkryła, iż Filemon ma wzruszającą duszę i wielkie serce.

Z entuzjazmem witał ją po pracy, ogrzewał jej nogi podczas snu, oglądał z nią filmy, wtulony pod bok, a przy sprzątaniu biegał za nią jak cień.

Życie z kotem nabrało nowych barw. Miło wracać do domu, gdzie ktoś czeka, z kim można się pośmiać i posmucić. Najważniejsze kto rozumie cię bez słów.

Wydawało się, iż niczego więcej jej nie potrzeba, ale…

Ostatnio Ola zaczęła odczuwać dziwny ból po prawej stronie. Najpierw tłumaczyła sobie, iż źle się wyspała, potem obwiniała tłuste jedzenie. Gdy ból się nasilił, zdecydowała: idę do lekarza.

Diagnoza ją załamała. Cały wieczór płakała, chowając twarz w poduszkę. Filemon, wyczuwając jej stan, wtulił się obok i próbował ją pocieszyć melodyjnym mruczeniem.

Przy dźwiękach mruczenia Filemona nieświadomie zasnęła. Rano, pogodzona z losem, postanowiła nie mówić rodzinie o chorobie, by uniknąć litościwych spojrzeń i niezręcznych prób pomocy.

Miała jeszcze iskierkę nadziei, iż lekarze poradzą sobie z jej przypadłością zalecono jej hospitalizację i leczenie, które mogło poprawić jej stan.

Pojawiło się pytanie: co zrobić z kotem? W głębi duszy pogodziła się z tym, iż jej choroba może skończyć się tragicznie, więc postanowiła znaleźć Filemonowi nowy dom i dobrych opiekunów.

Dała ogłoszenie w internecie: odda rasowego kota w dobre ręce.

Pierwszy zainteresowany zapytał, dlaczego oddaje dorosłego zwierzaka. Ola, sama nie wiedząc czemu, odpowiedziała, iż jest w ciąży i odkryła alergię na sierść kota.

Po trzech dniach Filemon w transporterze i z całym wyposażeniem pojechał do nowych właścicieli, a Ola trafiła do szpitala

Dwa dni później zadzwoniła do nowych opiekunów Filemona, pytając, jak sobie radzi. Po setkach przeprosin usłyszała, iż kot uciekł jeszcze tego samego wieczoru i nikt nie może go odnaleźć.

Jej pierwszym odruchem było wyrwanie się ze szpitala i ruszenie na poszukiwania. Poprosiła pielęgniarkę o przepustkę, ale ta stanowczo odmówiła i kazała wrócić do łóżka.

Sąsiadka z sali, zauważywszy rozterkę młodej kobiety, zapytała o powód. Ola, płacząc, wszystko jej opowiedziała.

Poczekaj z rozpaczą, kochanieńka powiedziała jej drobna, starsza kobieta jutro ma przyjechać znany profesor z Warszawy. Ja mam kiepską diagnozę, ale syn, biznesmen, załatwił mi przeniesienie do innej kliniki. Odmówiłam. Ale jakoś się dogadał, koniec końców przyjedzie tutaj. Poproszę, by i ciebie zbadał może nie wszystko stracone mówiła, głaszcząc Olę po ramieniu.

*****

Filemon, wydostawszy się z transportera, zrozumiał, iż jest w obcym domu. Ktoś zupełnie obcy wyciągnął do niego rękę, by pogłaskać…

Nervoły nie wytrzymały, trzasnął łapą i uciekł w ciemny kąt.

Paweł, nie dotykaj go na razie, musi się oswoić Filemon usłyszał łagodny kobiecy głos, ale to nie był głos jego pani.

Serce kota dudniło głucho w piersi, myśli się plątały, dusza bolała. Co takiego się stało, iż jego opiekunka oddała go obcym, czemu go porzuciła?

Bursztynowe oczy szukały ucieczki. Nagle Filemon dostrzegł uchylone okno. Błyskawicznie przeskoczył przez pokój i wyskoczył na zewnątrz!

Na szczęście to był tylko drugi piętro, a pod oknem pielęgnowany trawnik. Tam rozpoczęła się jego droga powrotna do domu…

*****

Profesor okazał się być sympatyczną panią w średnim wieku. Przedstawiła się jako Maria Pawłowska, uważnie przejrzała historię leczenia, poprosiła Olę, by położyła się na lewym boku.

Przez dłuższy czas badała ją, zadawała pytania o ból, potem znów przeczytała dokumentację. Powtórzyły się badania na jakimś specjalistycznym sprzęcie.

Ola nie spodziewała się niczego dobrego. Wróciła do sali, gdzie już czekała jej sąsiadka.

I co ci powiedzieli, kochanieńka? zagadnęła.

Na razie nic, mają jeszcze przyjść.

No widzisz, a mnie się nie poszczęściło potwierdziła swój diagnoz z żalem starsza pani.

Bardzo mi przykro i dziękuję za wszystko odpowiedziała Ola, nie wiedząc, jak pocieszyć kogoś, kto wie, iż niedługo odejdzie.

Po pół godzinie weszła Maria Pawłowska z grupką lekarzy.

Olu, mam dla ciebie dobre wieści. Choroba jest uleczalna, już rozpisałam leczenie. Poleżysz dwa tygodnie, przejdziesz terapię i wyjdziesz zdrowa powiedziała z uśmiechem.

Gdy wyszli, sąsiadka zagadnęła:

No i świetnie. Cieszę się, iż przed odejściem zrobiłam jeszcze jeden dobry uczynek. Bądź szczęśliwa, kochanieńka.

*****

Filemon nie znał żadnej gwiazdy przewodniej, po prostu szedł za swoim kocim instynktem. Droga do domu to nie była sielanka musiał nauczyć się być dzikim łowcą.

Unikał ruchliwych ulic, przemykał pod samochodami, robił skoki na drzewa (tak mu się wydawało, zwłaszcza gdy uciekał przed psami), dążył do celu…

W jednym z cichych podwórek spotkał doświadczonego kocura.

Ten, rozpoznając w Filemonie obcego, rzucił się na niego z wrzaskiem, ale Filemon gwałtownie przestał być dystyngowanym gentlemanem i przeistoczył się w rozjuszonego bandytę. Nie ustąpił.

Starcie trwało krótko. Lokalny koci boss haniebnie schował się w krzakach, zostawiając Filemonowi lekko podrapane ucho.

Tak to już jest, każdy pokazuje, kto rządzi. Filemon szedł do domu i nic nie mogło go powstrzymać.

Idąc dalej, przypomniał sobie instynkty przodków: spał na drzewach, wybierając wygodne rozwidlenia.

Wstyd się przyznać, ale musiał jeść ze śmietnika i kraść resztki od podwórkowych kotów, które byli dokarmiani przez dobrych ludzi.

Pewnego dnia wpadł na stado kundli. Przegonili go na kruche drzewko, szczekając i podskakując, próbując go dosięgnąć.

Zabrali się ludzie, odgonili psy. Jedna z kobiet chciała zabrać Filemona do domu. Przynęciła go kawałkiem kiełbasy.

Głód i strach sprawiły, iż zszedł, dał się pogłaskać i wzięć na ręce. Jednak…

Po odpoczynku, gdy się najadł i ogrzał, przypomniał sobie, dokąd zmierza. Wyskoczył za kobietą na klatkę schodową i wślizgnął się przez drzwi ruszył dalej w kierunku mieszkania…

*****

Ola po wyjściu ze szpitala pojechała prosto do domu. W myślach miała wciąż słowa starszej pani: Bądź szczęśliwa. Była przeszczęśliwa, iż diagnoza się nie potwierdziła.

Ale serce bolało. Tęskniła za Filemonem. Nie mogła sobie wyobrazić pustego mieszkania, w którym nikt na nią nie czeka.

Tuż po przekroczeniu progu zadzwoniła do ludzi, którzy zabrali Filemona i poprosiła o dokładny adres. Pojechała do nich, dowiedziała się, jak uciekł, postanowiła ruszyć śladem kota.

Mówili jej, iż to niemożliwe, iż minęły dwa tygodnie i kot raczej nie przeżyłby na ulicy, ale nie chciała w to wierzyć.

Szła pieszo, zaglądała do każdego podwórka, rozglądała się po pobliskich skwerach, garażach. Starała się myśleć jak kot, który nigdy nie był poza domem. Wołała Filemona, zaglądała w ciemność piwnicznych okienek.

Gdy już zbliżała się do swojego bloku, uświadomiła sobie, iż kot zapadł się pod ziemię. Przecież choćby ona szła tu dwie godziny z opóźnieniami, a kot nie zna miasta.

Weszła na swoje podwórko ze ściśniętym sercem, łzy cisnęły się do oczu. Przez zasłonę łez dostrzegła na chodniku po drugiej stronie czarnego kota, idącego w jej stronę.

Jakiś czarny kot przemknęło jej przez myśl. Ola przystanęła i, patrząc uważnie, zrozumiała. Rzuciła się z okrzykiem: Filemon!.

A kot nie pobiegł nie miał już siły. Usiadł, mrużąc oczy ze szczęścia, cicho zapiszczał: Wróciłem!

Ta historia nauczyła mnie, iż choćby gdy wydaje się, iż wszystko stracone, nie wolno tracić nadziei. Upór, dobroć i miłość mają wielką moc zawsze warto wierzyć w powrót do domu.

Idź do oryginalnego materiału