Wyjechałam z autobusu, walcząc z ciężkimi torbami w rękach, i ruszyłam w stronę rodzinnego domu. Już jestem! zawołałam, otwierając drzwi. Julka, córciu! wszyscy rzucili się do mnie z uśmiechem. Przeczuwaliśmy, iż dziś przyjedziesz!
Wieczorem, gdy siedzieliśmy przy dużym, dębowym stole, ktoś zapukał do drzwi. To pewnie sąsiedzi przyszli złożyć życzenia stwierdziła mama, wzruszając ramionami, i poszła otworzyć. Po chwili wróciła nie sama, ale z gośćmi. Patrzyłam im w twarz i zaniemówiłam z zaskoczenia.
***
Patrzyłam przez szybę autobusu, który oddalał mnie od rodzinnej wsi na Mazowszu. Na kolanach miałam dużą, kraciastą torbę, ciasno przyciśniętą do siebie. Spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale babcia upchnęła na wierzchu jeszcze całą siatkę ciepłych, drożdżowych bułeczek, których zapach rozchodził się po całym pojeździe.
Nie wytrzymałam, odsunęłam zamkiem torbę i gwałtownie wyjęłam dwa złociste, rumiane drożdżówki.
Chcesz jedną? zwróciłam się do chłopaka, który wsiadł na jednym z wcześniejszych przystanków. Bez słów ustąpił mi miejsca przy oknie, czym od razu zyskał moją sympatię.
Jasne! uśmiechnął się i aż przełknął ślinę z apetytem.
Jestem Julka przedstawiłam się.
A ja Bartek. Studiować jedziesz?
Tak! U nas ani technikum, ani uniwersytetu nie ma, tylko szkoła rolnicza, a ja traktorem jeździć nie potrafię.
Ja też! Bartek westchnął. Ale i tak lubię naszą wieś.
Podróż do Warszawy trwała cztery godziny. Zdążyliśmy się dobrze poznać i choćby zaprzyjaźnić. Wymieniliśmy się numerami, a potem rozeszliśmy się każde w swoją stronę.
***
Debatowanie i stres związany z egzaminami rekrutacyjnymi minęły szybko. Zarówno ja, jak i Bartek dostaliśmy się tam, gdzie marzyliśmy szczęście było nie do opisania! Zostały już tylko plany i wielkie nadzieje na przyszłość.
Julka, może uczcimy to w jakiejś kawiarni? zadzwonił kiedyś Bartek.
Cieszyłam się. On był taki swojski, naturalny, bez żadnego zadęcia nie to, co niektórzy.
Spotkaliśmy się w kawiarni w centrum Hipopotam, jakby śmiesznie ją nazwano. Siedzieliśmy przy oknie, patrząc na statki płynące po Wiśle pod głos przewodnika z głośnika.
Ciekawe, czemu ta kawiarnia nazywa się Hipopotam? zapytałam nagle.
Bartek roześmiał się: Bo jak za dużo tu zjadasz, możesz nieźle się rozrosnąć!
Chyba masz rację! zaśmiałam się, pochłaniając z apetytem pyszne ciastko.
Od tamtej pory często wracaliśmy do Hipopotama i umawialiśmy się: Spotkajmy się na naszym miejscu.
Tamtego wieczoru pierwszy raz się pocałowaliśmy. Ten pocałunek zapamiętam na całe życie delikatny i gorący zarazem.
***
Z czasem stawaliśmy się sobie coraz bliżsi nikt nie był mi tak bliski jak Bartek (poza rodzicami). Ale z nim było to coś zupełnie innego.
Julka, przeprowadź się do mnie, co? zaproponował Bartek na trzecim roku. A latem się pobierzemy!
To chyba się zaręczamy? zaczęłam żartować.
No, wychodzi na to!
To zapytam jak w tym filmie: Nie boisz się, iż będę ciągle się kręcić pod nosem? zaśmiałam się.
Kręć się ile chcesz! roześmiał się Bartek i wywirował mnie w środku ulicy.
Wróciłam do wynajmowanego mieszkania w świetnym humorze, gdzie mieszkałam z dwiema dziewczynami.
Julka, dziś jesteś jak odmieniona! Co się stało? pytała Ola.
Dziewczyny, chyba niedługo się do Bartka przeprowadzę! pisnęłam radośnie.
Zaprosisz nas na ślub? ucieszyła się Ania.
Ślub będzie latem, teraz po prostu zamieszkamy razem!
Julka, nie rób tego! Może lepiej poczekać do ślubu? protestowała Ola.
Tylko się roześmiałam: Ola, nie bądź taka staroświecka! Teraz wszyscy tak żyją!
Moja mama prawniczka. Wiem, jak to się kończy obruszyła się.
Dobrze, już nie marudź! przeprosiłam.
Ale słowa o wolnych związkach pobrzmiewały mi w głowie jeszcze długo. Mimo wszystko wciąż zwlekałam z przeprowadzką.
Bartek w końcu przestał naciskać.
***
W połowie grudnia spacerowałam z dziewczynami po mroźnej Warszawie. Lśniący śnieg, kolorowe światełka i atmosfera świąt poprawiały humor, choć było naprawdę zimno.
Zatrzymaliśmy się przy Hipopotamie.
Wejdźmy tu, Bartek lubi to miejsce! zaproponowałam.
Ale zobacz, siedzi tam wskazała nagle Ania, dziwnie smutno.
Spojrzałam rzeczywiście, Bartek siedział przy naszym stole, naprzeciwko młodszej, radosnej dziewczyny. Śmiali się, rozmawiali.
Odwróciłam się bez słowa.
Ja chyba wracam do domu powiedziałam cicho.
Idziemy z Tobą! zawołały Ola i Ania.
W domu próbowały mnie przekonać, iż Bartek nie zdradził, iż nie powinnam być zazdrosna. Ale wiedziałam, jak patrzył na nią siedzieli w naszym miejscu To bolało.
Przestałam odbierać od niego telefony, unikałam spotkań. Gdy kiedyś spotkał mnie pod uczelnią, chwycił za rękę:
Julka, co jest? Masz kogoś? spytał.
Spojrzałam na niego i wyrzuciłam z siebie:
Ty masz czelność pytać?! Umiesz zwalać winę! Puść mnie, idę na egzamin.
Wyrwałam dłoń i weszłam do środka. Bartek poszedł do domu, zdezorientowany.
***
Zdałam sesję przed czasem i pojechałam na święta do domu pod Siedlcami. Wydawało mi się, iż najlepiej przeżyć zawód pod rodzinnym dachem.
Rzeczywiście, humor mi się poprawił, gdy wysiadłam z autobusu na przystanku. Mróz szczypał w policzki, śnieg chrupał pod butami, a wieś błyszczała jak z bajki. Drzewa przykryte śniegiem, domy ozdobione lampkami wszystko wyglądało pięknie.
Wzięłam torbę upominki dla mamy, taty i babci i ruszyłam do domu. Przed furtką przy mojej jodle, którą mama przystroiła jak dawniej, zatrzymałam się na chwilę.
Wesołych świąt! powiedziałam, wchodząc do środka.
Julka, córciu! wszyscy wybiegli mi naprzeciw.
Ten dzień był przepełniony euforią spotkania. Szkoda tylko, iż zimowe dni są takie krótkie.
Trudno, zapalimy lampki na choince pocieszył tata.
Wieczorem, kiedy siedzieliśmy przy stole, ktoś zapukał do drzwi.
Sąsiedzi pewnie, przywitać się chcą mruknęła mama, idąc otworzyć.
Wróciła nie sama, ale z Mikołajem i Pomocnicą.
Bartek? zdziwiłam się, spoglądając na Mikołaja i tę dziewczynę z kawiarni. Jak mnie tu znalazłeś? Co to ma znaczyć?
Bartek roześmiał się głośno, dziewczyna też.
Twoje koleżanki powiedziały, gdzie możesz być. A to moja młodsza siostra, Iga!
Siostra? nie dowierzałam.
Tak! potwierdziła Iga. Jesteśmy podobni, wystarczy dobrze się przyjrzeć!
Kamień spadł mi z serca. Zamiast się zamartwiać, mogłam zapytać ganiłam się w myślach.
Bartek kontynuował: A teraz, przy całej rodzinie, proszę Cię, Julka, zostań moją żoną! Wyciągnął z kieszeni małe pudełko z pierścionkiem.
Oczywiście, tak! rzuciłam się mu na szyję. To będzie najlepszy Sylwester w moim życiu!
Będzie jeszcze wiele takich uśmiechnął się Bartek. Tylko decyzje podejmujmy razem, szczerze.
Zgoda! odpowiedziałam, czując, iż cała zima rozjaśniała.

19 godzin temu




