Pewnego popołudnia przeglądałem swoje papiery i zupełnie przypadkiem natknąłem się na akta związane z naszym warszawskim mieszkaniem. To, co odkryłem w tych dokumentach, nie tylko kompletnie mnie zaskoczyło, ale i mocno zdenerwowało, ponieważ

12 godzin temu

Dziennik, 14 czerwca 2024
To był wyjątkowy dzień, który na zawsze miał pozostać w mojej pamięci. Rodzice Małgosi, mojej żony, dali nam na ślub prezent, o jakim wielu może tylko pomarzyć mieszkanie w Warszawie! Uroczyście przekazali nam klucze, zapewniając, iż od tej pory jesteśmy jego właścicielami. Ponieważ budynek był nowy, mieszkanie odebraliśmy w stanie deweloperskim. Teściowa oznajmiła, iż skoro oni dali nam mieszkanie, moi rodzice powinni dorzucić coś od siebie i pomóc w jego wykończeniu. Rodzice przekazali nam już wcześniej solidny zastrzyk gotówki 50 tysięcy złotych ale zgodzili się także zaangażować się w remont.
Po ślubie od razu wzięliśmy się do pracy. Mój tata, fachowiec od budowlanki, załatwił wszystkie niezbędne materiały, a ja sam starałem się być wsparciem i pomocną dłonią. Czasami choćby Małgosia zakładała robocze ciuchy i dzielnie nam pomagała przy prostszych pracach.
Wspierał nas również teść, kiedy tylko mógł. Uznaliśmy z Małgosią, iż przed zakończeniem remontu nie będziemy wynajmować mieszkania, by nie pakować się w kolejne koszty. Tymczasowo zamieszkaliśmy u jej rodziców na Ursynowie.
Pewnego popołudnia szukałem ważnych papierów i przypadkiem natrafiłem na dokumenty od naszego mieszkania. Przerzucając kolejne strony, zauważyłem coś, co mnie zaskoczyło i szczerze mówiąc, wściekło. Właścicielem mieszkania wcale nie byłem ja, ani Małgosia, tylko… teściowa!
Wieczorem mieliśmy z ojcem kupować glazurę i armaturę do łazienki, ale przekładałem wszystko na jutro. Musiałem to przemyśleć, więc porozmawiałem z tatą, tłumacząc mu, co odkryłem i jakie mam wątpliwości.
Wieczorem, kiedy wszyscy byli już w domu, nie wytrzymałem i wypaliłem prosto z mostu:
Dlaczego mieszkanie jest na mamę, a nie na Małgosię? zapytałem, patrząc teściowej prosto w oczy.
Oj, jak dziecko jesteś, Pawle! odparła z wyższością To przecież dla dobra naszej Małgosi.
Czyli jakiego dobra? nie odpuszczałem.
Bo jak się rozwiedziesz, to nie zabierzesz nam połowy mieszkania! wypaliła bez ogródek teściowa.
Naszego mieszkania? Wkładamy z tatą w remont tyle, ile wyniósłby drugi pokój! Co, od razu zakładacie, iż się z Małgosią rozwiedziemy? Przecież dopiero co wzięliśmy ślub!
Małgosia milczała, ale w końcu szepnęła cicho:
Mamo, prosiłam cię, żebyś przekazała mieszkanie na mnie…
Patrzyłem na nią zszokowany:
Czyli wiedziałaś o wszystkim?
To nie tak Wiedziałam, ale mówiłam mamie, iż mieszkanie powinno być na mnie, naprawdę. Przecież próbowałam…
Patrzyłem na nią z rozczarowaniem. No pięknie, Małgosiu, świetny start w małżeństwie. Od razu z tajemnicami…
Od tamtej rozmowy minęło kilka dni, które spędzam u rodziców w Pruszkowie. Nie wiem, co dalej robić. Małgosia chce ze mną rozmawiać, ale nie jestem na to gotowy. Nigdy nie spodziewałbym się aż takiego braku zaufania ze strony jej rodziny. Może tak już po prostu jest, iż rodzice chcą chronić swoje dzieci, ale czy naprawdę aż takim kosztem?
Z tego wszystkiego wyciągnąłem bolesną, ale istotną lekcję: choćby najbliżsi potrafią zaskoczyć, a zaufanie trzeba budować powoli cegła po cegle, tak samo jak ściany we własnym mieszkaniu.

Idź do oryginalnego materiału