Kiedy wrócił z pracy, kota już nie było.
Patryk był chłopakiem jakich wielu spokojny, trochę nieśmiały, zero nałogów, za to sporo porządku. Na swoje dwudzieste piąte urodziny dostał od rodziców prezent godny serialu mieszkanie! No dobra, nie całkiem dostał. Rodzice dorzucili mu się do pierwszej raty kredytu hipotecznego, a reszta już była na jego głowie. I tak Patryk zakotwiczył samodzielność w samym środku Warszawy. Pracował jako programista, wolał wieczory z Netflixem niż ze znajomymi, a dzwoniący telefon budził w nim niepokój niczym lista zadań na poniedziałek rano.
W końcu samotność zaczęła mu doskwierać bardziej niż jesienne dżdżystości. W akcie desperacji zaakceptował towarzystwo kota, co sąsiadki uznały za pierwszy krok ku szaleństwu. Kocię miało krzywe przednie łapki taki urok genetyczny. Poprzedni właściciele już planowali mu podróż na tamten świat, ale Patryk, wzruszony jak po finale melodramatu, zabrał futrzaka do siebie. Nazwał go Stefan a co, trzeba mieć styl! Stefan, choć łapki miał jakby niechcący, okazał się perfekcyjny do przytulania. Patryk gnał z pracy, a Stefan wyczekiwał na klatce jakby co najmniej miał mu wręczyć Oscara za najlepszy powrót do domu.
Po pewnym czasie w życie Patryka wdarła się Zuzanna koleżanka z biura, temperamentna i bystra, a przy tym z taką śmiałością, iż Patryk czuł się przy niej jak uczeń na klasówce z matmy. Zuzanna zaczęła z nim mieszkać szybciej niż program ładowania w nowym laptopie. Tyle iż Zuzanna kotów nie lubiła, a Stefana w szczególności; poprosiła Patryka, żeby wydał kota gdzieś w świat. Patryk zdecydowanie odmówił, mówiąc, iż Stefan to jego futrzasty towarzysz i już.
Zuzanna jednak miała wewnętrzne turbo nie ustępowała i co rusz powtarzała, iż czas pozbyć się zwierzaka. Patryk w końcu postawił sprawę jasno: kot zostaje. Zuzanna tłumaczyła, iż Stefan psuje im image, bo gościom robi się niedobrze na widok jego łap. Patryk czuł, jakby grał w Milionerów i właśnie usłyszał jedno pytanie za wszystko bo kogo tu wybrać: dziewczynę czy kota?
Rodzice Patryka zupełnie nie byli fanami Zuzanny. Uważali, iż jest niegrzeczna i trochę zbyt śmiała podpowiadali synowi, żeby się nie spieszył z obrączkami, tylko popatrzył na nią trochę dłużej, przez okulary rozsądku.
Wszystko się wyjaśniło, gdy rodzina Zuzanny przyjechała w odwiedziny. Ojciec Zuzanny już na wejściu parsknął śmiechem, widząc Stefana, i ochrzcił kota kocim pokurczem. Patryk dostał tryb obrońcy futrzaków, ale przez cały wieczór Zuzanna i jej ojciec prześcigali się w żartach na temat Stefana. Znajdowali mu idealne miejsca od Palucha po cyrk a matka Zuzanny wtórowała im śmiechem. Patryk czuł się jak ostatni romantyk w świecie ironistów.
Następnego dnia Patryk wrócił z roboty i Stefana nie było. Zapytał Zuzannę, gdzie się podział. Zuzanna stwierdziła lakonicznie, iż oddała kota do lecznicy. To był moment, gdy programista rzucił wszystko i ruszył na kocią misję. Szukał Stefana pięć godzin od Pragi po Ochotę aż znalazł go w ramionach weterynarza, mruczącego z ulgą, iż jego człowieczek go odnalazł.
Gdy wrócił do domu, wcale nie był w nastroju na kompromisy. Kazał Zuzannie pakować manatki i wyprowadzić się, bo Stefan jest dla niego jak rodzina, a jej jakoś już nie bardzo. Nie chciał jej więcej widzieć, bo jej podejście do zwierząt stało się dla niego obrzydliwe.
Rano Zuzanna pakowała swoje rzeczy w ciszy godnej balu absolwentów urażona i zaskoczona, iż kota nie udało się pokonać żadną intrygą ludzkiej logiki. Nie sądziła, iż futro, które krzywo chodzi, może być ważniejsze niż ona.
Teraz Patryk i Stefan mieszkają sami. Kociak codziennie wyczekuje na jego powrót, a Patryk wie, iż futrzak nigdy nie poprosi go, żeby wyprowadził dziewczynę.

7 godzin temu







