Olgierd wracał do domu z pracy. Typowy zimowy wieczór w Warszawie. Wszystko wokół jakby ktoś otulił szarym kocem nudy, a tu nagle, pod Żabką, siedzi pies. Kundel jak malowany. Rudy, kudłaty. Oczy jak u dziecka, które zapomniało, gdzie mieszka. Czego ty tu? mruknął Olgierd, ale przystanął. Pies podniósł łeb, spojrzał. Nic nie prosił. Po prostu […]